byłam już w Italii, teraz…

…jestem w Indiach, a Indonezja na mnie czeka;) To oczywiście podróż jak najbardziej literacka, ale za to jaka udana i miła!

Wielce przyjemnie
jest czytać książkę i widzieć dane miejsca. Widzieć je nie tylko oczami
wyobraźni, ale sięgać do własnej pamięci i widzieć je na
nowo.
Po pierwsze,
chciałam oznajmić, że się "złamałam";) Tak, jak nie sięgam z reguły po tak zwane
bestsellery (zawsze wietrzę podstęp w tym, co serwują nam w promocjach a to
wydawcy a to firmy marketingowe generalnie), tak tym razem się "złamałam". Nie
przeczę, że do owej decyzji dojrzałam po przeczytaniu dobrych opinii o książce u
Judytty a potem u Padmy. No, pomyślałam sobie, musi być OK. Ostatnio mój nastrój
okazał się tak nieciekawy, że postanowiłam sprawić sobie przyjemność pod
postacią tej książki. No i nabyłam. Pewnie zastanawiacie się, o czym piszę.
Zdradzam więc sekret, jest to "Jedz, módl się, kochaj" Elizabeth Gilbert, którą
to nabyłam w celach nazwijmy to terapeutycznych, bo mających mi nastrój poprawić
i co się okazuje, to zaczyna działać;) Nie ma to bowiem, jak książka o kimś, kto
postanowił zmienić coś w swoim zyciu, nie stać w miejscu, kiedy czuł, że
wszystko wymyka mu się spod kontroli i postanowił, wbrew temu, czego uczą nas w
dzieciństwie i młodości, zacząć żyć trochę bardziej dla siebie, stosując zdrowy
egoizm. No więc ta książka taka właśnie jest.
Byłam już z
bohaterką we Włochach, Rzymie, szkoda, że tak krótko. Rozpoznawałam wszystkie
miejsca, jakie odwiedzała, ale najbardziej urzekło mnie jedno. Lodziarnia, którą
polecono jej w Rzymie okazała się tą lodziarnią, w której i my rozkoszowaliśmy
się lodami i rozpieszczaliśmy nasze podniebienia. A mowa o "Il Gelato di San
Crispino". Jak to wczoraj przeczytałam, to prawie podskoczyłam ze zdziwienia.
Jak to miło jest przeczytać w książce o miejscu, w którym się było, które się
odwiedzało, i mało tego, o którym można napisać dokładnie to samo, co Elizabeth,
czyli…tak, tam są chyba jedne z najlepszych lodów, jakie jedliśmy. Owszem,
zachwycałam się lodami w Austrii i Monachium, dalej uważam, że są przepyszne,
ale te w tym właśnie miejscu w Rzymie zdecydowanie im nie ustępują! Jeśli więc
kiedyś traficie do Rzymu, to z czystym sumieniem mogę Wam polecić owo miejsce,
nie są to zmarnowane pieniądze, a Wasze kubki smakowe będą Wam naprawdę
wdzięczne. Znajduje się na między innymi na Via Panetteria 42 (na ich stronie
zauważyłam, że w Rzymie są jeszcze w kilku innych miejscach, my nawiedzaliśmy
to:).  Naprawdę miejsce absolutnie konieczne do odwiedzenia, jeśli jest się w
Wiecznym Mieście…Smacznego;))