…i mnie się zdarza;) Tak, tak, wiem, trudno w to uwierzyć, ale sądzę,że wynika to po części z tego, że o nietrafionych książkach, czy po prostu złych nie pisuję na blogu, bo jakoś wolę o tych, które zachwyciły, które były dobre i skłoniły do przemyśleń. Ale ta końcówka roku tak jakoś zebrała wyjątkowo nietrafione, że aż się zirytowałam. Może sama straciłam orientację co do własnego gustu? Hm. No nie wiem. Bo tak, zaczęło się od "Radio Yokohama" Marcina Bruczkowskiego i Moniki Borek, wydanego w Wydawnictwie: Rosner&Wspólnicy, 2008. Książka, którą wyczekałam, myślałam sobie tak, pierwsza jego książka "Bezsenność w Tokio" i potem "Zagubieni w Tokio" podobały mi się (jego druga książka nie), że może ta będzie udana. No i zawód. Niestety. Uczciwie przyznaję się, całej nie zmogłam. Dobrnęłam do połowy i palnęłam się w czoło z pytaniem "kobieco, nie szkoda Ci czasu?". Było szkoda. Niestety, nie zrozumiałam z przeczytanej połowy o co chodziło, natomiast było nudno. Szkoda mi to mówić, ale tak pożałowałam wydanych na nią pieniędzy, że postanowiłam więcej nie eksperymentować z książkami tego autora. Najwyraźniej dla mnie fascynacja tą prozą się skończyła.
Następnie przyszła długo wyczekiwana "Groteska" Natsuo Kirino wydana w Sonua Draga, 2008. Spodziewałam się lektury tak samo wciągającej, jak wydana poprzednio książka tej autorki "Ostateczne wyjście" (wielokroć pisałam, jak irytuje mnie ten tytuł, aż prosi się o przestawienie wyrazów). Teraz też zapowiadało się ciekawie, myślałam, że będzie to solidny kryminał, bowiem zaczynało się od dwóch morderstw tokijskich prostytutek. Właśnie na solidny kryminał się nastawiałam, a okazało się, że książka miała być czymś w rodzaju gorzkich refleksji na temat współczesnego społeczeństwa Japonii, które to refleksje przez usta kobiet były nam sprzedawane. Nuda. Nuda panie i panowie. Niestety. Tym razem już tak się zirytowałam, że doczytałam do końca (bo już ile można tracić pieniądze na książkę i nie mieć chociaż satysfakcji podsumowania, że do końca było kiepsko). Hm, może i trafiło się trochę przemyśleń wartych odnotowania, ale szczerze mówiąc, co najmniej o połowę można było książkę skrócić.
Zła , sięgnęłam po "Bogini z labradoru" Konrada T. Lewandowskiego, wydana przez Wydawnictwo Dolnośląskie w 2007. Czytana przeze mnie jakiś czas temu jego książka "Elektryczne perły" podobała mi się bardzo, więc pomyślałam, że i ta się spodoba. Niestety. Książka również mnie wynudziła a intryga nie wciągnęła;(
Nie wiem , co teraz robić, nie chcę mojej listy książkowej zamykać z przeświadczeniem, że literacko końcówka roku nie spełniła oczekiwań. Muszę uważniej przyjrzeć się mojej półce z książkami, na pewno czeka tam na mnie coś, co nie spowoduje ziewania a la krokodyl, która nie zirytuje i która wciągnie mnie w swój magiczny świat.
kartki świąteczne…
…powoli zaczynają nadchodzić. Regina zapoczątkowała swoją ze Szwajcarii, a wczoraj doszły już z Australii i pierwsza ze Stanów.
My swoje za granicę, wysłaliśmy i jak na razie tylko Dublinia dała mi znać, że otrzymała, hm, mam nadzieję, że reszta też trafi do adresatów. Te do Polski pójdą dzisiaj, bo wrzuciłam do skrzynki wczoraj wieczorem. Teraz tylko pozostaje sobie życzyć, żeby doszły na czas.
Poczta znowu mnie zirytowała. P. odebrał list polecony, na który to list kwitek był tak wystawiony, że nie mieliśmy zwyczajowego czasu 2 tygodni na odbiór listu, ale tylko w sumie tydzień i jeden dzień może. Czyli co, znowu awizo przyszło późno? A jakbyśmy nie mogli odebrać w tym czasie, bo byśmy wyjeżdżali? Dwa tygodnie, to jednak dwa tygodnie a tydzień, to tydzień. No, ale takie mamy właśnie porządki na naszej poczcie. Już nawet nie mam sił się denerwować. Czekam na książkę z wydawnictwa, i też się zastanawiam, kiedy mi ją dostarczą, a raczej, jak teraz wydatują na awizo. Chciałam szczerze mówiąc, odebrać ją dopiero po Świętach, bo to, co się dzieje w naszym urzędzie, to jeden wielki kłębiący się dziki tłum, ale kto wie, kiedy w ogóle dostanę awizo.
„Scoop. Gorący temat”. Reż. Woody Allen.
Według opinii poczynionej na podstawie obserwacji znajomych, ludzie dzielą się na tych, którzy filmy Allena lubią i takich, którzy ich nie znoszą (pewnie podobnie, jak samego Allena). Ja należę do tych, którzy jego filmy lubią, dlatego z przyjemnym zdziwieniem odkryłam, że w Viva! dodają jego film "Scoop. Gorący temat". O filmie pisała Matylda_ab
ale nie napisała, że film do dostania jest w kioskach czy Empikach, toteż przyjemnie było odkryć, że film jak najbardziej jest do obejrzenia niemal zaraz.
Nie zawiodłam się na nim. Ot, lekka komedia z wątkiem kryminalnym, jak to często u Allena bywa.
On, nerwowy prestitigitator Sid , którego z powodzeniem odgrywa sam Woody Allen, ona, będąca na wakacjach na Wyspach Brytyjskich Amerykanka, studentka dziennikarstwa (chociaż los o mało a zrobiłby z niej pomoc dentystyczną;) grana przez Scarlett Johansson, i on, przystojny, młody, elokwentny arystokrata grany przez Hugh Jackmana. Przystojniak ma jedną wadę. Nie, nie żonę skrywaną przed światem niczym żona pana Rochestera w powieści z wiktoriańską Anglią w tle. Jego wadą jest to, że jest oskarżony o zbrodnię przez zmarłego dziennikarza, który niesamowitym zbiegiem okoliczności zjawia się w magicznej skrzynce magika Sida i oznajmia naszej przyszłej dziennikarce Sondrze, że ma dla niej temat życia.
Od tej pory, jak to u Allena , jest śmiesznie i trochę gapowato, ale jednak intrygę i to, czy nasz przystojniak jest naprawdę winien zbrodni czy też wręcz odwrotnie, udaje się rozwikłać.
Mnie się podobało, ja się przy tym filmie wyśmiałam, zrelaksowałam, o to mi właśnie ostatnio chodzi w kinie.
Polecam;)
