Te oto miasta puściły dziś do mnie oko z pocztówek, jakie dotarły.
Najpierw pocztówka z Aten, której się w ogóle nie spodziewałam i która to okazała się chyba iść piechotą, bo przeszło trzy tygodnie! Ach, jak się ucieszyłam…Na pocztówce osiem różnych zdjęć z Aten, a więc pocztówka jak ja to nazywam, "poglądowa". Miasto, w którym nie byłam, ale wiem, że będę, bo kusi no i przecież stolica ukochanej Grecji.
Następna to ze Sztokholmu, od Margotka, z widokiem na Stare Miasto i Pałac Królewski. Miasto wygląda przynajmniej z lotu ptaka na bardzo kolorowe, barwne i nijak się ma do stereotypu miasta Północy, ponurego i owiewanego zimnym wiatrem.
Lilithin przysłała mi za to pocztówkę z obecnie ruin dawnego Teatru Miejskiego
i kolorową zakładkę do książki;) Tak przy okazji , ostatnio policzyłam swoje zbiory, mam już ponad sto zakładek.
Dziękuję Wam za pamięć;)
„Za podszeptem diabła”. Karin Fossum.
Wydana w Wydawnictwie Znak, 2009.
Jeżeli sądziłam, czułam, że "Nie oglądaj się" Fossum, to jej najlepsza (z czytanych dotąd przeze mnie, oczywiście) książka, to…byłam w błędzie.
Nad nią bowiem zdecydowane zwycięstwo odniosła książka "Za podszeptem diabła".
Dawno, dawno nie czytałam tak przejmującej książki. Założyłam, że będzie to kryminał i teoretycznie nim jest. Tylko, jak to bywa w większości przypadków kryminałów z nurtu literatury ogólnie pojmując skandynawskiej, nie jest to tylko i wyłącznie kryminał, a świetne wręcz studium współczesnych społeczeństw, narodów, człowieka po prostu. Nie spodziewałam się tego i tak mnie to zaskoczyło, na plus, oczywiście,ale nie ma co ukrywać, że tak na mnie lektura podziałała, że wciąż do siebie po niej dochodzę.
Niezwykła. Śmiała w swojej prostocie. Autorka zastosowała dość mogłoby się wydawać prosty chwyt, bowiem splątała ścieżki losu kilkorga bohaterów. Gdyby nie fakt, że wyszło jej to niezwykle logicznie i nie ma się do czego przyczepić, mogłoby zdać się dość typowe i nawet oklepane. Ale jej, naprawdę, wyszło z tego pomysłu coś więcej, niż zręczna intryga kryminalna.
Wszystko zaczyna się dziać nieco wcześniej, niż to, co staje się kanwą książki, czyli fakt zaginięcia młodego człowieka, Andreasa. Niby wszystko toczy się wokół jego zaginięcia, ale jak się szybko dowiadujemy, pewne sprawy początek swój mają dużo, dużo wcześniej.
To niezwykła opowieść, w której wyraźnie wyczytać możemy jedno, współczesne społeczeństwa przestały sobie w pewnym momencie radzić. Narastają problemy społeczne, religijne, na tle rasowym, ekonomiczne. Niestety, nie ma zbyt wiele osób, które chciałyby z tymi wszystkimi problemami tak naprawdę walczyć. Ludzie zdają się przymykać na wiele błędów oczy a potem , kiedy coś nagle wybucha i dzieje się wielkie zło, wszyscy nagle wydają się budzić z dziwnego letargu i dopiero wtedy je zauważają. Tylko, kiedy zło mija, a raczej, kiedy jego skutki przestają ich aż tak mocno dotykać, ludzie znowu popadają w dziwne odrętwienie i przestają zwracać uwagę. Na to, co dzieje się poza ich własnym domem, na ulicy, w ogólnie pojętym społeczeństwie.
Niezwykła to książka, niby kryminał, a o współczesnych "nas", dająca mocnego kopa, pokazująca, że, niestety, nie jest dobrze, panie i panowie, nie jest. Jej bohaterowie nie są nam tak bardzo obcy, jak nam się chciałoby wydawać i na co mielibyśmy ochotę. Są nam obawiam się dużo bardziej bliscy, niż może nam się zdawać.
Dobra to również książka, jako, że nie ukazuje świata czarno-białego, dostrzega szarości i to, jak wiele rzeczy jesteśmy w stanie zrobić pod wpływem strachu i impulsu. Potrafimy przejść na jakąś drugą stronę, z której już, niestety, nie ma odwrotu…
Co mogę dodać? Polecam!
