Wielkie dzięki dla Radiowej Jedynki za to, że czyta fragmenty lektur. Inaczej nie odkryłabym nigdy ani "Drugiego ciała" Milorada Pavica, ani tej cudownej książki, jaką jest właśnie "Nie ma z czego się śmiać", (Instytut Wydawniczy Latarnik, 2007).
"Nie ma z czego się śmiać" to książka, którą określam jako wysoce terapeutyczną. Jest bowiem napisana nie dość, że poprawną, miłą dla oka polszczyzną, ale przede wszystkim z niesamowitym poczuciem humoru.
Przyznaję się, że nic wcześniej Pani Grodzieńskiej nie czytałam, a teraz uważam to za błąd, jako, że z książki jawi się kobieta niezwykła. Nie dość, że taka babka stuprocentowa, to jeszcze żadna tam "ą", "ę", a kobieta, z którą, gdyby mi to zaproponowała, bez wahania spotkałabym się na kawie we dwie i pogadała z nią na tematy życiowe.
Mamy bowiem, jak widzę, wiele zbieżnych poglądów, ot, chociażby jej teoria rozróżnienia przyjaciół i bratnich dusz.
Wracając do treści książki, to dlaczego nazwałam ją terapeutyczną? A to dlatego, że nie dość, że w większości czasu albo się solidnie śmiałam czytając ją albo przynajmniej uśmiechałam (oczywiście, że są fragmenty, które nie są zabawne, jak to w życiu), to jeszcze wiedziałam, że to taka książka, do której wracać się będzie, kiedy człowieka dopadnie taka, czy inna chandra.
Stefania Grodzieńska opowiada w niej swoją historię począwszy od przeniesienia się jako emigranckie dziecko do Łodzi, do dziadków, przez jej lata wczesnej młodości i pierwszą szkołę tańca, poprzez lata wojenne aż do czasów współczesnych.
Podczas lektury wyłania się, jak już wspominałam niesamowicie interesujący obraz głównej bohaterki. I nie, nie na zasadzie megalomanii, a właśnie gdzieś pomiędzy wierszami, gdzie czyta się najlepiej. Nie dziwię się, że pani Stefania ma tylu przyjaciół, bo nie może być inaczej w przypadku takiej ciepłej, życzliwej ludziom kobiety , w dodatku z fantastycznym poczuciem humoru.
Bez dwóch zdań, jedna z najcieplejszych i najzabawniejszych książek, jakie ostatnio udało mi się przeczytać. Jedna z najzabawniejszych mimo bardzo refleksyjnego końca książki, opisującego nieuzasadnione! według mnie wewnętrzne pretensje bohaterki do samej siebie z powodu pewnego wydarzenia.
Tradycyjnie kilka cytatów, które pozwolą Wam na wyobrażenie sobie stylu i tego, jaka to książka:
"(…)kobieta z długimi włosami nawet wchodząc do piekła nie zapomni się przyczesać".
"Bratnia dusza nie ma wieku. Bratnie dusze rozpoznaje się natychmiast, jakby miały identyfikatory. (…) Bratnia dusza nie żąda wyłączności. Można się nie widywać i nie kontaktować przez tygodnie, miesiące, lata".
"Bratnia dusza jakimś cudem odnajduje się, kiedy jesteśmy w potrzebie. Nie narzuca się, nie krępuje bratniej duszy, robi to co trzeba".
Chyba nie muszę dodawać, że polecam??:)
Dodatek. Jakby ktoś chciał poczytać felietony-rozmowy z Panią Stefanią, to wklejam link:
http://miasta.gazeta.pl/warszawa/8,34860,4132705.html

