Faktycznie, kolekcja filmowa "Vivy!" jak na razie nie zawiodła. Już drugi film, który naprawdę z przyjemnością obejrzałam.
"Królowa" z Oskarową rolą Helen Mirren rozpoczyna się od chwili, w której rodzina królewska i świat dowiadują się o śmierci księżnej Diany. "Królowej ludzkich serc", jak do dziś o niej lubią niektórzy mawiać.
Akcja filmu obejmuje praktycznie jeden tydzień, właśnie od chwili śmierci Diany do dnia jej pogrzebu. Wydawało by się, to niewiele. A jednak ten przedstawiony tydzień przedstawia nam postać angielskiej królowej w innym świetle, niż do tej pory. Czyli, nie tylko w świetle fleszy z nienaganną fryzurą i zawsze poprawnym delikatnym uśmiechem na twarzy (lub nie), a po prostu zwykłą kobietę, czasem złą, czasem znudzoną, czasem w stroju jak najbardziej domowym, czyli w szlafroku bardziej przypominającym dość nieładną podomkę, kiedy ogląda telewizję.
Żonę, matkę, babkę, byłą teściową kogoś, z kim się nie żyło w dobrych stosunkach. Ale właśnie, kobietę. Kobietę, którą targają rozmaite sprzeczności. Z jednej strony ma ona ochotę czasem na kogoś nakrzyczeć czy zakląć a z drugiej strony wtłoczona jest w imadła konwenansów. Elżbieta, która nie wiem, czy wiecie, ale w czasie wojny odbyła służbę wojskową, miała stopień podporucznika, a podobno do dziś dnia jej pasją są auta (gdzieś to wyczytałam) została ukazana w tym filmie w innym świetle, niż się ją na co dzień widzi. Oderwano trochę posągowej maski a ukazano człowieka, którego o dziwo, zaczynamy właśnie rozumieć czy być może lubić.
Myślę, że świetne było zestawienie dwóch postaw i reakcji wobec śmierci księżnej Diany. Reakcji dworu i królowej Elżbiety II i świeżo powołanego na stanowisko premiera Wielkiej Brytanii, Tony’ego Blair’a.
Film pokazuje nam to, co wtedy się działo na dworze. Podczas, kiedy bulwarówki rozpisywały się na temat braku serca u monarchii, która nie chciała początkowo opuścić flagi na znak żałoby po śmierci Diany, królową targa niepokój. Wszak nie rozumie, o co tyle zamieszania. Konwenanse, to konwenanse, flagi nie chce opuścić, bo Diana umierając, nie należy już do rodziny królewskiej. Jak można zmieniać coś, co od wieków robiło się tak a nie inaczej? Mimo wszystko, na sam koniec, co znamy z wydarzeń, które miały miejsce 11 lat temu, ulega naciskom premiera i sugestiom, aby jednak "być z ludem", pokazać mu swoją cieplejszą stronę. Twarz człowieka.
Film ten jest niezwykły z innego jeszcze punktu widzenia. Oto reżyser pokazał nam osoby, które na ogół widujemy nienagannie ubrane i niemal wyreżyserowane do granic, w innym zupełnie ujęciu. Jakby to powiedzieć "od kuchni", od tej drugiej, człowieczej a nie monarchistycznej strony.
Pamiętam naszą wyprawę na Maltę, do "szczęśliwego domu", jak nazywaliśmy palazzo, którego właściciele pozwalają go zwiedzać (ciekawy sposób na podreperowanie rodzinnego budżetu;). Ci arytokraci do dziś dnia przechowują z pietyzmem zaproszenie dla ich rodziny na uroczystość koronacji Elżbiety II i są dumni z tego, że członkowie ich rodziny mogli wtedy brać udział w takiej uroczystości.
Jakby nie było, widzieli koronację jednej z najbardziej rozpoznawalnych i znanych osób współczesnego świata.
Po obejrzeniu tego filmu zupełnie innym okiem patrzę teraz na Elżbietę. Myślę, że nawet jakaś moja część ją polubiła. W końcu, jesteśmy tylko człowiekiem, i jak się okazuje, nawet ta posągowa postać popełnia zwykłe, człowiecze błędy, a to zawsze pokrzepia nas, zwykłych ludzi;)
Film podobał mi się i tym, którzy nie widzieli -polecam.
