dwie książki, które…

…ostatnio przeczytałam, a które się nie doczekały szczegółowych recenzji, ale o których chcę wspomnieć, aby dać znać, może ktoś będzie szukał inspiracji i się zachęci.
Pierwsza to "Urodziny" greckiego pisarza Panosa Karnezisa. Książka opowieść o milionerze, bogaczu, który na swojej prywatnej wyspie urządza dwudzieste piąte urodziny swojej córki. Pal sześć, że córka zdaje się żyć własnym życiem, pal sześć, że będzie to kosztować, najważniejsze jest, że ma on zamiar zwabić ją jedynie w celu zmuszenia jej albo przeprowadzenia na niej nieświadomej zabiegu aborcji. Córka bowiem zaszła w ciążę z kimś, kogo za zięcia ani nawet ojca wnuka milioner sobie nie życzy. To przyjęcie stanie się punktem, w którym zacznie się opowieść o życiu człowieka niezwykłego. Silnego, despotycznego, takiego, któremu zdaje się, że pieniądze mogą zapewnić mu wszystko. Nie niemal wszystko. Wszystko. Książka napisana ciekawie i według mnie świetnie przetłumaczona. Podobno autor odmalował tam sporo z życia Onasissa, zmieniając jedynie pewne fakty aby nie zostać oskarżonym o zniesławienie. Naprawdę dobry kawałek prozy.

Druga książka, to "Elektryczne perły" Konrada T. Lewandowskiego ciąg dalszy przygód pracującego nad sprawami w końcu lat dwudziestych ubiegłego wieku komisarza Jerzego Drwęckiego.
 Jako, że rzecz ma miejsce tuż przed i w czasie mającej miejsce w Poznaniu w 1929 roku Powszechnej Wystawie Krajowej, tym razem akcja kryminału przenosi nas ze stolicy do Poznania właśnie. Intryga zaczyna się jednak jeszcze w Warszawie, gdzie w zajezdni tramwajowej ma miejsce makabryczne znalezisko a potem okazuje się, że jest owa zbrodnia powiązana z innymi , co wychodzi na jaw kiedy okazuje się, że sprawca wysyła rozmaitym osobom elektryczne perły, rzecz niezwykłą, o istnieniu której dowiedziałam się przyznaję się, dopiero w czasie lektury owej książki.
Inspektor rozwikła zagadkę mającą swe źródło jeszcze w okresie młodopolskim i mającą związek ze Stanisławem Przybyszewskim.
Opis ówczesnej Polski według mnie rewelacyjny. Plus postaci, które budzą głównie sympatię. Może jest nieco zbyt cukierkowo, ale czasem jest to mi w lekturze potrzebne. No i przyjemnie jest się przenieść oczami wyobraźni w czasy Art Deco i w czasy, kiedy mężczyźni byli tak bardzo honorowi a kobiety przybierały barwę pąsową przy obecnie niewinnych zdawałoby się uwagach;)

Obie książki bardzo mi się podobały i polecam!