„Kochanice króla”. Reż. Justin Chadwick.

Obejrzałam parę dni temu mój prezent i muszę przyznać, że mnie nie zawiódł.
Mimo, że od faktów historycznych chyba dość jednak daleko, to "Kochanice króla" spełniły moje oczekiwania względem filmu kostiumowego. Podobała mi się też gra głównych bohaterek, czyli rywalizujących ze sobą o względy Henryka VIII sióstr Boleyn. Odnoszę wrażenie, że grająca je aktorki grały osoby o zupełnie odmiennych od swoich własnych charakterach. I tak wydawać by się mogło dość impulsywna, zmysłowa i emocjonalna Scarlett Johansson zagrała cichą, układną i nie sprawiającą żadnych problemów a także posłuszną woli rodziców Marię a chyba na co dzień spokojna, niekontrowersyjna i rozważna Natalie Portman zagrała rolę Annę, osobę emocjonalną, przebiegłą, zmysłową i postępującą raczej tylko według własnych planów a nie słuchającą woli najbliższych.
Życie sióstr układało się dość spokojnie. Maria została wydana za mąż. Wtedy właśnie na dworze królewskim zaczynają się plotki o tym, iż związek króla z jego żoną praktycznie nie istnieje. Co sprytniejsi ojcowie zaczynają podsuwać królowi córki jako potencjalne faworyty, gdyż, co ciekawe, wcale nie oznacza to dla potencjalnych panien czegoś złego a może stanowić nawet większą zachętę do poślubienia ich w przyszłości, kiedy znudzą się królowi. Rodzice sióstr Boleyn postanawiają więc włączyć się do tej specyficznej gry i podsunąć Henrykowi VIII jako smaczny kąsek niezamężną córkę, Annę. Los jednak przewrotnie zadecyduje inaczej.
Film mi się podobał, mimo, że może nie był to najlepszy z filmów kostiumowych, jakie ostatnio oglądałam, ale uważam go za udany kawałek kina i mogę polecić tym, którzy do tej pory go nie widzieli.