Kolejny interesujący kryminał Marininy, u nas wydany.
Już tradycyjnie narzekam, że W.A.B wydaje jej kryminały niechronologicznie, a co za tym idzie, wierny czytelnik serii ma oględnie mówiąc, lekki zamęt w głowie. Szkoda. Ten kryminał znowu jeszcze sprzed ślubu Anastazji Kamieńskiej , o którym mowa w kryminale "Śmierć i trochę miłości", tuż przed ślubem właściwie, można by powiedzieć.
W tej części serii akcja rozpoczyna się w momencie, w którym w Moskwie zaczyna działać tajemniczy seryjny morderca, snajper, który celnym strzałem likwiduje kompletnie nie powiązane ze sobą postacie, począwszy od robotników po wnuka osoby z tak zwanej góry.
Jednocześnie wychodzą na jaw pewne nieprawidłowości w jednym z uralskich zakładów produkcyjnych i w pewnej chwili zajmująca się tajemniczym strzelcem Anastazja zaczyna się domyślać, że sprawy te mają o dziwo, jakieś nieznane jeszcze, ale powiązania. Tym bardziej, że ktoś wyraźnie chce wrobić w morderstwo jednego z funcjonariuszy MSW.
I jak się domyślamy, Anastazja rozpoczyna kolejne, oczywiście zakończone powodzeniem śledztwo.
Zauważyłam, ze z biegiem czasu i jak poznaję kolejne części o Kamieńskiej, coraz mnie lubię główną bohaterkę. Nie wiem ,czemu, ale mam lekką alergię na osoby tak zwane idealne niemal i cudowne, na takie, którym wszystko się udaje i idzie jak po maśle i które nie zawsze idealne względem innych, o dziwo, ze strony innych zawsze otrzymują uwielbienie i tylko to, co najlepsze.
Tak naprawdę to w miarę jak czytam kolejne części, to Kamieńska zaczyna mnie coraz bardziej irytować. To ja już wolę samorodną detektyw Olgę Riazancewą , bohaterkę książek Polakowej. Tamta aniołem nie jest, grzeszki rozmaite po drodze popełniła i popełnia, ale zdaje mi się bardziej ludzka i prawdziwa.
Tak czy siak, na szczęście, aby czytać ciekawy kryminał, nie muszę być fanką bohaterki , więc czytało mi się go dobrze i mogę polecić miłośnikom zarówno kryminałów, jak i książek Marininy. Myślę, że Was nie zawiedzie.
UWAGA, zdradzam teraz pewną sprawę, więc zainteresowanym nie polecam czytać a poczytajcie po lekturze;)
Uważam, że wyjątkowo źle dobrana została okładka książki. Ta a nie inna grafika, wpłynęła na fakt, że praktycznie, niestety, domyśliłam się intrygi w jakimś stopniu a na pewno wiedziałam, że pewne osoby nie są tymi, za które chcą się podawać. Szkoda. Lubię więcej niespodzianek, kiedy czytam kryminał i niekoniecznie chcę być nakierowana na pewien kierunek przez wydawnictwo.