…nie śmietaną, coby za tłusto nie było;) i już się czuję super…
Dzisiaj siedzę sama, bo Mąż na wyjeździe służbowym. Wracając do domu spotkałam znajomego. On mi się ukłonił, ja go bowiem nie poznałam. Zadumana byłam, bowiem rozważałam czy wstąpić na pocztę i spytać, gdzie do jasnej ciasnej podziewa się listonosz w tym tygodniu. Czy im aby nie zaginął. Zamiast tego spytałam się znajomego (mieszkają w bloku naprzeciwko) czy do nich poczta w tym tygodniu jakakolwiek doszła. Ja bowiem coraz bardziej rozdrażniona jestem faktem, że nic w skrzynce nie ma a tu Monoli mi list wysłała w poniedziałek, Chihiro we wtorek list z płytą a tu ani widu ani słychu po przesyłkach. Mało tego, odniosłam wrażenie, że i w innych skrzynkach pusto.
Ale powiedział,że do nich coś tam dochodzi, znaczy się albo mam niefart kolejny z pp albo nie wiem, co. Może jeszcze dojdzie, chociaż zaczynam się martwić.
Przyszłam do domu i nieopatrznie wsłuchałam się w wiadomości na obu kanałach, których informacje zawsze oglądamy i tak dowiedziałam się, że jeszcze w tym roku z więzienia w Strzelcach Opolskich wyjdzie za dobre sprawowanie jeden z najgroźniejszych pedofiów w Polsce (mordował dziewczynki, o ile dobrze usłyszałam, bo w kuchni w tym momencie byłam), w Londynie boją się napadających na ludzi gangów nożowników mordujących swoje ofiary, PiS obraził się na tvn i spółkę i przestanie u nich bywać , znowu z nożami, tym razem szalony mąż zranił swoją mocno ciężarną żonę , uszkadzając i ją i dziecko , po czym zbiegł i jedyna chyba sezonowo ogórkowa wiadomość, w Berlinie po wczorajszym alarmie bombowym mają atrakcję, urodziły się bowiem bliźnięta nietypowe, jedno o białym drugie i ciemnym kolorze skóry z ojca Niemca a mamy z Ghany bodajże.
Czas chyba przestać włączać wiadomości, jak to mają być wieści sezonu ogórkowego.
coś się z tymi cenami…
…pozajączkowało. Przez tę cholerną książkę "Winnica w Toskanii" (cholerną, bo obudziła we mnie marzenia i pragnienia zmiany, na którą zapewne w obecnej chwili zwyczajnie nas nie stać , a pragnienie pozostało) nic od wczoraj nie robię, tylko łażę po rozmaitych serwisach sprzedaży nieruchomości i oczy mi się robią coraz to większe. Otóż, panie i panowie, niektóre nieruchomości są tańsze, niż te, które nabyć można w Polsce.
Jakiś czas temu na pewnym forum wyczytałam, że młode małżeństwo kupiło sobie dom w Egipcie. Pomyślałam "hoho, nieźle z kasą", a jak tak chodzę po tych serwisach, widzę, że to wcale nie musi oznaczać niemożliwe. Owszem, to dalej kosztuje, tylko jak widzę dom, który można wykorzystać na podnajem na sezon a część na własne wakacje, to przestaję się dziwić, że ludzie zaczynają tak inwestować i coraz więcej osób na taką sprawę się decyduje.
Niedawno na Kabatach chłop sprzedawał ziemię. Kawałeczek. Dosłownie. Chciał prawie milion (zdaje się, że 900 tys , jakoś tak, zadzwoniliśmy z totalnej ciekawości). Jak widzę dom w Niemczech, który praktycznie stanowi dwa niezależne mieszkania, który jest w tej samej cenie, to zaczynam się zastanawiać, co jest grane.
Haha, jakby to Polska była wymarzonym miejscem do życia na całym globie…
Paranoja jakaś z tymi cenami…
