…przesyłka od Chihiro, z uroczą kartką z japońskim akcentem, malarstwem z przedstawieniem spotkania w herbaciarni, śliczna, naprawdę, i płytą z grecką muzyką. Coś czuję, że wiem, co będzie mi dzisiaj rozbrzmiewało cały dzień;))
Dziękuję!
Wygląda na to, że chwilowo otrzymałam wszystko, na co czekałam. A o czym przynajmniej wiem, że zostało mi wysłane.
Obejrzałam też, bo bardzo się na niego wyczekałam, "Malowany Welon", w reżyserii Johna Currana.
UWAGA spoiler;)
Opowieść o facecie, który oświadczył się dziewczynie, w której on się zakochał ale ona w nim nie i który mocno się zdziwił, kiedy odkrył, że zabrana wkrótce po ślubie do jego pracy jako bakteriologa, do Szanghaju żona, wdała się w ognisty romans z angielskim dyplomatą. Zdziwił, ale duma nie pozwalała mu, rozumiecie, sprać po pysku rywala, więc wymyślił wyrafinowaną zemstę. Nie nie na rywalu, ale na żonie;) zabrał ją do ogniska cholery w jakąś potwornie daleką chińską prowincję. Przewidywalnie dosyć, ich niechętne stosunki po odkryciu zdrady, zmieniają się pod wpływem heroicznej i niemal judymowej pracy męża w owej prowincji, do tego stopnia, iż po miesiącach (raptem może dwóch) posuchy trafiają do łóżka. Znów przewidywalnie, pani po jakimś czasie odkrywa, że jest w ciąży, ale nie bardzo orientuje się, czy owoc miłości jest wynikiem romansu czy też może dzieckiem jej męża. Mąż jak się domyślałam , na sam koniec złożony cholerą umiera. Pani wraca do Londynu i tam mieszka z synkiem. Kurtyna.
Trochę zbyt przewidywalny, jak dla mnie, a mimo to uratowany grą aktorską film. No i jeszcze tymi wspaniałymi pejzażami i widokami wschodnimi, które dech w piersiach zapierają.
Jak mówię, trochę zbyt przewidywalny, ale faktycznie gra aktorska dobra, główni bohaterowie przekonująco zmieniające się między nimi nastroje i emocje, które bardzo po ludzku tu zresztą przedstawione. Jak w pewnej chwili stwierdzi Kitty, ludzie są po prostu ludźmi, nie chodzącymi ideałami, potrafią też zawieść innych.
Mnie irytowała postawa męża, który zamiast skonfrontować się z rywalem, który wyrwał mu młodą żonkę, ukarał ją tylko. Jakoś do mnie nie przemawia ta idea zbrodni i kary. Irytował mnie też wątek ciąży, co to pani teraz nie wie, czy to dziecię namiętnego kochanka, czy też męża, z którym czasem dla przyzwoitości również trzeba było alkowę odwiedzić.
Ale, jak się okazuje, życie jest ironiczne i zabawne jednocześnie i z opowieści już nie książkowych a całkiem z życia wiem, że podobno takie dylematy zdarzają się niewiernym żonom o wiele częściej, niż by się mogło zdawać. Dawno temu wyczytałam w jakichś badaniach, że podobno 5% mężczyzn na świecie bez swojej wiedzy, oczywiście, wychowuje nie swoje dziecko (przykro mi panowie).
Tak, czy siak, powiem tak, wyczekany "Malowany Welon" okazał się nieco zbyt przewidywalny, ale było to niezłe patrzadło na taki babski wieczór na przykład.
Szkoda, że Viva! nie przedłużyła kolekcji na sierpień, a przynajmniej nic o tym nie słyszałam, bo uważam, że wybrali ciekawe filmy.