od Annasza do Kajfasza…

…czyli moje boje z nieukochaną pocztą polską ciąg dalszy.
Tak, jak pisałam, coś nie tak jest z pocztą. Ściśle mówiąc, odnoszę wrażenie, że od paru dni po prostu listonosz nie był w naszym domu.
Jako, że musiałam i tak dzisiaj wybrać się na pocztę, wysyłałam coś za granicę, spytałam po drodze panów z ochrony, którzy bardzo uprzejmie pomogli mi i potwierdzili w zasadzie coś, czego i tak byłam pewna. Ostatni raz listonosz nawiedził dom we wtorek. Potem nie.
Poszłam na pocztę, oddałam list do wysyłki i próbowałam się dowiedzieć, co mam zrobić ,skoro listonosz do nas nie przychodzi a wiem, że są do mnie przesyłki (nie wspomnę o tym, że przecież są jeszcze rachunki itd, która też pewnie dochodzą a raczej właśnie nie dochodzą do nas). Pani jednak nie była chętna pomóc i odesłała mnie na inną pocztę, bo listonosze i tak chodzą właśnie z tej drugiej. Ja nawet to rozumiem, nie rozumiem jednego, czemu ona nie może zadzwonić też na ten urząd i zgłosić to, że listonosze nie przychodzą.
Ale trudno, widać tak to właśnie musi być. Po drodze dotarł do mnie P. i w ramach spaceru poszliśmy na pocztę tę, na którą nas odesłano.
Dotarliśmy i jako, że jeszcze nie było 20.00 udaliśmy się wprost do stanowiska kontrolera. A muszę powiedzieć jedno, to jest poczta całodobowa, więc kłębi się tam zawsze dziki tłum. Kiedy czekaliśmy na kontrolera obserwowałam znerwicowanych ludzi, którzy zawsze się tam nastoją, zanim odbiorą swoje polecone. Zadźwięczał numerek i do okienka spanikowanym kurcgalopkiem jakaś kobieta. A baba w okienku do niej nieprzyjemnym tonem "A co to? Drukują podwójne numerki?" była nieprzyjemna i z łachą stwierdziła, że kobieta wcisnęła nie to, co trzeba, co za tym idzie, ona jej poleconego nie wyda. I kobieta odtruchtała potulnie na swoje miejsce aby ustawić się na nowo w kolejce liczącej ileśdziesiąt pewnie osób. Koszmarna była ta baba z okienka, uosobieniem koszmarnej baby urzędniczki, która wrzeszczy na klienta. Zdziwiłam się w ogóle, że ta obsobaczona kobieta nic się nie odezwała, jakby to na mnie sie babsko wyzłościło, to bym na pewno jej powiedziała, że można być uprzejmiejszym i grzeczniejszym.
No, w międzyczasie do okienka dotarła pani kontroler. Na nasze stwierdzenie, że od trzech dni listonosz nie chodzi, powiedziała, że tak, to prawda. Po czym powiedziała, że to efekt tego, że nie ma listonoszy. Są wolne wakaty i brak pracowników. I że mają albo dzisiaj chodzić na trzy zmiany (nikt nie przyszedł z poczty) albo jutro. Na nasze zapytanie, co zrobić, kiedy nam nie przyniosą do poniedziałku, że przecież gdzieś leży poczta do nas i czeka, powiedziała, że można przyjść i wtedy nam ją znajdą. Tiaaa…ciekawe. Oczywiście najlepiej z samego rana.
Kurczę, zdenerwowałam się tym. Bo to, że listonosz nie chodzi, wiedziałam, bo czekam na trzy przesyłki a ich nie ma, chociaż już dawno powinny być. Natomiast zdenerwowałam się tym stwierdzeniem, że nie ma listonoszy, bo nie wiem, co to dla nas oznacza. Czy będą roznosić pocztę raz w tygodniu? raz na dwa tygodnie?
Bo chyba mają jakiś obowiązek , że muszą chociaż raz na jakiś czas roznieść ? Chociaż mnie już chyba w przypadku poczty polskiej nic nie zdziwi…
W rezultacie i tak wyszliśmy z niczym, bo czuję, że i tak trzeba będzie po własną pocztę iść w tygodniu…

„Ekaterini”. Marija Knezevic.

