„Krew z kamienia”. Donna Leon.

Wydana w Noir sur Blanc (2009).

Sięgając po każdą kolejną książkę Donny Leon, tej od lat żyjącej we Włoszech , Amerykanki wiem jedno. W jej kryminale oprócz intrygi kryminalnej znajdę sporo gorzkich refleksji na temat współczesnego świata, społeczeństw i układów tam panujących, władzy i jej wykorzystywania niekoniecznie w światłym celu, krytykę Ameryki i jej podejścia do reszty świata, antyklerykalizm i dany akurat wzięty na tapetę przez autorkę problem społeczny. Donna Leon intryguje mnie z książki na książkę coraz bardziej, a mianowicie zastanawiam się, co nią powoduję, że umieszcza to w książce o naturze, jakby nie było kryminalnej. Odnoszę wrażenie, jakby nie do końca chciała "popełnić" coś niekryminalnego, jakby bała się, że czegoś jej wtedy zabraknie, albo nie będzie w stanie zmierzyć się z własnymi przekonaniami i opiniami w innej, niż ta formie. A może i ona coś innego wydała, tylko u nas to się nie ukazuje, ale chyba nie, patrząc na jej stronę na wikipedii.

Nie odważając się aby Brunetti był na przykład gejem żyjącym w wieloletnim związku parnerskim, Donna Leon stworzyła z komisarza przykładnego męża i ojca rodziny (brzmiącego w niektórych sytuacjach aż zanadto nieprawdziwie, jak dla mnie, mam na myśli jego reakcje na niektóre zachowania żony, której szczerze nie znoszę, nie, nie za przekonania, a za histeryczne czasem zachowania i nieumiejętność rozgrywania spraw z zimną krwią).  Tak więc nasz chodzący ideał, Brunetti, w książce "Krew z kamienia" musi rozwiązać kolejną sprawę. Musi i jest to imperatyw wewnętrzny bowiem w pewnej chwili okazuje się, że "górze" nie jest na rękę, aby tą sprawą zajmowano się i rozwiązano ją. Co spowoduje bardzo nietypowe działanie, jak na Brunettiego.
A zaczyna się w okresie przed Świetami Bożego Narodzenia, kiedy to na jednym z weneckich placów zostaje nagle zastrzelony jeden z "vu cumpra" czyli Afrykanin sprzedający podrobione torebki znanych firm. Zostaje on zastrzelony w obecności tłumu turystów, kiedy jednak przyjdzie co do czego, niewiele osób będzie w stanie coś na temat sprawców powiedzieć.
Nie chcę za wiele zdradzać Wam z treści książki i z problemu, jaki w tej książce wzięła na tapetę autorka. Jak mówię, Donna Leon, to według mnie taki Mankell w spódnicy, a to ze względu na jej przemyślenia i przemycanie sądzę, własnych poglądów w treści własnych książek kryminalnych. Mnie taki pomysł pasuje. Lubię poczytać cudze opinie, z niektórymi mogę się zgodzić, z innymi polemizować, ale to czyni kryminał czymś więcej, niż kryminał.
Polecam.