Nie zezwalałam na wykorzystanie bez pytania mojej recenzji na aukcji prywatnej użytkownika allegro. Zrobiono to bez mojej wiedzy.
Wydana w W.A.B (2009).
Popełniłam przed chwilą wpis, który zapisałam sobie na innej stronie a następnie, zgodnie z wszystkimi zaleceniami rozmaitych domorosłych psychologów…starannie skasowałam. Chwilowo, ale pomogło…
A teraz już o książce.
Z pamiętnika mola książkowego, nie należy sugerować się cudzymi opiniami przy doborze własnej lektury, jeśli mniej więcej znamy swój gust czytelniczy.A mówię tu o recenzji, którą miałam okazję przeczytać u Inblanco. Po przeczytaniu jej recenzji zmartwiłam się, że będzie nietrafiony zakup i …jak dobrze, że tak jednak nie było.
Jak wspominałam w łańcuszku książkowym, wpadłam obecnie w ciąg kryminałów. Tym bardziej, że obecnie na rynku pojawiło się ich sporo i to te, które mnie akurat interesują.
Tak więc z zainteresowaniem zapoznałam się z najnowszym na naszym rynku kryminałem z Islandii. Przedziwnej wyspie (dla mnie) i interesującej zarazem, bo praktycznie nieznanej, na której niedawno była Latająca_Pyza i u siebie na blogu podróż opisuje.
"W bagnie" to kryminał, ale kolejny, który według mnie nie jest tylko i wyłącznie kryminałem. To z kolei jakiś portret dotyczący współczesnej Islandii z jej odwiecznym problemem, o którym coraz głośniej się mówi. A mianowicie o fakcie tego, iż materiał genetyczny na wyspie jest raczej ograniczony. Nie było tam przez wieki świeżej krwi, że się tak może niezbyt zręcznie wyrażę, a co za tym idzie, nowego materiału genetycznego, co z kolei powodowało postęp chorób dziedzicznych. Obecnie to właśnie między innymi na Islandii prowadzi się badania dotyczące genetyki.
Nie ukrywam, że czytając książkę miałam przed oczami między innymi wspomnienia Pyzy, która ostatnio chociażby nadmieniła, że Islandczycy są ciekawi, bo z jednej strony wierzą w duchy, tego typu opowieści a z drugiej strony posiadają niezwykle wyśrubowaną technikę w codziennym użytku, jak chociażby wysoki odsetek skomputeryzowanych mieszkańców czy posiadających komórki.
"W bagnie" zaczyna się od morderstwa, które zostaje popełnione na pewnym starym mężczyźnie. Podejrzenie początkowe, iż jest to , cytuję, "kolejna typowa islandzka zbrodnia" każe ustąpić teorii, że jednak tym razem policjanci mają do czynienia z czymś zupełnie innym.
Potem jest już tylko gorzej. Zbrodnię przyjdzie rozwiązywać zespołowi pod dowództwem Erlendura, w dodatku w czasie ohydnej jesieni, która, zapewne nie jest warta odnotowania w turystycznym folderze, inaczej z pewnością nikt nie miałby chęci na odwiedziny wyspy.
Policjant Erlendur i tak ma swoje własne zmartwienia. Syna, który nie utrzymuje z nim kontaktu i ćpającą córkę, która oznajmia mu, że jest w ciąży. Same rewelacyjne nowiny.
Tak, czy inaczej, Erlendur rozpoczyna dochodzenie, które to nie będzie ze względu na poruszaną tematykę należeć do łatwych. Temat bowiem jest zdecydowanie ciężki i nie ukrywam, że przygnębiający. Niemniej jednak książka wciąga, intryguje, mimo, że jak mówię, nie będzie to lektura łatwa i przyjemna.
Teraz uprzedzam, osoby, które mają chęć na lekturę, niech dalej nie czytają. Staram się za wiele nie ujawniać, ale jednak na wszelki wypadek, po co macie mieć potem pretensje?
Ta książka zainteresowała mnie nie tylko dlatego, że to jedna z niewielu , jakie znam z literatury islandzkiej i to, nie ukrywajmy, kryminalnej. Zainteresowała mnie właśnie ze względu na to, jak opisuje fakt, że na wyspie zdaje się, że wszyscy wszystkich znają. Przez to, że przez wieki nie docierali tam obcy , wiele osób jest ze sobą spokrewnionych. Dochodzi problem kryzysu współczesnego rodzicielstwa, problemy, które być może były zawsze, a obecnie nabierają jakiejś wyrazistszej barwy , a także, co interesujące pojawia się ważne pytanie. Jak czuć się mogą osoby, które z pewnych względów nagle, nieoczekiwanie, tracą swoją dotychczasową tożsamość? Stają się dla siebie samych kimś zupełnie innym, niż jak dotąd o sobie myśleli, jak się postrzegali.
Wychodzą na jaw stare rodzinne sekrety, tajemnice i nagle okazuje się, że nie jest się już tym kimś, kim się było. Do czego to może doprowadzić? Zapewne zależy to od danej jednostki, jej siły psychicznej, ale nie oszukujmy się, co słabsze jednostki zapewne nie są w stanie wytrzymać tego bez jakiegokolwiek odreagowania.
Mnie się ta książka, mimo bardzo ciężkiego w niej poruszanego tematu, podobała i chętnie sięgnę po kolejną książkę tego autora, jak tylko zostanie u nas wydana.
