"Kreto
witaj, pomyślałam , kiedy postawiłam swoją stopę na terenie lotniska
…i oczywiście pomyślałam, jak zawsze, kiedy tam ląduję "Pachnie
osłem"…
Oczywiście od Grecji, Krety, bo jakżeby by miało być inaczej? Blog zaczęłam pisać pod wpływem namowy koleżanki z forum, na którym już od paru lat w ogóle nie bywam, ale wtedy bywałam, i dzieliłam się opowieściami z wyjazdu, to powiedziała do mnie "czemu nie założysz bloga?"…
"No właśnie, czemu?" pomyślałam i…ja, do tej pory sceptycznie do blogowania nastawiona stwierdziłam, że założę i spiszę mój wyjazd i parę wcześniejszych.
Założenie miało być takie, że blog będzie o wyjazdach, a że życie plecie rozmaite historie, zmieniło się moje nastawienie do niego na tyle, że z czasem blog zmienił się w formę pamiętnika, miejsca, w którym zostawiam swoje myśli, refleksje, czasem smutki, czasem radości a czasem większe lub mniejsze złości.
Po drodze przez mój blog przewinęło się całkiem sporo ludzi.
Jednak zaczęło się tak, że przez dłuższy czas niewiele osób mnie odwiedzało, co nawet spowodowało to, że miałam pierwszy poważny moment kryzysu i chciałam blog zamykać.
A potem zjawiła się Monoli. Nie wiem, czy Wy tak macie, ale ja mam. Że tak to pamiętam. To znaczy pamiętam, że Monoli właśnie stała się moim pierwszym "niezależnym" czytelnikiem, to znaczy nie była z forum, nie była zaprzyjaźnioną skądś tam osobą, a moim pierwszym czytelnikiem po prostu.
Po drodze przez blog przewinęła się spora według mnie, oczywiście, liczba ludzi. Niektóre nicki zostawały na czas jakiś, z innymi w ten, czy inny sposób przestało nam być po drodze, jak to ze znajomościami bywa, ale obecnie widzę, że mam stałe grono czytelników, tak, jak i Wy macie mnie w gronie swoich "czytaczy".
Wiem też, że mam trochę czytelników, którzy nigdy się nie odzywają, ale mnie regularnie czytają.
Takie internetowe prawo, że się czyta nie zawsze chcąc się odzywać;)
Po drodze też miałam dwa momenty kryzysowe, w których chciałam zamknąć bloga. Raz, wtedy prawie na początku, powiedzmy, że kilka miesięcy po założeniu. Stwierdziłam, że skasuję, bo nikt nie czyta i wtedy odezwało się parę głosów, które uświadomiły mi, że jednak nie, że warto, bo ktoś czyta.
Drugi kryzys miałam całkiem niedawno, może z miesiąc, półtora temu. Nie pisałam o tym na blogu, bo i po co? Ale miałam. Już prawie, prawie i bym skasowała. Ale co tam, nie dam się, stwierdziłam;) I dalej będę Was męczyć moimi wynurzeniami na tematy takie i owakie.
Muszę się przyznać, że kiedy uświadomiłam sobie, że to dziś ta moja mała prywatna rocznica, to aż mi się mała łza zakręciła w oku, że to już tyle lat…jakoś byłam pewna, że to jutro, a zerknięcie w kalendarz uświadomiło mi, że to już dzisiaj.
A więc ogłaszam swoją prywatną wirtualną fiestę;) dziś moje małe święto (nie przypuszczałam, że zostanę w blogowisku na tak długo;).
Nie było by jednak i nie ma co się oszukiwać, mimo całego mojego przekonania, że traktuję blog, jak pamiętnik osobisty, tego miejsca bez Was, czytelników i wiernych komentatorów. I za tę obecność codzienną Wam bardzo dziękuję!
A tu link do moich pierwszych wpisów:
http://chiara76.blox.pl/html/1310721,262146,724.html?1