Toskania urokliwa…

…i port gdyński dotarły do mnie dzisiaj na pocztówkach.
Toskania pod postacią zdjęcia miasta Lucca, hmmm, pięknie to wygląda, rozsłoneczniony pejzaż, aż chce się pakować i od razu ruszać zwiedzać…Tak mi się marzy Toskania po obejrzeniu "Ukrytych pragnień", właśnie na zasadzie nie szaleńczego zwiedzania z wywieszonym jęzorem a pobytu na zasadzie la dolce vita;)
Gdyński port też sympatycznie wygląda, w dodatku przywiódł na myśl ciepłe wspomnienia z tego miasta i z mojego ulubionego muzeum tamże, czyli Muzeum Morskiego.
Dziękuję;))

o imionach raz jeszcze…

…w Lecie z Radiem o imionach opowieści, w jaki sposób się dane imię zyskało, oczywiście końca nie ma opowieściom o paniom z USC, które dobrze wiedziały, że tego imienia nie ma, a tamto nieładne i wskutek tego, ktoś nosi zupełnie inne imię, niż to, które wybrali wcześniej z pietyzmem jego właśni rodzice. A mnie się przypomniała inna historyjka, wcale nie miła, która siedzi mi w głowie bo mnie dotyczy, a związana jest z imieniem właśnie.
Dawno, dawno temu, serio, dawno to było, bo musiałam mieć tak z 9, 10 lat najwyżej, poszłyśmy z Mamą na window shopping pod pobliską Halę Marymoncką. Tamże weszłyśmy do któregoś sklepu, oglądałyśmy jakieś rzeczy i w pewnym momencie moja Mama zwróciła się do mnie po imieniu, w jego zdrobnionej formie (nawiasem mówiąc, taką zdrobnioną formą posługuję się zawsze, to jest moje imię, jego oficjalna wersja jest trochę nie moja;)…Zwróciła się do mnie a na to baba za ladą , zaznaczam, nie pytana, w obecności zainteresowanej, czyli mnie, małego, bezbronnego wówczas dziecka "A po co nadała pani jej to imię? To imię dla nieszczęśliwych kobiet".
ZONK. Szczerze?? Żałuję, że moja Mama zawsze była takie ciepłe serduszko na dłoni, bo w tamtej chwili wolałabym mieć matkę przekupę, agresynną, która powiedziała by jej dosadnie, co myśli o takim wpieprzaniu się w nieswoje sprawy.
Nie pamiętam szczerze, co zrobiłyśmy, coś tam chyba moja Mama się odezwała, w sumie, złe słowa od kobiety za ladą już i tak padły, chyba po prostu wyszłyśmy.
Mnie te okropne słowa w jakiś sposób ścigają od tamtej chwili po prostu, ale myślę sobie, że trzeba być po prostu durnym, żeby coś takiego w ogóle powiedzieć, szczególnie przy dzieciaku, który chowany nie bezstresowo , nie odpysknąłby aż by babie w pięty poszło.
Ulałam sobie, bo dyskusja o imionach mi to przypomniała………