…uważam przyjaźń za jedno z najważniejszych uczuć w życiu człowieka. Dawno temu tak miałam, i chyba gdzieś to we mnie tkwi, że praktycznie przyjaźń i miłość stawiałam na jednej szali, obok siebie. O przyjaźni pisałam na blogu nawet kilka razy i pamiętam, że ujęło mnie, że po paru wpisach otrzymałam bardzo osobiste emaile od niektórych z Was. Co oznacza, że to uczucie ważne jest dla wielu ludzi. Owszem, miłość jest wspaniała, potrafi dodać skrzydeł, to ona wszak powoduje, że chce się żyć, ale przyjaźń, taka prawdziwa, to coś bardzo, bardzo cennego. I tak samo, jak szczęśliwa miłość, według mnie jest to coś nieczęsto spotykanego.
Kiedy byłam mała, ktoś przerwał ważną dla mnie przyjaźń. To była osoba trzecia, która z osobistych względów postanowiła namieszać w przyjaźni dwóch małych, zupełnie niewinnych niczemu dziewczynek. Jedyną "winą" jednej z nich było posiadanie matki, która nie podobała się owej pani z jej chorych powodów i która uznała, że dziewięcioletnia czy dziesięcioletnia dziewczynka stanowi dla niej zagrożenie. Bardzo przeżyłam tą utratę przyjaźni. Najgorsze było dla mnie to, że dalej spotykałam swoją przyjaciółkę, ale nie mogłam się z nią bawić, ot, mijałyśmy się na klatce schodowej czy w szkole, nawet mówiłyśmy sobie "cześć" ale nie mogłyśmy się umówić, bawić itd. Ktoś może się zaśmiać, że co to dla dziecka, utrata koleżanki, wszak może mieć wiele innych. Problemem było jednak to, że dla mnie to wcale nie była mała strata, wtedy dla mnie w jakiś sposób załamał się świat. Po latach, kiedy obie dorosłyśmy, nawiązałyśmy kontakt na nowo, ale przyjaźnią już tego bym nie nazwała, raczej dobrą znajomością, na pewno czymś więcej, niż tylko koleżeństwem, ale jednak już jakaś rysa cały czas nad tym była, coś jakby zamknęło się bezpowrotnie, a może ja to tak odbierałam. Sama nie wiem.
Dla mnie więc rozbicie przyjaźni jest grzechem okropnym…
Wiem jedno, z biegiem lat człowiek się zmienia. Coś w nim na zawsze się kształtuje ,nie umie być aż tak elastyczny, jak w najmłodszych latach, kiedy umiał się dostosować łatwiej do innych i nawiązać nić porozumienia, z której czasem rodziło się koleżeństwo, a czasem w innym przypadku przyjaźń. Wiem też, że do niedawna miałam pesymistyczne myśli na temat przyjaźni i trudno mi było uwierzyć, że uda mi się jeszcze z kimś w życiu tak naprawdę zaprzyjaźnić. Powiedzmy, że obecnie trochę złagodziłam swoje obawy i przekonania i myślę,że to jest możliwe, mam taką nadzieję…
Czemu tak o tej przyjaźni nawijam? Ano dlatego, że w ostatnim czasie usłyszałam o dwóch przyjaźniach, które za jakiś czas będą musiały zostać urwane. Czemu przerwane? Ktoś mógłby zapytać. A to z powodu choroby, tak się złożyło, że w obu zupełnie osobnych od siebie przypadkach choroba jest ta sama, jedna z najprzykrzejszych dla człowieka, bo powoli odbierająca mu pamięć, wspomnienia, samego siebie. Choroba, o której się wie, że jeszcze tak do niedawna pamiętane dobre chwile i wspomnienia na temat tych dziesiątek lat spędzonych razem w przyjaźni, zatrą się niebawem. Są leki i być może nie nastąpi to szybko, ale prawdą jest, że w jakimś momencie życia ów przyjaciel drugiego nie pozna……..
Zawsze ogromne wrażenie robiły na mnie takie właśnie prawdziwe przyjaźnie, przyjaźnie, które ciągnęły się dziesiątki lat i które wciąż są między ludźmi. Fascynowało mnie, jak to jest, że zna się człowiek z kimś od dziecka czy młodzieńczego wieku a potem przeżywa całe swoje życie wiedząc, że właśnie obok jest ten przyjaciel. Nie trzeba się z nim widzieć co dzień, nie…Wystarczy jednak ta świadomość, że on jest, że kiedy świat zawali się człowiekowi na głowę, będzie mógł się do niego zwrócić, wypłakać, wyżalić, pomilczeń, ale że będzie mógł właśnie.
Szczęśliwy ten, kto prawdziwego przyjaciela posiada. Prawdziwy przyjaciel jest jak dobre wino, im dłużej go znasz, tym jest lepszy. I jest też,jak skarb, bezcenny.
