…stanowią wdzięczny obiekt fotografii. Jakiś czas temu otrzymałam pocztówkę z drzwiami Berlina, a dzisiaj dotarła do mnie pocztówka z drzwiami z Tunezji, za którą dziękuję Spacerkowi.
Ponadto, i to sprawiło mi niespodziankę, okazało się, że jednak Merlinowi udało się zdobyć "Błogosławieni, którzy robią ser", co do której książki juz straciłam wszelkie nadzieje, że uda mi się ją zdobyć. A tu jaka miła niespodzianka. A więc, pomimo, że miałam zaczętą inną lekturę, chyba zdecyduję się na nią, jako, że odczuwam wielką potrzebę przeczytania lektury, która ma być ciepła, pokrzepiająca i niosąca ze sobą zdecydowanie pozytywne przesłanie. A taka się chyba ta książka wydaje być…
jeszcze o blogach…
…ostatnio nieświadoma niczego dokonałam na swoim blogu pewnego zaskakującego dla mnie samej , a raczej o zaskakujących mnie wynikach, doświadczenia.
Okazało się bowiem, co wyjaśnił mi mój własny Mąż, że pobawiłam się nieświadomie w pozycjonowanie bloga. Okazuje się bowiem, jak mi wyjaśnił, że jest to często czynione tak, aby kiedy ktoś szuka danej strony www czy bloga, wyskoczyło to w wyszukiwarce jako pierwsze czy jedno z pierwszych haseł.
Z tego, co zdążyłam się zorientować bywając na forum o blox, niektórzy piszą bloga li i jedynie w celu znalezienia się w ranking jak najwyżej, co mnie głęboko dziwi, zastanawia itd. Jeszcze może bym zrozumiała, w wypadku bloga komercyjnego, ale pisanie osobistego bloga, i przeżywanie, że znalazł się on na tym, czy innym miejscu w blogowym ranking , jest dla mnie, oględnie mówiąc, nie do zrozumienia. Może dlatego, że bloga nie traktuję w kategorii konkurencji.
Ale wróćmy do owego doświadczenia. A jak to uczyniła ta antytalent komputerowy Chiara? Ano , popełniając wpis na temat pożarów na Rodos. Zapewne kroplą przeważającą czarę był fakt, że owo hasło wpisałam jako temat wpisu, nie znajdując w danej chwili żadnego innego pomysłu na tytuł.
No i się zaczęło. W momencie, kiedy pożary były, przez mój blog przewinęły się takie tłumy ludzi, jak nigdy dotąd. W pewnym momencie jednego dnia licznik gazety (bo hottracker liczy to jakoś inaczej, nie wiem czemu, nie znam się) pokazał liczbę ponad tysiąca odwiedzin dziennie, co mnie aż z lekka przeraziło. Poczułam się tak, jakby w małym, kameralnym pokoju nagle ta liczba osób się zjawiła. Wiem, że większość z nich zapewne zaraz po wejściu na bloga i orientowaniu się, że danych czy warto jechać na Rodos, czy nie, nie znajdą a jedynie żale jakiejś tam osoby nad tym, co dzieje się z jedną z jej ukochanych wysp, poszła i nigdy nie wróciła. Właściwie mogę mieć pewność, że tak się stało. Większość z nich zajrzała, stwierdziła, że nic tu po niej i wyszła. Ale sama ta liczba osób, tych wejść nie podziałała na mnie rewelacyjnie. Nie wiem, czemu, ale tak było.
I tak jestem w miłym szoku, odkąd mam statystyki , że odwiedza mnie aż taka liczba osób (wiadomo, że część z nich nie jeden a kilka razy dziennie), ale moja stała liczba była dotąd około 200 wejść dziennie i to przy dobrym dniu, jak to określę, a teraz po owym wpisie nie dość, że wejść jest około 300, to jeszcze, i teraz zmierzę ku konkluzji tegoż wpisu, okazało się, że w rankingu blogów bloxa nagle podskoczyłam i znalazłam się w pierwszej dwusetce. Na końcu prawie, ale jednak. Jednak, o czym wiemy, nie to było moim celem. Mam wrażenie, że sytuacja po prostu gdzieś wymknęła się spod kontroli…
Aż strach się bać, co by było, gdybym napisała coś, co na pewno powoduje mnogość wejść (nie chcę jednak pisać owych haseł, bo wcale mi na takim tłumie ponownie nie zależy, a wiem, że nawet napisane w tekście mogą wyskoczyć w przeglądarce).
Na koniec, ostatnim moim faworytem poszukiwań, dzięki którym ktoś do mnie trafił, było, cytuję:
"Gra, w której dziewczyna goni chłopaka w szlafroku" (nie do końca wiem, kto jest w szlafroku, dziewczyna, chłopak, a może oboje, i nie wiem, czy chodzi tylko o grę komputerową czy szukający miał na myśli grę wstępną na ten przykład:). W każdym razie, nie pomogłam;)
i jeszcze:
"Kiedy chodzą listonosze", oj, też baaardzo chciałabym to wiedzieć, tym bardziej, że mój listonosz znowu ostatni raz był chyba w poniedziałek.
nastrój gorzej niż…
…kiepski. Nie będę wnikać w szczegóły, dość, że fatalny. Właśnie udało mi się poryczeć.
W dodatku wkurza mnie fakt, że ludzie zastrzegają blogi, ale do mnie wchodzą. Ot, duperel, ich prawo ale właśnie dziś mam taki nastrój, że to mnie irytuje. I nie tylko to.
