…do kogoś, kogo nie znam. Już przynajmniej nazwiska z "giełdy" coś mi mówiły, a o tym nazwisku chyba w ogóle się nie wspominało. Jean-Marie Gustave Le Clezio. Z ręką na sercu, znacie? No więc ja nie znam.
Wyniki tej nagrody zawsze są dla mnie niespodzianką, tym bardziej, że mam wrażenie,że podobnie, jak w przypadku pokojowej, nie do końca liczą się najważniejsze kryteria, w tym przypadku literackie. Ale mogę się oczywiście mylić.
nie wiem, czy to nie pierwsza reklama…
…, która odniosła skutek i na mnie zadziałała. A mianowicie, kiedy parę dni temu usłyszałam w TV, że wraca "Bluszcz" aż zastrzygłam uszami. Co?? "Bluszcz"?? To przecież pismo, jakie znam z kart książek głównie, zdaje się, że autobiografii Magdaleny Samozwaniec i innych tego typu wspomnień głównie końca wieku 19 i przedwojennych czasów.
No i wiedziałam, że ów "Bluszcz" mieć muszę. Wczoraj więc po odwiedzeniu księgarni, w której udało mi się znaleźć "Ministerstwo Bólu" Dubravki Ugresic i "Murzyna" Tatjany Gromaca podeszłam jeszcze do kiosku, w którym od razu zobaczyłam nalepkę z tytułem pisma na szybie, więc wiedziałam, że dobrze szukam;) No i nabyłam.
Na razie nie czytałam, a więc czy stanę się jego wierną czytelniczką, zobaczymy, ale zdaje się,że (na szczęście!) to zupełnie inne , niż dotąd na rynku spotykane pisma dla kobiet. Być może coś, co zrównoważy mi stratę "Zwierciadła". Dementuję, "Zwierciadło" nie znika z rynku, tylko mnie od dłuższego czasu nie bardzo pasuje. Bywa.
Współpracę z pismem "Bluszcz" podjęła między innymi Joanna Chmielewska, więc nie może być złe;))
Zainteresowanym wklejam dwa linki. PIerwszy to link do strony pisma, drugi, to chyba (na razie przejrzałam pobieżnie pierwszą stronę) interesująca praca na temat przedwojennego "Bluszcza".
http://www.bluszcz.com.pl/
http://czytelnia.onet.pl/0,1156917,do_czytania.html
zupełnie przypadkiem…
…szukając czegoś innego na wikipedii wyczytałam, że w zeszłym roku zmarła pisarka, której książki bardzo lubiłam. Autorka kilku takich, które zaczytywałam w dzieciństwie do nieprzytomności wręcz, a piszę o Mirze Michałowskiej, autorce "Wojny domowej", "Drobnych ustrojów" (jedna z najfajniejszych książek o dzieciach, takiej strawnej, która dawała się czytać, która z dzieci nie tworzyła bóstw na siłę a jednak pokazywała fajne rodzicielskie uczucie), i książki dla mnie niezwykle ważnej ze względów osobistych, darowanej mi przez Kogoś Ważnego na prezent, kiedy miałam jakieś 11 lat, a mianowicie "Portretu nocą malowanego". "Portret nocą malowany" to taka książka, co do której gdyby nie fakt, że mam ją na półce, to byłabym przekonana, że nie istnieje. Nie znam nikogo, kto by ją czytał. Kiedyś na Forum Książki w wątku o książkach, co do których sądzimy, że znamy je tylko my jedna chyba osoba się wpisała pod moim wpisem o tej książce właśnie.
sentymentalnie mi się zrobiło……..przypomniałam sobie okoliczności, jakie towarzyszyły kupnie mi tego prezentu, jednym z lepszych chwil, jakie wtedy miałam. Dobrze mieć takie wspomnienia, nawet jeśli już tych osób z nami nie ma, to właśnie owe wspomnienia zostają i ślad w postaci książczyny na półce. Książki, której nie oddałabym za żadne pieniądze, bo stanowi dla mnie wielką wartość.
A Wy? Macie takie książki, o których myślicie, że czytaliście je tylko Wy, bo nikt nigdy ich w rozmowach nie kojarzył?
literatura byłej Jugosławii i prośba…
…powielę mój wątek z FK, na którym zadałam pytanie, ale jakoś mam wrażenie, że na Was się nie zawiodę.
"Chodzi" za mną literatura z kręgu byłej Jugosławii. Od razu mówię, o co mi chodzi. Nie historyczna, a jednak beletrystyka, ale z wyraźnym wpleceniem historii w tło. Historii najnowszej, chodzi mi głównie o najnowszą wojnę bałkańską, która do rozpadu Jugosławii doprowadziła. Domyślam się, że jest im samym trudno jeszcze z tym się uporać, ale wiem, że są już pierwsze próby, dlatego moja prośba do moli książkowych, może czytaliście coś, co moglibyście mi polecić?