Pomyślcie dzisiaj o swoich przyjaciołach ci, którzy ich macie. To wielki skarb, który posiadacie. I , tak, właśnie tak, odezwijcie się do nich. Wyślijcie email, krótki sms, zadzwońcie, ale dajcie im znać, że o nich myślicie, że są dla Was ważni. Bo nie wiadomo, co człowiekowi niesie los, co zmienić może w relacjach, a przecież ciepłe słowo, dowód wdzięczności, że oni są koło nas, to nic nie kosztuje…
Kiedy byłam mała, ktoś przerwał ważną dla mnie przyjaźń. To była osoba trzecia, która z osobistych względów postanowiła namieszać w przyjaźni dwóch małych, zupełnie niewinnych niczemu dziewczynek. Jedyną "winą" jednej z nich było posiadanie matki, która nie podobała się owej pani z jej chorych powodów i która uznała, że dziewięcioletnia czy dziesięcioletnia dziewczynka stanowi dla niej zagrożenie. Bardzo przeżyłam tą utratę przyjaźni. Najgorsze było dla mnie to, że dalej spotykałam swoją przyjaciółkę, ale nie mogłam się z nią bawić, ot, mijałyśmy się na klatce schodowej czy w szkole, nawet mówiłyśmy sobie "cześć" ale nie mogłyśmy się umówić, bawić itd. Ktoś może się zaśmiać, że co to dla dziecka, utrata koleżanki, wszak może mieć wiele innych. Problemem było jednak to, że dla mnie to wcale nie była mała strata, wtedy dla mnie w jakiś sposób załamał się świat. Po latach, kiedy obie dorosłyśmy, nawiązałyśmy kontakt na nowo, ale przyjaźnią już tego bym nie nazwała, raczej dobrą znajomością, na pewno czymś więcej, niż tylko koleżeństwem, ale jednak już jakaś rysa cały czas nad tym była, coś jakby zamknęło się bezpowrotnie, a może ja to tak odbierałam. Sama nie wiem.
Dla mnie więc rozbicie przyjaźni jest grzechem okropnym…
Wiem jedno, z biegiem lat człowiek się zmienia. Coś w nim na zawsze się kształtuje ,nie umie być aż tak elastyczny, jak w najmłodszych latach, kiedy umiał się dostosować łatwiej do innych i nawiązać nić porozumienia, z której czasem rodziło się koleżeństwo, a czasem w innym przypadku przyjaźń. Wiem też, że do niedawna miałam pesymistyczne myśli na temat przyjaźni i trudno mi było uwierzyć, że uda mi się jeszcze z kimś w życiu tak naprawdę zaprzyjaźnić. Powiedzmy, że obecnie trochę złagodziłam swoje obawy i przekonania i myślę,że to jest możliwe, mam taką nadzieję…
Czemu tak o tej przyjaźni nawijam? Ano dlatego, że w ostatnim czasie usłyszałam o dwóch przyjaźniach, które za jakiś czas będą musiały zostać urwane. Czemu przerwane? Ktoś mógłby zapytać. A to z powodu choroby, tak się złożyło, że w obu zupełnie osobnych od siebie przypadkach choroba jest ta sama, jedna z najprzykrzejszych dla człowieka, bo powoli odbierająca mu pamięć, wspomnienia, samego siebie. Choroba, o której się wie, że jeszcze tak do niedawna pamiętane dobre chwile i wspomnienia na temat tych dziesiątek lat spędzonych razem w przyjaźni, zatrą się niebawem. Są leki i być może nie nastąpi to szybko, ale prawdą jest, że w jakimś momencie życia ów przyjaciel drugiego nie pozna……..
Zawsze ogromne wrażenie robiły na mnie takie właśnie prawdziwe przyjaźnie, przyjaźnie, które ciągnęły się dziesiątki lat i które wciąż są między ludźmi. Fascynowało mnie, jak to jest, że zna się człowiek z kimś od dziecka czy młodzieńczego wieku a potem przeżywa całe swoje życie wiedząc, że właśnie obok jest ten przyjaciel. Nie trzeba się z nim widzieć co dzień, nie…Wystarczy jednak ta świadomość, że on jest, że kiedy świat zawali się człowiekowi na głowę, będzie mógł się do niego zwrócić, wypłakać, wyżalić, pomilczeń, ale że będzie mógł właśnie.
Szczęśliwy ten, kto prawdziwego przyjaciela posiada. Prawdziwy przyjaciel jest jak dobre wino, im dłużej go znasz, tym jest lepszy. I jest też,jak skarb, bezcenny.
Pomyślcie dzisiaj o swoich przyjaciołach ci, którzy ich macie. To wielki skarb, który posiadacie. I , tak, właśnie tak, odezwijcie się do nich. Wyślijcie email, krótki sms, zadzwońcie, ale dajcie im znać, że o nich myślicie, że są dla Was ważni. Bo nie wiadomo, co człowiekowi niesie los, co zmienić może w relacjach, a przecież ciepłe słowo, dowód wdzięczności, że oni są koło nas, to nic nie kosztuje…
