„Ukryte wady”. Elsebeth Egholm.

Każdy ma takiego
trupa w szafie, jakiego sobie wyhodował przez lata. Taka właśnie myśl przyszła
mi do głowy po lekturze "Ukrytych wad" Elsebeth Egholm (wydawnictwo
"Replika").
Jak pisałam
wcześniej to chyba moje pierwsze spotkanie z literaturą duńską, ale wiem jedno,
jeśli bym mogła coś w tym stylu jeszcze poczytać, to…chętnie ponowiłabym
spotkanie!
Czytając miałam
wrażenie, że znam skądś zarówno spojrzenie autora na świat, jak i refleksje na
temat społeczeństwa i zachwiania poczucia spokoju i równowagi w tymże i tak,
skojarzenie moje biegło ku książkom Mankella, ciekawe, czy ktoś z czytających
będzie mieć takie samo wrażenie.
Nie przepadam za
książkami, z tyłu których mogę czytać niby to mające zachęcić mnie słowa, że od
książki się nie będzie można oderwać, jednak po lekturze "Ukrytych wad"
stwierdzam jedno. Miałam tak samo. To znaczy właśnie było tak, że oderwać się od
niej nie mogłam, tak mnie wciągnął ten niby to kryminał, ale z bardzo ciekawymi
spostrzeżeniami na temat współczesnej Danii, miasta Kopenhagi, a także z
ciekawymi spostrzeżeniami społeczno-obyczajowymi.
Oto mamy trzy
świętujące czterdziestkę jednej z nich przyjaciółki. Jedna z nich, obchodząca
urodziny, to Dicte, dziennikarka, świeżo po rozwodzie z nastoletnią córką.
Druga, to ciężarna prawie czterdziestolatka, Ida Marie, pół Dunka pół Szwedka.
Trzecia zaś, to Anne, która jako dziecko została adoptowana z Korei przez
małżeństwo z Danii. Świętowanie odbywa się w jednej z knajpek przy rzece i nagle
oto w radosny nastrój wplata się dramat. Oto nagle na rzece, jak w przypowieści
o Mojżeszu, pojawia się balia, w której Dicte zauważa ni mniej ni więcej, a
niemowlę zawinięte w jakieś materiały.
Niemowlę niestety,
okazuje się nie przeżyć owej mojżeszowej drogi po rzece, a sama sytuacja sprawi
wiele zamętu w dotychczasowym życiu każdej z trzech przyjaciółek. Oto bowiem
okaże się, że trochę, jak u Hitchcock’a, najpierw jest trzęsienie ziemi a potem
już tylko gorzej. Napięcie już tylko rośnie.
Sytuacja ze
znalezieniem niemowlęcia ma miejsce ma miejsce niemal tuż po wydarzeniach z 11
września 2001, co nie bez znaczenia okazuje się dla całej sprawy. Nic gorszego
właściwie nie mogło się wydarzyć w gorszym czasie, bowiem przy dziecku
znaleziono kartkę z cytatami z Koranu, a niebawem coś, co dalej wskazywać może
na fakt, iż dziecko zostało porzucone przez którąś z muzułmanek.
Przy tej okazji
widzimy refleksje na temat współczesnego społeczeństwa duńskiego, które do tej
pory odczuwające spokój i bezpieczeństwo, od pewnego momentu już tak go nie
odczuwa. Odzywają się niechęci do imigrantów, szczególnie do tych z krajów
muzułmańskich. Prowadzący śledztwo wręcz boją się ujawniać cokolwiek, co
skieruje uwagę publiczną na myśl o tym, że dziecko zostało porzucone przez
muzułmanina, a które to skojarzenie może okazać się prowadzące do być może
poważniejszych sytuacji jak zamieszki na tle rasowym.
Pośród śledztwa
poznajemy też życie każdej z trzech przyjaciółek. I jak to najbardziej lubię,
powoli odsłaniają się przed nami ich sekrety, tajemnice, to, co do tej pory
niektóre z nich skrywały bardzo, bardzo głęboko w mrokach podświadomości, do
tego stopnia, że same nie zdawały sobie sprawy, jak bardzo chciały wyprzeć z
pamięci pewne wydarzenia z ich życia. Niestety, jak to bywa, okazuje się, że nie
jest to takie łatwe i że pewne sprawy są w stanie wrócić się do nas po wielu,
wielu latach, kiedy to już udało nam się oszukać samych siebie i wprowadzić w
nastrój względnego spokoju i poczucia wewnętrznego bezpieczeństwa.
 
"Ukryte wady"
właśnie o tym opowiadają. O ukrytych wadach społeczeństwa, o ukrytych wadach nas
samych, o tym, jak jedna chwila może na zawsze i nieodwracalnie zmienić czyjeś
życie i że potem nigdy już nic nie będzie takie samo.
 
Książka podobała mi
się bardzo przede wszystkim za wątki społeczne i psychologiczne, ale również za
wątek kryminalny, który uważam , że został przeprowadzony ciekawie i ja
przynajmniej nie domyśliłam się prawie do ostatniej chwili, o co chodziło w
całej intrydze.
 
Jak napisałam, mnie
się ta książka bardzo podobała i polecam;)

konsekwencja nigdy…

…nie była moją mocną stroną;) dlatego wczoraj powróciłam do torby pomarańczowej. Co nie zmienia faktu, że miałabym ochotę na zmianę, ale…no właśnie. Nabycie dla mnie torby graniczy chyba z cudem. Teraz będąc w Chanii była cała masa skórzanych wyrobów (nabyłam świetne japonki za banalną cenę), i wśród takich sobie portmonetek czy torebek były oczywiście takie, które mnie zainteresowały, ale…nigdy w 100% nie było to to, czego oczekuję;( bez sensu nabywać było więc kolejną torebkę, o której się wie z góry, że nosić się jej nie będzie.
Poza tym, to nie jestem dzisiaj w świetnym nastroju, jako, że odkryłam minę, na jaką wsadziła nas sąsiadka, ta, która wyszła za mąż za cudzoziemca i zjawia się w kraju li i jedynie na moment, w wakacje. A mianowicie, umożliwiła mieszkanie komuś z rodziny (wiem, bo przypadkowo owe panny nam się przedstawiły) i niestety, widzę, że nie będzie to fajna koegzystencja. Blok, jak to blok, zbudowany bez sensu, ale że tak słychać kogoś będzie, nie wiedziałam. Kobiecina faktycznie musiała być cicha, bo jej nigdy nie słyszeliśmy. Nawet jak przyjeżdża teraz z dzieciakami, to nie ma problemu.
Niestety, dziewoje najwyraźniej odreagowują wyrwanie się spod rodzicielskich skrzydeł. Szkoda tylko, że my to słyszymy. Może jestem pesymistycznie nastawiona dzisiaj, może imprezki nie będą się powtarzać zbyt często, jednak dzisiaj wstałam niewyspana i podenerwowana i dumam od rana, co z tym fantem zrobić. Nie chcę wyjść na starą ciotkę i laski opierniczać, ale mam ochotę dać im przynajmniej znak, że SŁYSZAŁAM w pewnym punktach mojego mieszkania KAŻDE ich słowo i towarzyszącym im panów również (szczególnie pewnie po alkoholu). Nie mam ochoty się nie wysypiać, bo panny urwały się ze smyczy i zaczynają się tym cieszyć.
KURDE. Czy my naprawdę nie możemy mieć fajnych sąsiadów? Jak ci z góry nieco ucichli (odpukać), to teraz nowa bieda. Zaczynam się załamywać.