…przez wpis u Pyzy o wspomnieniach z naszego dzieciństwa w PRL, zaczęłam chcąc nie chcąc, też wspominać. Głównie pod kątem, co wtedy było szczytem moich marzeń (nieosiągalnym). Nie, nie byliśmy tak rozpieszczeni, jak współczesne dzieciaki i nie marzyły nam się nie wiedzieć, jakie cuda), ale jednak coś tam zawsze było, co budziło pożądanie. Ja pamiętam, że marzyłam o czymś, co akurat na czas mojej Pierwszej Komunii stanowił obowiązkowy dodatek do każdego prezentu, kupowane w Pewexach albo innym ówczesnym przybytku luksusu, taki komplet zegareczek plus długopis. Kto miał, to wie, o czym mówię. Niestety,ja nie miałam, mogłam sobie pomarzyć;) Teraz nawet bym na coś takiego nie spojrzała, ale nie powiem, ściskało mnie w dołku, kiedy dzieciaki przyniosły do szkoły i chwaliły się, jaki kolor zestawu kto ma (swoją drogą, zabawne, kto wtedy decydował, co ma się sprzedawać i na co naród ma wydać z trudem uzbierane dolce). Strasznie mi się też podobały (wiem, wstyd;) żarówiaste komplety zimowe, czapka plus szalik, też kto miał, to wie. Ja nie miałam, bo znowu chyba było to do kupienia albo w jakichś drogich sklepach albo u prywaciarzy, a u nas z pewnością były pieniądze na raczej inne wydatki.
Pamiętam, co miałam;) Miałam super getry i komin (pamiętacie takie nakrycia głowy? wsuwało się na głowę z góry, jak przez komin właśnie), bo moja Mama robiła na drutach i mi wydziergała piękny komplet. Tak piękny, że kiedyś, kiedy wracałam ze szkoły do domu i musiał upaść mi w windzie,jak go za wcześnie zdjęłam, to niestety, jak windę chwilkę potem ściągnęłam do siebie na piętro, komina już w niej nie było. Komuś się bardziej spodobał;) kolejny smaczek prl’u, to natychmiastowe znikanie wszystkiego, co się zgubiło. Komuś się przydało…
Pamiętam, co miałam, lalki Barbie, bo ciotka ze Stanów przysyłała w ramach zrewanżowania się mojej Mamie za pewne sprawy. I kostkę Rubika, od tejże ciotki. Kostkę, której nigdy nie umiałam ułożyć, więc tylko leżała i pięknie wyglądała.
Nie miałam sporej ilości rzeczy, które wtedy miały dzieciaki, nie miałam wypasionego roweru, dżinsów tureckich marmurków (cóż to za brrr było;), i innych ówczesnych cudeniek, które się chciało mieć a mimo to wcale źle mi się nie żyło. Myślę, że żyło mi się o wiele lepiej, niż współczesnym dzieciom rywalizującym ze sobą o to, które z nich ma bardziej wyczesaną komórkę, komputer, czy komputerową grę.
A Wy, Dzieci PRL’u? O czym skrycie marzyliście wówczas, a czego z tych, czy innych powodów mieć nie mogliście?
Powspominajmy…:)
