Wydana w Wydawnictwie MUZA. (2009).
Skusiłam się na nią, jako, że interesujący wydał mi się temat, jaki w książce "Ukryty kwiat" poruszyła autorka, a mianowicie czasy po II WŚ i związek Amerykanina i Japonki. Coś bardzo kontrowersyjnego i niekoniecznie dobrze widzianego zarówno w Stanach zjednoczonych, jak i w Japonii właśnie.
Temat związku wrogów, pokonanego i zwycięzcy. Brzmiało interesująco i ciekawa byłam, jak autorce udało się ów temat przedstawić.
Ogólnie książka mi się podobała, nie powiem, że nie, ale…Nie wiem, czy to częstokroć anachroniczny język, którym posługiwała się, jak rozumiem autorka, a więc użyła takiego języka sama tłumaczka, czy to ogólnie klimat książki spowodował, że nie do końca mogłabym powiedzieć, że mnie zachwyciła.
Być może owa oszczędność, surowość nawet wynikała z faktu przedstawiania mentalności właśnie osoby pochodzącej z tak odległej kultury, jaką jest kultura Japonii, nie wiem. Na plus, dla samej książki, trochę obawiałam się ckliwego romansu z happy endem, a na szczęście, otrzymałam coś zupełnie innego, czyli po prostu historię dwójki ludzi, którzy mieli to nieszczęście,że zakochali się w sobie o jakieś trzydzieści czy czterdzieści lat za wcześnie.
Nie podobało mi się, ze autorka mając świetny zamysł na przedstawienie problemu związku dwójki ludzi pochodzących nie dość, że z dwóch różnych środowisk, to jeszcze do niedawna wrogów wojennych, poprowadziła historię jedynie do pewnego punktu a potem jakby pospiesznie ją urwała. Według mnie ta historia aż prosiła się o jej ciąg dalszy, szczególnie o przedstawienie losów dziecka zrodzonego z tego niechcianego przez ogół związku.
Na plus dla autorki, na szczęście nie uraczyła mnie sentymentalnym romansidłem a opowieścią, która, sama się przyznam, dla mnie niespodziewanie, happy endem się nie zakończyła. To plus. Minusem jest, że nie pokusiła się o bardziej wnikliwe przedstawienie problemu dzieci ze związków "mieszanych" (wiem, jakieś to brzydkie wyrażenie) tuż albo niedługo po zakończeniu Drugiej Wojny Światowej. Miałam wciąż gdzieś w pamięci analizę sytuacji takiego dziecka lata później, czyli "Ten, kto mrugnie boi się śmierci" i mimo, że sama starałam się siebie oszukać, licząc na fakt, że upływ lat pomaga i związkowi i dziecku z takiego związku, ale faktem jest, że lekko takiemu dziecku nie jest.
Podsumowując, książka dobra, ale czegoś mi w niej jakby zabrakło. Po jej lekturze mam niedosyt, jakby pewne kwestie wciąż domagały się ich zanalizowania, opisania, wgłębienia się w problem.
Mimo to jednak sądzę, że warto jest sięgnąć po tego typu literaturę aby zadać samemu sobie pytanie, na ile jesteśmy w stanie okazać tolerancję. Tolerancję dla tego, co inne…
