…miłe "babskie" spotkanie. Okazuje się, że mogą się powieść spotkania z kimś, z kim się do tej pory pisało, ale…no właśnie. Ja, dzikus, wiem, jedno. Żebym się z kimś miała spotkać, muszę chociaż trochę go "poznać". Nie umiałabym się spotkać z kimś, z kim nie wymieniłam jakichś myśli. Mało tego, co powiedziałam dzisiaj na spotkaniu, nie z każdym, z kim piszę, odczuwam potrzebę spotkania. Dziwne? Może, ale cóż, ten typ tak ma;)
Z innych miłych rzeczy, widzę, że ściągają pocztówki od wielkiej włoskiej podróży Dublinii, bo dzisiaj dotarła druga (po wczorajszym Rzymie!). Tym razem z przepięknym widokiem Positano! Hmmm, do tej pory nazwa kojarzyła mi się z jedną z pizzerii, do których chodziliśmy swego czasu dość często;)
Bardzo szybko kartki owe dochodzą, bo data na stemplu 22 września! To tylko trzy dni. Za piękny widok na karcie dziękuję.
Niestety, wystałam się też, jak głupia, na poczcie, jako, że coś dotarło do mnie awizowane (może książka ?). Ale , nastałam się, nie dość, że sporo osób dookoła kaszlało i prychało, to w dodatku trafiłam na dokładnie tą samą panią, co we wtorek, tak, tę, która zapomnieliśmy, jak wygląda, kiedy zniknęła na zapleczu. Wtedy jednak przyniosła mi przesyłkę, a tym razem, niestety, okazało się, że przesyłki nie ma;( może jest na drugiej poczcie i nie została przywieziona, więc pani wzięła ode mnie numer telefonu i ma dzwonić w tej sprawie.
Wystałam się więc bez sensu pół godziny. Wychodziłam taka zakręcona i trochę zgnębiona tym wszystkim, a przy drzwiach otrzymałam jeszcze opierdol od facia, który sobie przy nich stał, że rzekomo wychodzę nie tą, co trzeba stroną. Wkurzyłam się i stwierdziłam " Ale pan miły,naprawdę!".
Serio, czasem mnie zastanawia, co takiego jest w Polakach, że nie zasną dobrze, jak nie dopieprzą komuś drugiemu. OK, różnie to ze mną bywa, nie twierdzę, że jestem aniołkiem, ale odnoszę wrażenie, że moje zjebki w stronę innych mają jakiekolwiek uzasadnienie, a nie są rzucane ot tak w kosmos, coby mi się nastrój poprawił.
Wkurzyłam się i tyle.
A zaraz wyłazimy na spacer, a przy okazji odbieramy leki z apteki, co to je wczoraj zamówiliśmy u pani, a ona z kolei w hurtowni. Lek drogi, niestety, to i jakiś nieczęsty, bo jeszcze po południu w aptece go nie było, ale dzwoniliśmy i jest, uff…
książka i Rzym…
Najpierw doszła kolejna książka, którą postanowiliście mnie rozpieścić jesiennie. Tym razem jest to "Kolacja z Anną Kareniną", od Spacerka, dziękuję bardzo….zapowiada się przyjemnie;)
Wczoraj zaś Rzym na pocztówce od Dublinii, a raczej jego (według mnie) jedna z najpiękniejszych części, czyli Zatybrze w kilku odsłonach. Z przyjemnością rozpoznaliśmy Kościół, który wtedy odwiedziliśmy…Zatybrze, to taka część Rzymu, która przenosi nas do zupełnie innego świata. Miasto na co dzień takie zabiegane, gwarne, zbyt tłoczne jak dla mnie, oczywiście (a byliśmy przecież pod koniec października wtedy), a ta część tchnie spokojem,wręcz oddycha się innym powietrzem. Taki sobie obrazek podczas naszej wędrówki wtedy po tej części miasta sfotografowałam…
Liza Marklund, „Studio…”
Cały tytuł książki brzmi "Studio S.e.x" (bez kropek;) ale mam świra na punkcie tego, że jak wpiszę ten wyraz w tytuł, to już kompletnie przez blog zaczną się wycieczki niekoniecznie osób, które mam ochotę, żeby tu w ogóle zaglądały (a sytuacja z pożarem na Rodos nauczyła mnie, że google ma wielką moc:).
"Studio…" zaczyna się w momencie, kiedy pewna pani wyprowadzająca na spacer pieska, zauważa na cmentarzu zwłoki młodej dziewczyny.
Pani jednak nie informuje nikogo o znalezisku, ale czym prędzej zmyka wraz z psiuńciem.
O zwłokach szybko dowiaduje się jednak policja, a także Annika, młoda stażystka jednej z najbardziej poczytnych sztokholmskich.
Annika wyczuwa w tej sprawie "temat jej życia" a na pewno taki, dzięki któremu mogłaby się umocnić jej pozycja w gazecie na tyle, że po prostu przedłużono by jej staż i otrzymałaby stały etat.
Gra jest ze wszechmiar więc warta świeczki i Annika bardzo mocno angażuje się w całą sprawę.
Jak się później okaże, znalezienie zwłok młodej dziewczyny, o której szybko dowiadujemy się, że była pracownicą jednego z sex klubów , to tylko początek odkrywania bardzo wielu ciekawych i mrocznych tajemnic ze świata szwedzkiej polityki, ale także życia społecznego. W kryminale tym również bardzo mocno zostanie zaakcentowany problem stosowania przemocy wobec kobiet.
Annika próbując rozwiązać na własną rękę zagadkę zabójstwa młodej kobiety sama w pewnej odczuje, że nadepnęła komuś mocno na odcisk i że być może ktoś teraz ma ją na celowniku.
Po raz kolejny czytając szwedzką książkę odnoszę niejasne ale jednak wrażenie, że społeczeństwo szwedzkie wciąż zdumione jest narastającą w tym kraju przestępczością, której powodów nijak nie umie sobie wyjaśnić. Tak, jakby coś wymknęło im się spod kontroli, został puszczony w ruch jakiś mechanizm, którego działania nie są w stanie ani pojąć ani kontrolować.
Niemniej jednak polityczne zawirowania i zagadki mrocznej duszy człowieka i jego drugiej strony pozostają wszędzie podobne.
Mnie się ta książka bardzo podobała i tym, którzy jej nie znają mogę ją polecić.
