nie wiem, czy to nie pierwsza reklama…

…, która odniosła skutek i na mnie zadziałała. A mianowicie, kiedy parę dni temu usłyszałam w TV, że wraca "Bluszcz" aż zastrzygłam uszami. Co?? "Bluszcz"?? To przecież pismo, jakie znam z kart książek głównie, zdaje się, że autobiografii Magdaleny Samozwaniec i innych tego typu wspomnień głównie końca wieku 19 i przedwojennych czasów.
No i wiedziałam, że ów "Bluszcz" mieć muszę. Wczoraj więc po odwiedzeniu księgarni, w której udało mi się znaleźć "Ministerstwo Bólu" Dubravki Ugresic i "Murzyna" Tatjany Gromaca podeszłam jeszcze do kiosku, w którym od razu zobaczyłam nalepkę z tytułem pisma na szybie, więc wiedziałam, że dobrze szukam;) No i nabyłam.
Na razie nie czytałam, a więc czy stanę się jego wierną czytelniczką, zobaczymy, ale zdaje się,że (na szczęście!) to zupełnie inne , niż dotąd na rynku spotykane pisma dla kobiet. Być może coś, co zrównoważy mi stratę "Zwierciadła". Dementuję, "Zwierciadło" nie znika z rynku, tylko mnie od dłuższego czasu nie bardzo pasuje. Bywa.
Współpracę z pismem "Bluszcz" podjęła między innymi Joanna Chmielewska, więc nie może być złe;))

Zainteresowanym wklejam dwa linki. PIerwszy to link do strony pisma, drugi, to chyba (na razie przejrzałam pobieżnie pierwszą stronę) interesująca praca na temat przedwojennego "Bluszcza".

http://www.bluszcz.com.pl/

http://czytelnia.onet.pl/0,1156917,do_czytania.html