Wydana w Wydawnictwie Noir sur Blanc (2009).
Hmmmm…to takie hmmmm na początek, bo rozczarowała mnie trochę ta część opowieści o komisarz Petrze Delicado i jej pomocniku, podwładnym Ferminie Garzonie.
Z jednej strony, co wiedzą naprawdę czytający mnie długo, samą autorkę lubię, "odkryłam" ją sobie sama, bez żadnych poleceń, po prostu kiedyś w księgarni kupiłam jej "Śmiertelny talk-show", podeszła mi lektura i wciągnęłam się. Lubię Petrę Delicado za jej nietypowe śledztwa, za jej pewną bezkompromisowość, za niesztampowość, za niebycie słodką idiotką kobietką trzepoczącą rzęsami, za to babką z krwi i kości, co to i umie zadziałać, jak trzeba, kiedy trzeba i zakląć, kiedy sytuacja tego wymaga. Do tej pory kolejne części opowieści o niej mnie wciągały. Za obraz współczesnej Hiszpanii znanej mi głównie czy to z pocztówek od znajomych czy z raczej upiększonych folderów reklamowych a raczej na pewno nigdy z prawdziwych relacji. Za jak wspomniałam pewną konkretność i prawdziwość bohaterki i otaczających ją ludzi.
W tej części chyba najmniej udana była intryga kryminalna. Zaczynała się ciekawie, uważam, że można ją było "poprowadzić" w bardziej interesujący sposób, a odnoszę wrażenie, że "para" jakby opadła w połowie książki mniej więcej. Szkoda.
Akcja książki rozpoczyna się w chwili, kiedy zostaje zamordowany żebrak, na jednej z ulic Barcelony. Żebrak, czyli osoba z góry skazana przez współczesne społeczeństwo a często i przez samego siebie na bycie na marginesie.
Podoba mi się ta część książki, która każe się zatrzymać na chwilę przy tym temacie. Temacie, przyznajmy, niezbyt często branym na tapetę czy to w filmach czy literaturze właśnie. Temacie, który pozwala przyjrzeć się współczesnym społeczeństwom, które obok ludzi wykształconych bogatych, prężnych mają sporą przecież grupę osób, które z tych czy innych przyczyn zostały wysadzone na margines, które kiedyś tam gdzieś pogubiły się same ze sobą…
W pewnej chwili sama Petra podczas jednego ze swoich przemyśleń dochodzi do niezbyt optymistycznego wniosku, iż tak naprawdę, to każdy z nas z dnia na dzień może znaleźć się po tej drugiej , tak niechętnie dostrzeganej na co dzień, stronie. Tej stronie ludzi niechcianych, przegranych, na marginesie…
Trochę też w tej części, a to ciekawe, przemyśleń samej Petry na temat jej własnego życia. Petra, tak to przynajmniej ja odbieram, mimo pozorów, jakie stwarza, czyli silnej , nie potrzebującej wsparcia osoby, jest jednak gdzieś w tym wszystkim zagubiona. Nie umie się odnaleźć. Mimo to nie chce jednak nic zmieniać w tym, w czym jest, tkwi, już się do tego przyzwyczaiła i chyba , to ciekawe, boi się jakichkolwiek zmian…
Ogólnie to opowieść o utracie marzeń i złudzeń i o dziwo, ta warstwa książki wydaje mi się najciekawsza.
Jak wspomniałam, czegoś zabrakło mi w intrydze kryminalnej, jakby ktoś wystrzelił z pistoletu a na koniec okazało się, że to jedynie kapiszon. Tego mi szkoda. Ta część opowieści o Petrze Delicado u mnie na biblionetce otrzymała ocenę "dobrą". Mam nadzieję, że następne będą wyższe;)
jestem ciotką;)
K. urodziła dzisiaj córeczkę. Śmieję się, że chyba bardzo nie chciała się z nami zobaczyć, bo dzisiaj mieliśmy właśnie wybrać do nich z wizytą a tu w nocy się zaczęło i o 10.00 przyszła na świat mała Gabrysia. Po wielkich bojach to dziecko i szalenie oczekiwane, więc tym bardziej cieszy ta nowina, mam nadzieję, że wszystko będzie OK, tym bardziej, że urodziła się wcześniej (miesiąc cały). Trzymajcie kciuki za dzieciaczka, bo na razie jest w inkubatorze.
Niech się zdrowo chowa!
ps. mój Mąż właśnie wyraził przypuszczenie, iż dumny tata zapewne powinien zorganizować jakieś pępkowe:)
