rozmaitości donoszę…

W dodatku "Dziennika"– "Kino dobrze nakręcone" w tym tygodniu "Smażone zielone pomidory" (jedna z cieplejszych książek, jakie czytałam i również film bardzo poprawnie na jej podstawie nakręcony). Film zresztą jeden z moich ulubionych.

W marcowym miesięczniku "Film" "Piknik pod Wiszącą Skałą", jeden z najbardziej niezwykłych filmów, jakie widziałam. Do jego pełnego odbioru musiałam dojrzeć, kiedy widziałam go w wieku 17 lat nie zrozumiałam, parę lat później było już zupełnie inaczej.

W dodatku kulturalnym "Dziennika" wyczytałam też z wielkim zainteresowaniem o wydaniu u nas książki, podejrzewam, pozycji obowiązkowej dla prawdziwych znawców muzyki Fado, a mianowicie o książce autorstwa Vitora Pavao dos Santos pod tytułem "Amalia Rodrigues. Najsłynniejsza śpiewaczka Fado".  Może dla kogoś z Was to wyczekiwania informacja, niniejszym donoszę;)

„Płotki giną pierwsze”. Aleksandra Marinina.

Kolejny interesujący kryminał Marininy, u nas wydany.
Już tradycyjnie narzekam, że W.A.B wydaje jej kryminały niechronologicznie, a co za tym idzie, wierny czytelnik serii ma oględnie mówiąc, lekki zamęt w głowie. Szkoda. Ten kryminał znowu jeszcze sprzed ślubu Anastazji Kamieńskiej , o którym mowa w kryminale "Śmierć i trochę miłości", tuż przed ślubem właściwie, można by powiedzieć.
W tej części serii akcja rozpoczyna się w momencie, w którym w Moskwie zaczyna działać tajemniczy seryjny morderca, snajper, który celnym strzałem likwiduje kompletnie nie powiązane ze sobą postacie, począwszy od robotników po wnuka osoby z tak zwanej góry.
Jednocześnie wychodzą na jaw pewne nieprawidłowości w jednym z uralskich zakładów produkcyjnych i w pewnej chwili zajmująca się tajemniczym strzelcem Anastazja zaczyna się domyślać, że sprawy te mają o dziwo, jakieś nieznane jeszcze, ale powiązania. Tym bardziej, że ktoś wyraźnie chce wrobić w morderstwo jednego z funcjonariuszy MSW.
I jak się domyślamy, Anastazja rozpoczyna kolejne, oczywiście zakończone powodzeniem śledztwo.
Zauważyłam, ze z biegiem czasu i jak poznaję kolejne części o Kamieńskiej, coraz mnie lubię główną bohaterkę. Nie wiem ,czemu, ale mam lekką alergię na osoby tak zwane idealne niemal i cudowne, na takie, którym wszystko się udaje i idzie jak po maśle i które nie zawsze idealne względem innych, o dziwo, ze strony innych zawsze otrzymują uwielbienie i tylko to, co najlepsze.

Tak naprawdę to w miarę jak czytam kolejne części, to Kamieńska zaczyna mnie coraz bardziej irytować. To ja już wolę samorodną detektyw Olgę Riazancewą , bohaterkę książek Polakowej. Tamta aniołem nie jest, grzeszki rozmaite po drodze popełniła i popełnia, ale zdaje mi się bardziej ludzka i prawdziwa.
Tak czy siak, na szczęście, aby czytać ciekawy kryminał, nie muszę być fanką bohaterki , więc czytało mi się go dobrze i mogę polecić miłośnikom zarówno kryminałów, jak i książek Marininy. Myślę, że Was nie zawiedzie.

UWAGA, zdradzam teraz pewną sprawę, więc zainteresowanym nie polecam czytać a poczytajcie po lekturze;)

Uważam, że wyjątkowo źle dobrana została okładka książki. Ta a nie inna grafika, wpłynęła na fakt, że praktycznie, niestety, domyśliłam się intrygi w jakimś stopniu a na pewno wiedziałam, że pewne osoby nie są tymi, za które chcą się podawać. Szkoda. Lubię więcej niespodzianek, kiedy czytam kryminał i niekoniecznie chcę być nakierowana na pewien kierunek przez wydawnictwo.

zamieszanie…

i zmiany w Polskim Radio się działy. Jak to zawsze, kiedy rządzi polityka a nie zdrowy rozsądek, nic dobrego z tego nie wynika. Ale do jasnej ciasnej, komu przeszkadzał program o zwierzakach Doroty Sumińskiej, czyli "Cztery Łapy"? Tego nie rozumiem;( jedna z niewielu audycji, która faktycznie, można by nazwać, niosła ze sobą misyjny charakter radia, o którym tak lubią trąbić władze radia kolejne. Może komuś nie spodobało się, że kobieta propagowała zachowania pozytywne względem zwierzaków i ich ochrony, może nie spodobało się, że nakłaniała właścicieli zwierzaków do kastracji, żeby potem nie mnożyły się w nieskończoność? Nie mam pojęcia. Wiem jedno, coś się działo z jej audycją od 3 tygodni, były jakieś przerwy, od razu powiedziałam do P., że według mnie to zapowiada fakt zlikwidowania audycji i niestety, właśnie się tego "doczekałam". Czyli, dziś usłyszałam, ze to ostatnia audycja, że autorka ma nadzieję, że jeszcze się spotka z radiosłuchaczami, ale dobrze wiem, jak to w rzeczywistości wygląda;(

Bardzo mi smutno, bo faktycznie audycję Sumińskiej bardzo lubiłam i o ile mogłam, starałam się jej słuchać.