Na razie nie czytałam wiele, bo "Ekaterini" Marii Knezevic i "Czarnobylskie truskawki" i chętnie poczytałabym coś więcej. Od razu uprzedzam, w języku polskim;) no i coś dostępnego na rynku.
Jeśli więc komuś z Was coś ciekawego wpadnie do głowy, to proszę o pozostawienie tu pomysłu, z góry dziękuję za sugestie.
„Nie oglądaj się”. Karin Fossum.
Kolejny kryminał z kręgu skandynawskiego, tym razem wydany przez "Znak", 2008.
I pomyśleć,że sięgając kilka lat temu po pierwszy kryminał z tamtego kręgu, a był to oczywiście, kryminał Mankella, nie przypuszczałam, że aż tak się wciągnę w tę literaturę. Że literatura pochodząca z wydawałoby się zupełnie mi obcego aurą, klimatem i pogodą obszaru stanie się jedną z mojej ulubionej, szczególnie kryminały, które kryminałami są, ale nie tylko, bowiem stanowią wspaniały opis obyczajowy, mają interesujące, nie blade, a konkretne postaci i ciekawą intrygę.
Tym razem przenosimy się do małej mieściny w Norwegii, a konkretnie na jedno z osiedli. Jest to osiedle, na którym niby wszyscy się znają, jak to się mówi, spróbuj kichnąć, a sąsiad obok krzyknie ci "na zdrowie!". I niby tak jest, że wszyscy znają wszystkich, ale ile w tym prawdziwej wiedzy na temat osoby obok, a ile wymysłów i spekulacji?
Akcja książki rozpoczyna się, kiedy ginie kilkuletnia dziewczynka, która teoretycznie miała do przejścia do domu niewielki kawałek drogi od domu koleżanki, u której nocowała.
Następnego dnia zostają odnalezione zwłoki jednej z nastolatek, która, jak się okazuje, była mieszkanką osiedla.
Jak dowiedzą się prowadzący śledztwo, inspektor Konrad Sejer i jego pomocnik, dziewczyna nie sprawiała żadnych problemów, była ogólnie lubiana. Co prawda, niektórzy członkowie rodziny zauważyli, że od pewnego czasu Annie zmieniła się. Z radosnej, beztroskiej dziewczyny stała się milcząca, stroniąca od kontaktów, nawet z rodziną czy własnym chłopakiem, z którym kilka razy nawet zrywała. Jakby sama nie wiedziała, czego chce w życiu.
Co ciekawe, im dlużej prowadzący śledztwo będą się wgłębiać w sprawę, tym bardziej będzie im się zdawać, że niektórzy bardzo wyraźnie skrywają tajemnice z przeszłości i sekrety, które miały nigdy nie wyjść na jaw.
Bardzo dobry kryminał, z rysem psychologicznym, który pokazuje nam, że niektórzy nawet żyjąc ze sobą pod jednym dachem , zupełnie się nie znają a chyba największą porażką jest fakt, że dotyczy to członków rodziny, którzy wydawałoby się, powinni stanowić dla siebie wsparcie. Jednak jest to jedynie złudzenie.
„Wybrane zagadnienia z fizyki katastrof”. Marisha Pessl.
Wydana w Wydawnictwie Albatros 2008, książka "Wybrane zagadnienia z fizyki katastrof" jest jedną z tych książek, po które bym nie sięgnęła, gdyby nie entuzjastyczna recenzja jednego ze znajomych moli książkowych, a mianowicie ta:
http://brulionbeel.blox.pl/2008/09/Wybrane-zagadnienia-z-fizyki-katastrof-Marisha.html
Nie sięgnęłabym po nią z prostej przyczyny. Zaprojektowana okładka była jedną z najbrzydszych , jakie widziałam. Zupełnie nieuzasadniony kicz na okładkę rewelacyjnej książki, która takiego na taki kicz nie zasługuje! Jako miłośnik książek, na okładki jednak zwracam uwagę. Bywają lepsze i gorsze, bywają nijakie. Ta jest z pewnością z gatunku tych, o których się mówi. Szkoda tylko, że w moim przypadku wręcz odstraszała od sięgnięcia po samą książkę.
Jak już się wyzłośliwiłam nad okładką przejdę do samej książki.
"Wybrane zagadnienia z fizyki katastrof" to książka niesamowita, tajemnicza, wciągająca, wielowarstwowa i wielowątkowa. Taka, jak tajemnicza układanka, puzzle, które najpierw rozsypane na stole zachęcają nas obrazkiem na pudełku, na którym kuszą swoim przepychem ale dopiero po ułożeniu tysiąca rozsypanych kawałków. Odnosiłam wrażenie, że mam do czynienia z grą ,taką jak te gry komputerowe, w których trzeba znajdować ukryte przedmioty, które w przyszłości będziemy mogli dopasować do siebie i w ten sposób przejść na dalszy poziom gry.
