z refleksją, czyli podczas wyprawy na Półwysep Akrotiri, odwiedziliśmy Cmentarz Aliancki z czasów wojny, zarówno walczących w czasie słynnej Bitwy o Kretę, ale i później. Powiem tak. Nie spodziewałam się, że zrobi on na mnie aż takie wrażenie. A zrobił. Jak pisał przewodnik, na wielu grobach nie ma nazwisk, a są napisy "Znany tylko Bogu". Są też oczywiście te z nazwiskami, przy jednym grobie, zdaje się, że żołnierza z Nowej Zelandii, przystanęłam wzruszona. Obok jego grobu stoi zdjęcie najprawdopodobniej jego wnuczki, ze Ślubu wraz z ciepło skreślonymi słowami do dziadka, którego nigdy się nie znało. Setki prostych nagrobków są umiejscowione "frontem" w stronę Zatoki Soudha i szczerze mówiąc, można powiedzieć, że z iście rajskim widokiem. Cmentarz jest bardzo wypielęgnowany i zadbany, koło nagrobków rosną krzewy róż i kwiaty, a kiedy praży słońce, dookoła leniwie krzątają się pszczoły odnosi się wrażenie wszechogarniającego spokoju. Księga pamiątkowa , do której można się wpisywać, również zapełniona po brzegi. Odwiedzających najwyraźniej bardzo, bardzo dużo i wpisy bardzo emocjonalne. Podejrzewam, że spora część wypoczywających Anglików odwiedza tam po prostu w czasie wyjazdów wakacyjnych również groby bliskich.
Pochwała dla przewodnika Thomasa Cooka, który jako jedyny,odnotowuje, że jest tam również nagrobek polskiego lotnika, który zginął w czasie bitwy z załogą brytyjskiego samolotu. Oto jego nagrobek:
a to ogólny widok cmentarza:

