domek z ogródkiem…

…brzmi kusząco i chciało by się mieć taki, niemniej jednak zawsze zastanawiam ileż to naprawdę pracy jest w owym przydomowym ogródku. Refleksje te nachodzą mnie zwłaszcza po co sezonowym załatwieniu spraw na balkonie.

Z tego, co dowiedzieliśmy się w markecie, prawdopodobnie nasze zeszłoroczne rośliny mogły paść przez mszyce, co jest możliwe, bo nie chce mi się wierzyć, że miałam taką złą łapę do wszystkich roślin, bo i niby dlaczego skoro do tej pory nieźle mi szło?
Tak więc najpierw z balkonu zostały usunięte stare rośliny, wywiezione do śmietnika, następnie odbył się oprysk balkonu przeciw mszycom.
Kiedy balkon zaznajamiał się z opryskiem my wybyliśmy na spacer do lasu.
Wróciliśmy i zastanawialiśmy się, czy nasz własny ptaszek będzie mieć chęć na loty, bowiem różnie to z tym bywało, a że mieliśmy plany pracy na balkonie, głośno zastanawialiśmy się, czy w ogóle go puszczać. Póki co postanowiliśmy jedząc obiad otworzyć mu klatkę i zobaczyć, czy będzie zainteresowany lotem. Ten mały cwaniak, jakby nas rozumiał, bo chyba pierwszy raz wylazł z klatki natychmiast po otwarciu drzwiczek i chwilę potem latał sobie po pokoju. Różnie mu to jeszcze wychodzi, ale widać, że się ptaszyna uczy i robi postępy. Coraz bardziej mamy wrażenie, że jego hodowca po prostu wcześniej w ogóle go nie puszczał. Tak więc Sowa sobie latał, a my robiliśmy plany prac balkonowych, które zamierzaliśmy rozpocząć po jego lotach i powrocie do klatki. Wyjęłam nasiona, te, które "odkryłam" w szafce po 2 latach, jeszcze z Tyrolu przywiezione i te od japońskiej znajomej i odkryte również jeszcze w szafkach nasze własne.
Ponieważ te alpejskie radzono sadzić głównie w czerwcu tak więc dwóch nie posadziliśmy. Posadziliśmy tylko szarotkę, także mieszankę kolorową bratków (to jedne z moich najukochańszych kwiatków), powój kolorowy, te nasiona balloon vine od japońskiej znajomej i wsadziliśmy cztery różowe pelargonie.
Poza tym, mój zwariowany Mąż nabył bambus.  Ciekawe, co zrobimy z nim zimą. Chyba wewleczemy go do domu (bambusa, nie mojego Męża;) i będzie robił za choinkę. O bambusie marzyłam od dawna, ale o tej wersji małej, a nie o krzewie praktycznie. Mamy też nową tuję i mam nadzieję, że będzie rosła ok i że teraz żadne szkodniki nam nie wykoszą roślin na balkonie, bo jednak, co tu kryć z czymś zielonym wokół od razu przyjemniej i ta przysłowiowa kawa na balkonie i lektura od razu mija w przyjemnej atmosferze.
Dookoła straszą świńską grypą i ogólnie niewesoło;/