To książka , jak wspomniałam, wielowarstwowa, opowiadająca o różnych aspektach życia. Jak na przykład w tytule występują katastrofy, to czytając opowieść o szesnastoletniej Blue miałam wrażenie, że mottem przyświecającym książce jest to, że dojrzewanie , dorastanie młodego człowieka, to ogólnie mówiąc, katastrofa.
Każdy z nas jeszcze pamięta ten moment, kiedy przestał być dzieckiem, a kiedy przepotwarzył się w jeszcze nie do końca dorosłego, za to w osobę wyraźnie odczuwającą wszelkie bóle egzystencjalne. Wraz z jednym doskwierającym wtedy chyba najbardziej, a mianowicie, rozpaczliwą potrzebą bycia akceptowanym przez innych, a wiadomo, że w szczególności przez rówieśników.
Blue ma szesnaście lat, jest półsierotą. Matka zginęła w wypadku, kiedy Blue była dzieckiem. Ojciec, charyzmatyczny i demoniczny wręcz czasami wykładowca politologii nie zakotwicza się na jednej uczelni. Ten współczesny Nomad wędruje z Blue wzdłuż i wszeż Stanów Zjednoczonych, wskutek czego Blue zna niemal wszystkie szkoły Ameryki, za to niekoniecznie ma grono oddanych przyjaciół. Cóż, ten tryb życia nie sprzyja nawiązywaniu znajomości.
Jednak jakiś czas przed ukończeniem przez Blue liceum ojciec postanawia osiąść na dłużej w mieścinie Stockton gdzieś w Karolinie Północnej, aby Blue spokojnie mogła zapewnić sobie miejsce w prestiżowym Uniwersytecie Harvard, gdzie oczami wyobraźni widzi ją własny ojciec.
Tam, Blue poznaje niezwykłe towarzystwo. Piątkę mlodych ludzi i ich niemianowaną przywódczynię, jaką jest nauczycielka z miejscowego liceum, prowadząca zajęcia do wstępu o filmie, niejaka Hannah.
Próba wciągnięcia Blue do grupy przez właśnie Hannah nie zaczyna się zbyt udanie. Młodzi tworzą zamknięte grono i niechętnie widzą wśród nich nową osobę, jednak nauczycielka z uporem chce, aby Blue dołączyła do ich grona, co z czasem się staje,i trwa nieprzerwanie aż do dnia, kiedy tuż przed zakończeniem nauki licealnej ta grupa właśnie wybiera się na piknik w góry. Piknik, po którym już nic nie będzie takie samo, które na zawsze zmieni życie każdego z jego uczestników.
Książka jest niezwykła, widać, że autorka jest osobą oczytaną i niezwykle inteligentną, która umie bawić się słowem i literaturą, ot chociażby poprzez wplecenia w słowa książki odnośników do literatury czy filmów, co tworzy ją jeszcze bardziej ciekawą.
Podobało mi się też jej zakończenie, które z początku niby to jasne i przejrzyste, jak owe puzzle, które wreszcie udało się nam ułożyć, po pewnym czasie wydało mi się niezwykłą iluzją.
Uwaga, bo teraz napiszę coś więcej, niż to, co nieczytający chciałby wiedzieć, więc polecam już nie czytać.
A mianowicie, zastanowiłam się, czy to, co na sam koniec odkryje Blue nie jest jednak tylko jej własnym wyobrażeniem, czy nie jest tylko tym, co chciałaby odkryć sama Blue, a niekoniecznie jest to prawda.
Ale być może to tylko kolejna gra, jaką z czytelnikiem prowadzi autorka książki. Być może prawda jest prawdą, a Blue na koniec ze smutkiem odkrywa , jak w bardzo zafałszowanej rzeczywistości do tej pory przyszło jej żyć i jak bardzo jej życie jest inne, niż sądziła i do czego była przyzwyczajona.
Możliwość różnych interpretacji zakończenia jest według mnie kolejnym atutem tej książki.
Mnie się bardzo podobała i polecam (mimo okładki;).
od kilku dni…
…mieliśmy problemy z internetem. Od 21.00 do 24.00 praktycznie w ogóle go nie mieliśmy. W końcu zgłosiliśmy sprawę i dziś przybył magik, który wymienił modem. Jednym słowem, jak ktoś kojarzył mnie po IP ze statystyk na swoim blogu, to już będzie inny;)
Doszła dzisiaj do mnie książka od Judytty, "Pole krwi", autorka- Denise Mina. Dziękuję;)
Ekolozkaa zaś przysłała mi jeden z fajniejszych prezentów, jakie kiedykolwiek otrzymałam, a mianowicie…cebulki tulipanów! (I magnes na lodówkę;). I teraz nie wiem, czy jeszcze można je posadzić? (Cebulki tulipanów, of course, nie magnes:). Muszę sprawdzić czy to w necie, czy w emailu od Ekolozkii. Również wielkie dzięki, szczególnie za wielką niespodziankę. Wyobraź sobie moją minę, jaką miałam przy pocztowym okienku, kiedy pani z zaplecza przydygała paczkę, a nie list, którego się spodziewałam!
