…czytają mojego blogaska;)) ci na poczcie , znaczy się;)) Bo jak dziś popełniłam pełen zgryzoty wpis na temat nie dostarczania poczty, to wieczorem ze skrzynki wysypało się dosłownie. Miałam rację, że musieli nie chodzić od poniedziałku, bo dotarło wiele przesyłek. Rachunek za telefon komórkowy, pismo podróżnicze, ale i na szczęście dwa listy, na które czekałam , od Monoli i Judytty. Co prawda ten od Judytty odebrałam na poczcie, bo dołączyła mi książkę "Małżeństwo" Diane Johnson, a ta nie zmieściła się do europejskiej skrzynki (książki się, niestety nie mieszczą i trzeba je odbierać na poczcie osobiście).
Dostałam też dwie pocztówki w sam raz do mojej kolekcji. Jedną od przyjaciela z Japonii, który teraz wizytuje rodzinę w Chicago. Na pocztówce widać uprawiających jogging nad brzegami Jeziora Michigan, mających w tle wieżowce. Niesamowite wrażenie. Czasem lubię popatrzeć na miasta na wskroś nowoczesne. A przynajmniej na ich centrum.
Na drugiej pocztówce od Wildrose widać benedyktyński klasztor Ettal , podaję Wam stronę , może ktoś zechce obejrzeć, bo wygląda naprawdę imponująco:
http://www.kloster-ettal.de/
Bardzo się ucieszyłam, że jednak dzisiaj doszła poczta, bo o niektóre przesyłki się denerwowałam.
korzystam z okazji, że…
…mogę coś napisać, (bo znowu były problemy) i daję znać, że w najnowszym numerze Twojego Stylu jest film "Pachnidło". Książka, jak pamiętają co poniektórzy, mnie autentycznie zbrzydziła, ale chcę zobaczyć, jak ją zekranizowało. Może ktoś też będzie zainteresowany, to dałam znać.
„Zapisane w kościach”. Simon Beckett.
Becketta okazała się też rewelacyjna. "Zapisane w kościach" dzieje się na kawałku Szkocji, jakim są , uwaga, uwaga, Hebrydy Zewnętrzne. Wyjdę na ignoranta, kiedy doniosę, że do lektury owego thrilera nie wiedziałam o istnieniu wysp takowych? No, to najwyżej wyjdę;)
Tym razem David Hunter porzucając przez chwilę podjętą pracę zwykłego lekarza, wraca do pierwotnego zawodu, antropologa sądowego i zostaje wysłany przez zwierzchników do odciętej od świata mieściny nadmorskiej, Runy, w której w pewnej z chat zostały znalezione zachowane w dziwnym stanie zwłoki. Mogłoby się wydawać, że wypadek, ale policji coś nie daje spokoju, dlatego David zostaje wezwany. Trochę na zasadzie, potwierdzi, że to wypadek, a nie morderstwo, jednak okazuje się odwrotnie. Z tym, że kiedy David ma zamiar ściągnąć specjalistów policyjnych na wyspę rozpętuje się potworny sztorm, który odcina wysepkę i mieścinę od świata. A na wyspie zostają mieszkańcy, oczywiście, David, jeden policjant na służbie, jeden w stanie spoczynku, który podejmie się współpracy. I między nimi oczywiście morderca.
Klimat małej mieściny odciętej od świata oddany według mnie dobrze. Miałam trochę wrażenie, jakbym czytała ponownie "Kroniki portowe" ale to ze względu na surowość , zarówno wysepki, jak i mieszkańców.
Mnie się podobało (chociaż , hehe, znowu domyśliłam się w pewnej chwili sprawcy, ale nie, nie wyjaśnię, z jakiego powodu, dla czytających pierwszą książkę Becketta to będzie jasne;).
Niemniej jednak kolejny kawałek dobrego thrillera, który wciąga. Niektórzy twierdzą, że "Zapisane w kościach" jest lepsze od "Chemii śmierci". I chyba tak jest.
Mnie się podobała i polecam.
