Wydana w Wydawnictwie Albatros. Wydawnictwo A.Kuryłowicz (2009).
Oj, oj, zawiodłam się na niej…Nie, nie przemówiła do mnie.
Nie mówię, że zupełnie ją skazuję na niebyt literacki, ale muszę przyznać, że nastawiłam się na chyba zbyt wiele.
Już sam opis na okładce, który mówi "młodziutka Chinka zagubiona w Londynie" mnie jakoś rozdrażnił. Sorry wszystkim paniom i panom w wieku lat 23 i 24, ale nie wydaje mi się, że to wiek, w którym można stwierdzić, że dana osoba jest młodziutka. Młodziutka to dla mnie szesnasto czy siedemnastolatka, a dwudziestoparolatka, to już osoba młoda. Ot, taki niuans, a jakoś mnie irytował;)
Po raz drugi w dość krótkim czasie, czyli od lektury "Drogi do szczęścia" nie polubiłam bohaterów książki, ani owej Chinki, "Z" (o imieniu nie do wymówienia dla przeciętnego człowieka z Zachodu) ani jej partnera seksualnego , starszego o kilkadziesiąt lat Anglika, który niby to czas buntu ma za sobą, niby już wie, o co mu w życiu chodzi, a jakby wcale nie do końca.
Książka jest pisana w formie opowieści, pamiętnika głównej bohaterki, która przybywa z Chin na rok do Londynu, aby tam nauczyć się języka angielskiego. Nie ma mowy o udoskonaleniu, bowiem jej język jest fatalny. Jak jednak na to, jak źle ona sama mówiła, zaskoczyło mnie i stało się przez to mniej wiarygodne, jak wiele jednak rozumiała z tego, co inni do niej mówią. Ustalmy, osoby, które naprawdę języka nie umieją, wrzucone w londyński tygiel na pewno od razu tak super sobie nie radzą.
Poza tym, co mnie jeszcze w bohaterce irytowało, to jakaś jej niesamowita infantylność. Jak na kobietę, która ma 24 lata zachowywała się najczęściej na poziomie małej dziewczynki. Która to jednak mała dziewczynka nie miała nic przeciwko temu, aby rozpocząć wreszcie życie seksualne z rzeźbiarzem, którego poznała zupełnie przypadkiem w kinie. Rozpocząć z nim życie seksualne i codzienne, bowiem wprowadziła się do niego prawie zaraz po poznaniu. I tu na płaszczyźnie codzienności pojawił się cały szereg różnic i problemów. Miałam nadzieję na lekkie czytadło, które mnie rozbawi, ale może powinnam się była spodziewać, że nic z tego, jako, że okładka kusi ni mniej ni więcej a tekstem "Romantyczna komedia o parze kochanków, którzy próbują porozumieć się ze sobą dwoma różnymi językami". To, że ludzie pochodzący z tak różnych kultur różnice będą odkrywać, nie wątpiłam, ale po co nęcić mnie komedią, której ja przynajmniej tam za wiele nie znalazłam?
Ot, opis rocznego związku pani, która znalazła się w zupełnie obcym dla jej mentalności świecie Zachodu, w którym jest silny kult jednostki a dla niej to fakt niezrozumiały, a pana, który miał ochotę zaliczyć w swoim życiu jeszcze kogoś ze wschodu. No, przynajmniej na mnie to takie wrażenie zrobiło.
Może gdyby autorka trochę mniej zajęła się seksualnością obojga bohaterów, a szczególnie dziewczyny i może dodała nieco więcej przemyśleń natury ogólnie różnic międzykulturowych i społecznych , było by to dla mnie nieco bardziej strawne. Nie wiem.
W dodatku język książki. Z jednej strony wielki plus dla tłumaczki, które zrobiła naprawdę kawał dobrej roboty, bowiem przełożyła książkę na język taki, jakim prawdopodobnie faktycznie taka osoba by się posługiwała. Jednak, przyznam, na dłuższą metę był to jednak dla mnie język niestrawny, męczyło mnie czytanie takich niepoprawnych zdań.
I co ja mogę napisać na koniec. Odnoszę wrażenie, że większości czytelników ta książka się podoba, więc być może, że po prostu z tych czy innych względów do mnie nie trafiła i tyle. Jednak mnie bardziej wymęczyła, niż zaciekawiła i zawiodłam się na niej.
Wybór należy do Was, czytelnicy.
secesja i średniowiecze…
…przybyły do mnie na pocztówkach wczoraj;)
Obiezy_swiatka przysłała mi pocztówkę z reprodukcją portretu Emilie Floge autorstwa Gustava Klimta. Muszę przyznać, że chociaż lubię obrazy Klimta, to większość z nich działa na mnie bardzo niepokojąco, jakoś podrażniają, nie uspokajają, wręcz przeciwnie. Niestety, podczas wyprawy do Wiednia parę lat temu nie mogliśmy ich obejrzeć, bo akurat wtedy coś tam się działo z muzeum i było zamknięte, akurat na długi majowy weekend;/ Natomiast niektóre jego portrety działają na mnie pozytywnie i właśnie ten jest jednym z nich. Portretowana spogląda na nas z jakby kpiarskim wyrazem twarzy, a jej podejście raczej na luzie do portretu podkreśla fakt, że lewą ręką wspiera się o biodro, a więc przyjmuje postawę raczej daleką od takich typowo napuszonych portretowych póz, jakie często przyjmują portretowani.
Maga-mara natomiast podesłała mi kolejną pocztówkę-ślad jej podróży, jaką ostatnio odbyła, a mianowicie z katedrą w Amiens. I tu się muszę pochwalić, że nawet ją widziałam. Podczas pierwszego pobytu we Francji, chociaż ani zdjęć z miasta nie mam, ani za wiele nie pamiętam, ale wiem, że tam byliśmy, więc i katedrę zwiedziliśmy. Uwielbiam gotyckie katedry, szczególnie właśnie uwiodła mnie architektura francuska…
Tak więc za obie pocztówki wielkie dzięki Dziewczyny;)
