…nastrój ostatnio dziwny, niby po pełni, a męczą mnie sny pokazujące, co mi tam się w głowie kotłuje…różne przemyślenia, dotyczące przeszłości, trochę przyszłości, jakieś obawy, trochę refleksji (gorzkich, gorzkich!) na temat przyjaźni (ale mi nowość, co?)…
Obejrzałam wczoraj z tego cyklu, o którym wspominałam, czyli Dookoła Świata , dvd z wyprawą do Toskanii. Super, były miasta, z których pocztówki dostałam od Reginy rok temu lub Dublinii w tym roku. Dublinia, już nic u Ciebie nie wspominam o Toskanii, bo poczułam się zrugana, że nie dość uważnie czytam;))
W każdym razie fajnie było popatrzeć na te wszystkie toskańskie piękności, jakie widziałyście. Fakt, jest tam wszędzie co oglądać, gdziekolwiek się nie pojedzie, można oczy nacieszyć pięknościami i nie dziwię się, że do Toskanii ludzie tak masowo gnają.
Przy okazji recenzji u Padmy rozpoczęła się dyskusja na temat turyści a podróżnicy. Zawsze mnie ciekawi, jak to rozróżnić. Owszem, kumam, że taka Beata Pawlikowska a ja , to dwie różne historie. I ja się przy niej czuję zdecydowanie turystką. Ale z drugiej strony, mam za sobą różne podróżowanie. Czasem korzystam z biura podróży (najczęściej i nie zamierzam się tego wstydzić), ale sporo wyjazdów organizujemy sobie sami, to znaczy hotel, potem chadzamy do miejscowych restauracji (jak w Rzymie, Lizbonie, Paryżu, Wiedniu) i tak zastanawiam się, kto ja jestem. Okazjonalny turysta a czasem podróżnik, czy tylko turysta? Czy fakt, że lubię mieć wygodne łóżko i przyzwoitą łazienkę (tak, wróciliśmy chorzy z Tunezji właśnie przez warunki tam panujące, co zresztą prawdopodobnie wpłynęło na całe nasze życie, a więc może mam uraz) czyni mnie zdecydowanie turystką ? Czyli jakbym stacjonowała li i jedynie w wynajmowanych bungalowach albo może i nie wiem, hostelach i jadła w knajpach na ulicy, to już jestem podróżnikiem?
Nie, nie mam tak naprawdę jakiegoś z tym problemu, ale nie ukrywam, że mnie to zaintrygowało. Może dlatego, że strasznie nie lubię tych wszystkich podróżujących, którzy tak wyraźnie różnicują się od "turystów", często gęsto wypowiadając się o nich z lekką pogardą wręcz (skłóciłam się z jedną taką panią, to wiem, co mówię;).
Z innej beczki, Kwiecienko, dziękuję za pocztówkę z Przepiórką;) Myślę, że to zwykła przepiórka, wpuszczona w szpinak hehe. Dziękuję za miłą niespodziankę. Szkoda, że nie chcesz mi podać na priv swojego adresu, chętnie wysłałabym Ci pocztówkę z Warszawy.
Nie mam ostatnio ochoty bawić się w poprawność polityczną wypowiedzi w stosunku do różnych ludzi…zdaje się, że wciąż mam wspominany już przeze mnie nastrój wujkostaszkowy.
Wkurza mnie też, że odwiedzają mnie osoby z zamkniętych blogów, do których mnie nie zapraszają (tak, widzę Was w statystykach;) albo inni z kolei olewają moje pozostawione na ich blogach komentarze. OK, może nie zawsze chce się odpowiedzieć, ale jakieś zdawkowe heja chiara nie spowoduje chyba, że komuś spadnie z głowy korona?
Ufff, to wreszcie wypisałam się z tego, co mnie ostatnio irytuje;)
