Szwedzki konik, Szkocja, sztuka…

…dzisiejszy wpis sponsoruje "sz":)
Obiezy_swiatka znowu mnie rozpieściła, aż mi głupio, naprawdę, podsyłając mi skarby ze Szwecji, dwa drewniane szpatułki do nakładania masła, zakładkę do książki z konikiem i samego słynnego już konika mi podesłała (i nalepkę z trollem;). Piękne wszystko.

Una-invitada przysłała pocztówkę z cudnym widokiem z Doliny Glencoe…Robi niezwykłe wrażenie.

A Latająca_Pyza zaskoczyła mnie ogromnie spełniając zupełnie nieświadomie moje marzenie z czasów studenckich, dotyczące otrzymania czegoś z prawdziwego Biennale Weneckiego. Dostałam kartkę z tego właśnie wydarzenia. O samym wydarzeniu Pyza pisze u siebie na blogu, polecam zajrzeć i poczytać.

Dzięki Wam za pamięć i miłe niespodzianki.


ps.dlaczego nikt mi nie zwrócił uwagi, że zrobiłam wielkiego byka w tytule? Przeczytałam i aż mnie własne zęby zabolały:)))

1 września 2009

 Pamiętam o tej rocznicy. Nie będę się nawet starać
umniejszać faktu (a czytałam wczoraj jakiś komentarz w ten deseń), że  70 lat
temu nie stało się coś ważnego dla historii mojego własnego państwa ani też
świata.

Bo zdarzyło się. Wybuchł jak na razie największy konflikt
nowożytnego świata. W którym zdało się, że wykorzystano wszystkie środki i
padły wszelkie granice. Te fizyczne, zniszczone przez najeźdźców i te moralne.

Chciałabym wierzyć, że coś takiego nie może się już nigdy
powtórzyć w historii świata…ale kto to wie, co niesie przyszłość. Tym bardziej,że mam wrażenie, że i tym razem, gdyby coś
się działo, sojusznicy wystawiliby nas dokładnie tak samo. Obyśmy się nigdy nie
musieli o tym przekonywać…