„Ministerstwo Bólu”. Dubravka Ugresic.

"Ministerstwo Bólu"
Dubravki Ugresic ( Wydawnictwo "Czarne" 2006) okazało się być
bardzo trafioną
inwestycją i cieszę się,że jednak skusiłam się na zakup w nieco droższej
księgarni, bo mogłam przeczytać ją już teraz. Muszę też przyznać, że miałam
nosa, podczas poszukiwań nazwisk autorów pochodzących z byłej Jugosławii, co się
potwierdziło w propozycjach od Was, które padły, że na pierwszy ogień
zapoznawania się z literaturą z tego kręgu wzięłam właśnie jej książkę. A
konkretnie właśnie "Ministerstwo Bólu". Tytuł wzięty od jednego z klubów
sado-maso w Amsterdamie (tadam, już się domyślam, ile osób zacznie trafiać na
mój blog właśnie za tym hasłem), w którym dzieje się akcja książki. Autorka
tworzy tu niby fikcyjną postać nauczycielki o imieniu Tanja, ale domyślam się,
że sporo w książce jest sytuacji wziętych z biografii samej Ugresic.
Tanja jest więc
nauczycielką, która opuszcza swój kraj i trafia po perypetiach do Amsterdamu,
gdzie zostaje zatrudniona jako nauczycielka na uniwersytecie, gdzie jej uczniami
są właśnie uciekinierzy i emigranci z byłej Jugosławii. Jak trudnym zadaniem
jest stanąć przed nimi i starać się stworzyć namiastkę nauczania, Tanja
przekonuje się bardzo szybko, jednak, co trzeba jej przyznać, szybko stara się
stworzyć coś na wzór bezpiecznego miejsca, w którym ludzie, którzy utracili
poczucie bezpieczeństwa i poczucia przynależności do jakiejkolwiek wspólnoty mogą się chociaż częściowo odnaleźć a przynajmniej na chwilkę pozbyć się
dojmującego poczucia nie przynależenia do niczego i nikogo.
 
"Ministerstwo Bólu",
jak ostatnio żadna z czytanych przeze mnie książek bowiem, ukazuje ból i stratę.
Stratę tego co do tej pory było bezpiecznie "nasze", co do tej pory nas
kształtowało w ten, czy inny sposób, stratę kawałka ziemi, na której się
urodziliśmy i który zwykliśmy nazywać naszą ojczyzną.
Jakby nie było,
żaden z bohaterów książki nie znalazł się w obcym kraju z własnej chęci.
Wszystkich coś wygnało. Nie wojna sama w sobie, ale ich własne postawy wobec
wojny, a także siła napędowa najstarsza chyba na świecie, a mianowicie
strach.
Nigdy nie stanęłam i
obym nie musiała w obliczu konieczności opuszczenia mojego kraju. Domyślam się
bowiem, że o ile łatwo głosi się mądre prawdy o chęci zamieszkania gdzie
indziej, poza granicami, jeśli wynikają one li i jedynie z kaprysu, tak przymus
opuszczenia czegoś, co do tej pory znaliśmy najlepiej staje się istną katorgą. I
wtedy na nic przekonanie, że być może gdzieś uda nam się zacząć od nowa i być
może o wiele lepiej, skoro decyzja nie została podjęta z chęci a z przymusu.
Ogólnie mówiąc, to nie my zadecydowaliśmy to gdzieś wyżej, ktoś inny zdał się
podjąć za nas pewne decyzje.
 
To książka niełatwa,
nielekka, taka, która nawet i boli jeśli naprawdę oddamy się lekturze. Ale
według mnie jedna z lepszych, jakie ostatnio udało mi się przeczytać, właśnie ze
względu na niesamowitą prawdziwość. Na emocje, które aż kipią z kart książki. Ze
względu na fakt, że Ugresic udało się oddać w "Ministerstwie Bólu" ból, jaki
odczuwamy po tym, jak z dnia na dzień zawala się cały nasz dotychczasowy
świat.
 
Nie muszę dodawać,
że polecam.
A jako tradycyjny
bonus kilka cytatów z książki.


"Niektórzy wciąż jeszcze wlekli ze sobą strach, inny wstyd. Jedni zmagali się z poczuciem winy, bo wojny nie zakosztowali, inni z koszmarami, bo poznali jej smak".

"Odebrano nam kraj, w którym się urodziliśmy i prawo do normalnego życia. Odebrano nam język. Doświadczyliśmy stanów poniżenia, strachu i bezradności."

"Bo wszystkim nam odebrano prawo do pamięci. W momencie zniknięcia kraju także pamięć o życiu w nim musiała zostać wymazana".

"Nie mieliśmy już pewności, ani kim jesteśmy, ani czym jesteśmy, ani czym chcielibyśmy być naprawdę".

blogosfera wkrada się…

…do snów…Właśnie sobie przypomniałam sen dzisiejszy, w którym wyjątkowo jasno sama się oświeciłam i pojęłam kto do mnie wchodzi z Rosji. Mam regularne wejścia z Moskwy i nie wiem tak naprawdę, kto zacz (przy tym serdecznie pozdrawiam;), osoba ta wchodzi przez kilka blogów, ale zawsze przez kilka tych samych. We śnie wszystko sobie jasno wykoncypowałam, poprzez właśnie owe połączenia, skąd ta osoba wchodzi wymyśliłam sobie kto to jest. Problem jednak , że teraz nic  a nic nie pamiętam;)
Śniły mi się już czasem postaci z blogów, osoby, z którymi piszę, czy u których pisuję, więc blogosfera we śnie, to dla mnie nie nowość.
Nawiasem mówiąc, dziś wieczorem księżyc osiągnie pełnię. Za to noc już po pełni. I dobrze, bo nie cierpię tego czasu okołopełniowego…

wieści…

…od koleżanki znacznie lepsze, niż się obawiałam. Ufff. Duża ulga. Oczywiście, musi się kontrolować, ale na szczęście to nie to najgorsze. Ale nerwy straciła przez ten weekend. Donoszę, bo w wiadomym wpisie o bliskiej osobie ktoś mnie poprosił, żebym doniosła pozytywne wieści, jeśli takowe będę miała, to donoszę, z radością, że właśnie te pozytywne;)