„Ten, kto mrugnie, boi się śmierci”. Knud Romer.

Wydana w Wydawnictwie "Replika" (2008) książka "Ten, kto mrugnie, boi się śmierci" z pewnością nie należy do najbardziej optymistycznych książek, jakie czytałam w ostatnim czasie, niemniej jednak, jak to często bywa w takim przypadku, jest ciekawa i dobra, na pewno dająca do myślenia i nie pozostawiająca mnie bez refleksji już po jej lekturze.
Oto mamy punkt wyjścia, opowieść Knuda Romera (zbieżność tożsamości autora i bohatera zapewne nieprzypadkowa, chętnie dowiedziałabym się od niego samego, ile tak naprawdę autobiografii jest w tej książce). Knud pochodzi z rodziny mieszanej, ojciec jest Duńczykiem , matka-Niemką. Z dość, przyznaję, niezrozumiałych dla mnie względów ta trójka mieszka na stałe w Danii, w małej mieścinie, w której nie jest akceptowana. Tak naprawdę, ze wspomnień mały Knud ma tylko właśnie ich trójkę, żadnych przyjaciół rodziny, rodziców, czy naprawdę zaprzyjaźnionych z nim samym , rówieśników. Ojciec Knuda zostaje odrzucony przez lokalną społeczność za związanie się z Niemką, Knud, dostaje ów ostracyzm niejako w spadku. I mimo, że akcja książki dzieje się w latach sześdziesiątych, a także siedemdziesiątych, w małym miasteczku, w którym wychowywał się Knud, jakby wojna wciąż się nie skończyła. Jakby wciąż trwała. I w jakiś sposób trwa. Niechęć ludzi skierowana do rodziny Knuda, jest tak wciąż tocząca się wojna, w której rodzaj broni został zamieniony z karabinów i pocisków w słowa i niechęć. Knud w szkole jest dyskryminowany a na fakt dokuczania mu przez dzieci, nie zwracają uwagi nauczyciele, ci, którzy powinni dzieci wychowywać. Szkolni koledzy, te małe słodkie aniołeczki o niewinnym spojrzeniu potrafią sprawić Knudowi piekło na ziemi, niemniej jednak nie skarży się on na to w domu. Nie chce martwić swoich rodziców, więc swój ból, upokorzenie, żałość chowa jak stare kanapki w szufladzie. Kanapki, które robione "na niemiecki sposób" stały się też przyczyną drwin w szkole, co powoduje, że Knud nie jest w stanie zjeść przy szkolnych kolegach drugiego śniadania.
Oprócz opowieści o samym Knudzie, poznajemy historię jego rodziców, z których każde ma wiele trudnych chwil za sobą w życiu, a także niemieckiej części rodziny Knuda, jako, że duńska, podobnie, jak społeczność miasteczka, w którym żyją bohaterowie, odwróciła się od ojca chłopca.
Kolejna, jaką w niedawnym czasie przeczytałam, książka o odrzuceniu, o potwornej sile niechęci do tego, co inne, co obce, do niechęci zmian w sobie, możliwości dania sobie siły przebaczenia i akceptacji.
To też książka o tym, jak do wielkiego zła to wszystko może prowadzić i jak nie jest warto bawić się w takie właśnie wojny.
Nie jestem przekonana, czy jest to ksiażka, która spodoba się każdemu. Na mnie jednak zrobiła wrażenie i ją polecam.