„Drogi do Santiago”. Cees Nooteboom.

Wydana w Wydawnictwie W.A.B w serii "terra incognita". (2007).

Przez chwilę w ogóle odczuwałam zamęt w głowie, kiedy miałam przyporządkować wpis do kategorii. Książka, to jasne, ale i podróże całkowicie by do tego pasowały a najlepiej jeszcze dodając "filozofuję"…

Bo też książka "Drogi do Santiago" Ceesa Notebooma to książka naprawdę niezwykła. Daaawno nie dałam (tak, jak pamiętam) na biblionetce oceny "rewelacyjna" a tej książce bez wahania taką właśnie notę dałam.

Książka mnie zachwyciła…sięgając po nią nie spodziewałam się, że będzie ona aż taka. Owszem, domyślałam się, że to nie jest kolejny przewodnik po Hiszpanii, że to nie jest kolejna z cyklu opowieści o ludziach, którzy gdzieś się przenoszą a doświadczenia swoje zostawiają potem na kartach wspomnieniowych książek ale że to faktycznie okaże się być tak niezwykłą opowieścią o podróży, nie, tego się nie spodziewałam.

Autor podróżuje od lat czterdziestu do Hiszpanii. I w jego książce widać jego fascynację do tego kraju. Fascynację i to, o czym niedawno sama pisałam opisując swoje własne uczucia do Grecji, miłość po prostu, rodzaj zakochania się w danym miejscu. Podróże autora są więc od lat, ale , co niesamowite, jemu udaje się je tak zmieszać, iż sami już nie wiemy, jeśli uporczywie wracamy w jedno miejsce czy to są wielokrotne podróże, czy może tak naprawdę nasze powroty są niczym innym, jak jedną wielką podróżą, tak się tylko przypadkowo zdarza, że rozciągniętymi w czasie? Czy nie macie, wy, którzy nie odkrywacie wciąż czegoś nowego a macie swoje miejsce na ziemi, do którego wciąż i wciąż powracacie, dokladnie takiego samego, jak on wrażenia, że nie odbywacie podróży wielokrotnie a jedną i wciąż tą samą? I nie jest to uczucie pejoratywne, wręcz odwrotnie…Ja mam, ja czytając go miałam wręcz wrażenie, że niektóre myśli, refleksje, autor wyjął dosłownie z mojej głowy, bo ja dokładnie coś takiego samego odczuwam, kiedy powracam do ukochanej Grecji.

Tak naprawdę mimo tego, że Nooteboom pisze o Hiszpanii i wplata w opowieść mnóstwo własnych refleksji na temat sztuki, historii, literatury, architektury, ludzi tego kraju, odniosłam podczas lektury bardzo silne wrażenie, że tak naprawdę ta książka nie jest opisem podróży po Hiszpanii, ona jest opisem PODRÓŻY w wielu jej aspektach. Zarówno tej fizycznej, w której używamy środków transportu, jak i tej całkowicie metafizycznej, można by powiedzieć w głąb siebie. I tak naprawdę równie dobrze jest to podróż do Polski, Hiszpanii, Grecji, jak i w głąb człowieka……..

Trudno pisze mi się o tak rewelacyjnych książkach, które w dodatku takie wrażenie na mnie zrobiły. Trudno jest mi po lekturze ubrać myśli.
Niełatwo jest mi wypunktować, co tak naprawdę podczas lektury zachwyciło mnie najbardziej, czy może zbieżność pewnych myśli i osądów , których ja z racji takich a nie innych czynników, wyrazić sama nie potrafię, czy fakt, że autor pisząc uniknął (a to wielka sprawa) moralizowania i usiłowania pokazaniu światu i szarym czytelnikom swojego jedynego najmądrzejszego zdania na każdy temat, czy może to, że książkę tę czytałam jak coś w rodzaju balsamu dla serca, ducha i w jakiś sposób wzniosłam się podczas lektury na inny poziom…może to jedna z tych książek, o których będę mogła powiedzieć,że coś we mnie zmieniły? Im bardziej nad tym myślę, tym bardziej wiem,że tak właśnie jest.

Na koniec, kilka zdań, myślę, że one powiedzą o książce jeszcze więcej a może składniej zabrzmi ta moja recenzja:)

"Sternstunden, wspaniałe niemieckie (oczywiście) wyrażenie określające szczególny moment , "promienną godzinę", która okazała się lub okaże tak ważna w życiu, że przestawi je na inne tory. Taka idea zakłada wielkie oświecenie z zewnątrz, świętą chwilę, błysk rozpoznania, a ja mam zbyt trudny charakter, żeby naprawdę w to uwierzyć. To, co w tak nagły sposób ulega olśnieniu, musi już przecież być obecne w zarodku. Jak inaczej dałoby się bowiem taki moment rozpoznać?".

"Ta historia trwa już czterdzieści lat i obok pisarstwa stanowi najbardziej stałą linię w moim życiu. I ma wymiar fizyczny: rok bez pustki tego kraju, bez kolorów ziemi i skał, jest rokiem straconym".

"Chyba najbardziej przypomina to historię miłosną, tyle tu kwestii których nie da się opisać ani wytłumaczyć. No i można być spokojnym, że ta narzeczona człowieka nie porzuci".

Oczywiście, że polecam!