Wspaniała książka,
która zawojowała moim sercem.
Muszę przyznać, że
po jej przeczytaniu, nabrałam wielkiej ochoty na poznanie książek z tamtego
kręgu geograficzno-kulturowego.
Ściśle mówiąc, z
Bałkanów. Jak dotąd czytałam chyba jedynie książkę przysłaną mi przez Judyttę
jako prezent Urodzinowy, czyli "Czarnobylskie truskawki" Vesny
Goldsworthy.
Czytając teraz
"Ekaterini" popełniłam też jedną refleksję…trochę, troszeczkę odnosiłam
wrażenie, że literatura ta ma coś wspólnego z literaturą latynoamerykańską. Może
poprzez swoją soczystość, a na pewno przez pewną zbieżność, jaką są losy
bohaterow, które wciąż i wciąż są w zawirowaniu historii. Jak wiemy, kocioł
bałkański ciągle targany jest niepokojami i wojnami, a przecież sporo krajów
latynoamerykańskich też targanych jest a to puczami , przewrotami, a to innego
rodzaju kryzysami. Ot, taka refleksja.
 
"Ekaterini"
to snująca się niespiesznie na kartach książki opowieść o trzech pokoleniach
rodziny grecko-serbskiej, a ściśle mówiąc , trzech kobietach, babce, matce i
córce, która książkę pisze. Najważniejszą jednak postacią jest tytułowa
Ekaterini, babka autorki, wokół której toczy się opowieść, i poznajemy życie jej
na przestrzeni wielu, wielu lat, lat pokoju i niepokojów (to częściej), pokoju i
wojen, jakie słynny bałkański kocioł przechodził.
To opowieść, która
zdaje się być snuta w którymś z śródziemnomorskich krajów w zacienionej,
chłodnej kuchni, która to kuchnia z zamkniętymi okiennicami odgradza nas od
upału za oknem i ogłuszającego wrzasku cykad. Gdzie możemy spokojnie wsłuchać
się w płynące słowa ciekawej opowieści…
To opowieść
rodzinna, w której, ku naszemu zdumieniu, odkrywamy tak wiele
analogii.
To opowieść o tym,
jak nie można pozwolić na zapomnienie, jak pamięć jest ważna, jak trzeba
pielęgnować pamięć o bliskich, o naszych bliskich, których już nie ma tu na
ziemi, ale którzy muszą zostać w naszej pamięci i w naszych
opowieściach.
Tak, to opowieść,
która chwyta za serce…Może nie ma tu wielce burzliwej akcji, ale mnie
spodobała się forma jej, właśnie w formie takich wspomnień, opowieści, która ma
na celu nie pozwolenie na zapomnienie tego, co jest najwazniejsze, czyli właśnie
wspomnianej już przeze mnie, pamięci o naszych bliskich.
Zawsze się posiłkuję
przy takich okazjach cudownym powiedzeniem Karola Capka, który kiedyś
stwierdził, że "Z pamięci o bliskich utkana jest nasza własna
tożsamość".
 
A na koniec parę
smakowitych cytatów z samej książki:
 
"To smutne, co
nieuchronnie znaczy-śmieszne, jak mało wiemy o swoich
przodkach".
 
"Czy w ogóle można
się czegokolwiek o sobie dowiedzieć , jeśli o własnym pochodzeniu, tak jak o
całej historii, snujemy domysły na podstawie anegdot?".
 
"Każdy otarł się w
swoim życiu o obraz raju, zazwyczaj bardzo konkretny, coś, co kiedyś przeżyl, a
później dopieścił w pamięci. Tęsknota za idyllą leży w ludzkiej
naturze".
 
"Niebywałe, ile
można się dowiedzieć w kobiecych salonach. Tu się opowiada prawdziwa,
nieprzykrawaną historię".
 
Mnie ta książka
zauroczyła, porwała w swój świat i z przyjemnością polecam ją
innym!