Nabyłam dzisiaj coś, co dla mnie z pewnością okaże się ciekawe, a mianowicie książkę "Sennik. Wykładnia snów", autorzy- dr Fiona Zucker i Jonny Zucker.
Wiecie, jaką wielką rolę odgrywają w moim życiu sny, więc tego typu książki mnie interesują.
idąc za mottem pani…długi wpis o niczym;)
…Grodzieńskiej, że "nie ma z czego się śmiać" w związku z paskudną aurą zaokienną podsyłam garść cudeniek statystycznych, jakie sobie skrzętnie wynotowałam.
Okazuje się, że stałam się skarbnicą wiedzy nie tylko dla chcących się oświadczać (przypominam, że codziennie trafiają się poszukiwania "tekstu oświadczyn"), ale i w sprawie adopcji, a to za sprawą popełnionego przeze mnie kiedyś tam tekstu o adopcji i jej trudach. Niestety, od pewnego czasu trafiają osoby, które poszukują haseł takich jak "czy na adopcji da się zarobić" itd. Smutne i z tego akurat nie bardzo umiem się pośmiać, bo generalnie źle to na mnie działa.
Z zaskoczeniem odkrywam , że trafiają do mnie po haśle ciąża, takim, jak "ciąża u 19latki"* (współczuję, o ostatniej dziewiętnastolatce w ciąży wiem, że sprawca ciąży wymigał się elegancko od odpowiedzialności, za to chyba dopadła go jednak inna narzeczona, bowiem się był ożenił, w wieku 19 lat! i teraz to owa już teraz dwudziestolatka będzie się bujać z dziecięciem, niestety), albo, co gorsza "niechciana ciąża z żonatym" (ojojoj, nie dość, że romans, to jeszcze wpadka? jak pech to pech).
Niestety, nie pomogę w sprawie "jak się pozbyć fobii ciążowej" (czy ktoś może mi wyjaśnić na czym taka fobia polega? pani się zdaje, że jest w ciąży, czy właśnie chce być a nie jest??).
Również nie widzę się jako ekspert w sprawie "ktoś rzucił na mnie urok". Polecam solidny spacer z masą ożywczych oddechów i zaprzestanie wiary w takie coś. Naprawdę nie warto jest sobie niszczyć życia.
Dlaczego niby miałabym być specem od problemu w stylu "jak poradzić sobie z teściową pod jednym dachem?" skoro wiem, że nie zdecydowałabym się na wtrynienie się teściom na głowę do wspólnego mieszkania z racji tego, że wiem z opowieści znajomych, że nigdy raj to nie jest i obie strony pod koniec były prawie zawsze w stanie lekkiej nerwicy i depresji?
Z drugiej strony niestety, nie wspomogę teściowej i nie przedstawię jej "ankiety dla synowej" (wyobraźcie sobie te pytania, "co umiesz najlepiej gotować?" albo "ile czasu zajmuje ci wymycie jednego okna i jakiego płynu do mycia szyb do tego używasz"? ).
Nie znałam też przysłowia "kto jaki do jedzenia taki do roboty"! 🙂 nie znałam, ale zdecydowanie nie potwierdzam z obserwacji poczynionych wokół.
"Życzenia z okazji jubileuszu nie picia", nie wiedziałam, że to się obchodzi i celebruje, ale pozwolę sobie zasugerować, że "Gratulacje! Tak trzymać!" nie byłyby chyba złym pomysłem?
Ciekawe, czego szukają ludzie trafiając do mnie po haśle "coś tam":) albo już bardziej sprecyzowanym "starożytne coś tam".
"Kiedy rozpoczęła się pierwsza kalendarzowa jesień?" no właśnie, kiedy?:)
Jednak dopiero po haśle, które zaraz przytoczę P., któremu regularnie podczytuję hasła ze statystyk , stwierdził, że ludzie naprawdę nie rozumieją zasady działania wyszukiwarek internetowych a było to "mieszkam w irlandii i wychowuje samotnie dziecko czy moge liczyc na jakies dotacje od panstwa".
Mówiłam, że generalnie Pani Grodzieńska ma rację, i że "nie ma z czego się śmiać?".
* wszystkie cytaty zostały przytoczone dosłownie , tak jak pisali je poszukujący autorzy cytatów. Za ich styl i poziom pisząca blog nie ponosi żadnej odpowiedzialności.

