ale mieliśmy nawałnicę!

Koszmar. Taka burza, jakiej dawno nie pamiętam. Brrr… Nie cierpię burz. Waliło tak, że hej. Raz, to chyba musiało grzmotnąć w budynek, gdzieś blisko, bo był naprawdę wielki huk. A jutro straszą, że ma być powtórka z wątpliwej rozrywki. Oby nie…
Z pozytywniejszych spraw, to zrobiłam sobie dzisiaj kolor, mam mój tradycyjny mahoń…od razu fajniej się czuję…

A burza jakby znowu się wróciła…

„Pachnidło”. Reż. Tom Tykwer.

jest deszczowo, ponuro…za oknem leje właśnie, brrr…jak sobie pomyślę,że miałabym teraz gdzieś siedzieć na Mazurach czy na kajakach jakowychś, to aż się cieszę, że nie muszę;) Chociaż, może tam nie pada (a ja już pisałam, że mam tak, że trudno mi uwierzyć,że "moja" aura nie jest taka sama w innych częściach kraju;).

Jestem po obejrzeniu "Pachnidła" w reżyserii Toma Tykwera. Według mnie lepsza, niż książka. Mimo to jednak dość realistycznie oddana, więc uczucie lekkiego obrzydzenia oglądaniu zdecydowanie towarzyszy.

Uważam, że Tykwer wywiązał się całkiem zgrabnie z zadania, jakie przed nim stało, kiedy wziął się za ekranizację tej książki. Jak bowiem mając możliwość filmu oddać zmysł powonienia i problemy i radości z tym związane?
Ciekawe byłoby, gdyby podczas projekcji puszczano w salach kinowych takie zapachy, które były przedstawione w danej chwili na ekranie, jednak to tylko taki mój pomysł.
Tak więc Tykwer z góry miał nielekko, bo mógł tylko obrazem przedstawić doznania tytułowego mordercy, którego historia przedstawiona jest w filmie. A poznajemy życie twórcy pachnidła idealnego, którym jest Jean-Baptiste Grenouille. Jego życie od początku nie jest łatwe ani lekkie i dobre pytanie, czy to, co się z nim działo, nie zadecydowało o tym, kim stał się w przyszłości. A może nie, może jego los był przypieczętowany jeszcze przed jego narodzinami, kiedy jego matka pracowała nad nim z ojcem gdzieś w ponurej, ciemnej, śmierdzącej norze. Nie wiadomo.

Tak, czy siak , dziecko, którego nikt nie chciał, jednak żyje, wyrasta na młodego człowieka, który od samego początku wie jedno. Może brak mu było miłości rodziców, może brak mu było akceptacji ze strony innych, może brak mu było szczęścia i może świat go nie kocha. Wie jednak jedno, ma talent niezwykły. Otóż jest obdarzony niezwykle silnym powonieniem. Jego zmysł węchu jest tak silny, że Jean-Baptiste jest w stanie poruszać się za kimś w mieście bijącym innymi zapachami i smrodem, z zamkniętymi oczami, a mimo to tego kogoś znajdzie.  Pozbawiony jest jakichkolwiek uczuć, poza uczuciem pożądania, ale nie do ludzi, a do zapachów…

Zmysł węchu staje się dla tego młodego człowieka źródłem szczęścia, ale i frustracji. Oto bowiem z  jednej strony powoduje, że jest on szczęśliwy poznając świat od strony jego zapachów, z drugiej zaś prowadzi do frustracji, kiedy Jean-Baptiste odkrywa, że jego powołaniem jest stworzenie zapachu idealnego. Zabiera się do tego nagle i zupełnie bez jakichkolwiek zahamowań zabijając młode dziewczęta, jako, że chce stworzyć zapach idealny , na który według niego złoży się zapach dziewic.

Jak wspomniałam, film uważam za lepszy od książki, która mnie zbrzydziła. Tak więc jeśli ktoś ma chęć na nieco ekstremalne doznania, bo tych na pewno podczas oglądania tego filmu nie braknie, to zachęcam do obejrzenia.