…a tu Święta za pasem. Dwa tygodnie do Wigilii. Zleci jak nie wiem, co.
W tym roku szykują się nieco inne Święta, pod kątem liczbowym. Ciekawe, jak to wypadnie. Na pewno będzie inaczej, niż dotąd…
Z książek, to skończyłam czas jakiś temu "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" Stiega Larssona (wydana przez Wydawnictwo Santorski & CO 2008). Ta książka miała tak entuzjastyczne recenzje, że w rezultacie skusiłam się na nią i ja. I? Hmmm…na biblionetce dostała ode mnie notę bardzo dobra, jako, że oceniam ją wyżej, niż tylko dobra, ale mniej, niż rewelacyjna, ale…mam mieszane uczucia. Szczerze mówiąc, spodziewałam się po niej więcej. Wydała mi się taka, jak to pisałam w emailu do Opty, nieco tendencyjna. Nie, nie mam parcia na to, żeby potępiać wszystkich ludzi super bogatych, bo nie zakładam z góry, że bogactwo musi być deprawujące. I nie, nie lubię, kiedy czytając książkę odnoszę wrażenie, że jest z góry postawiona teza, wobec której muszę się opowiedzieć. A tak trochę się czułam czytając ją. Wszyscy faceci, to wykorzystujący kobiety świnie. No więc, sorry, ale jakoś mi to nie pasuje. Ostatnio trochę a propos tych uprzedzeń pisałam w wątku o filmie "2 dni w Paryżu". No, nie lubię, jak ktoś łopatologicznie wali mi takimi stereotypami z góry mającymi mnie przekonać do swojej racji.
Sama książka natomiast ciekawa w przedstawieniu współczesnej Szwecji, co mnie fascynowało już podczas wcześniejszych lektur książek Johanny Nilsson i Mankella, a także, jakby trochę zeskrobać ten dydaktyczny smrodek, całkiem dobra analiza problemu, który przecież jest ważny i występuje na całym świecie, nie tylko w Szwecji, a mianowicie przemocy wobec kobiet.
Tak więc oględnie mówiąc, kryminał to dobry, chociaż , niestety, domyśliłam się rozwiązań bardzo szybko, ale nie szkodzi, a ta nieco nachalne (według mnie, oczywiście) naciskanie na pewne sprawy da się znieść. Jednak wciąż myśląc o tej książce mam jakby mieszane uczucia. Może to i dobrze? Przynajmniej to książka, która nie zostawiła mnie obojętną wobec niej.
Teraz zabrałam się za "Groteskę" Natsuo Kirino (wydana przez Sonia Draga, 2008). To druga na naszym rynku książka tej autorki po wydanej u nas książce pod drażniącym mnie okropnie tytułem "Ostateczne wyjście" (nie wiem, jak Wy, ale ja wciąż odczuwam potrzebę zamienienia kolejności wyrazów w tymże tytule). Na razie zaczyna się ciekawie, jest to kryminał, ale sądzę, że jak poprzednia książka, nie tylko kryminałem to będzie, a także obserwacją współczesnego społeczeństwa Japonii i jego problemów analizą. Zobaczymy.
Kartki świąteczne za granicę wysłałam wczoraj, te do Polski chwilkę jeszcze poczekają.
