„W imię miłości”. Jodi Picoult.

Czyli książka sponsorowana przez hasło "do czego zdolna jest matka w imię miłości do swojego dziecka".
I UWAGA, być może trochę coś zdradzę z akcji, chociaż będę się starać jak najmniej, ale jeśli ktoś chce czytać zupełnie jak "białą kartę", polecam nie zaglądać do recenzji.


Co prawda dzieci nie mam, ale dobrze pamiętam, jak kiedy byłam mała i na przykład chorowałam i źle się czułam, Mama powtarzała mi, że gdyby mogła, to chciałaby wziąć na siebie moją chorobę czy ból…….taka jest miłość matek. Mocna, niezłomna, silna, ale i…nieprzewidywalna dla nikogo.Zresztą, wizytujące mnie matki z pewnością same o tym dobrze wiedzą, więc i nie muszę tego podkreślać. A te, które się nimi staną wkrótce (ukłon w stronę Malej_mi i Kakuni, która to już tuż tuż) , same się będą mogły o tym przekonać.
Ale po tych dywagacjach natury filozoficznej powróćmy do samej książki.

Po raz kolejny podkreślę, za co lubię książki Jodi Picoult. A za to, że kobieta lubi w nich podejmować tematy trudne. Niekoniecznie popularne czy poprawne politycznie. Nie daje tradycyjnych rozwiązań, czy odpowiedzi. Mało tego, tak prowadzi akcję swoich książek, że uświadamia nam jedno. Jakiekolwiek dziwne czy początkowo absurdalne lub może gorszące, wydawało by nam się postępowanie bohatera to z tych, czy innych przyczyn w pewnej chwili zdajemy sobie sprawę, że kto wie, czy dokładnie tak samo moglibyśmy postąpić. Picoult bowiem pokazuje to, co ja sama często twierdzę, w życiu (och, jakie to łatwe i przyjemne by było) nie ma tylko czerni i bieli. Są jeszcze rozmaite czasem najbardziej subtelne odcienie szarości, które to powodują, że początkowe twierdzenie "ja nigdy , ja zawsze" zaczynają brzmieć śmiesznie lub fałszywie w obliczu takich a nie innych wydarzeń czy faktów.
Co drzemie w człowieku jest nie do końca przewidywalne i nie do poznania, dopóki sytuacja mieć miejsca nie będzie, powtarza nam w swoich książkach Picoult i ja się z nią zgadzam. Sama od pewnego czasu wyznaję taką zasadę, że nie twierdzę , jak bym się zachowała w danej sytuacji, bo zwyczajnie nie wiem. Może drzemią we mnie inne siły, instynkty, czy to dobre, czy złe, o których pojęcia zupełnie nie mam i wolałabym się nigdy nie dowiadywać.

No, ale po raz kolejny nieco z tematu zbaczam, a tu o książce miała być mowa.
Nina Frost, zastępca prokuratora zajmuje się w swojej pracy przestępstwami wobec dzieci. Konkretnie, przemocą seksualną. Jej praca nie dość, że nie należy do lekkiej, łatwej i przyjemnej, to w dodatku co i rusz pokazuje Ninie, jak łatwo jest tak poprowadzić postępowanie, że potencjalny sprawca jednych z najbardziej obrzydliwych czynów, uchodzi wolno, a ofiara, czyli bezbronne dziecko, zostaje często na traumą do końca życia, mało tego, nie raz, nie dwa, wraca ponownie na teren działania pedofila, tego sprawcy, który i tak zniszczył jego niewinność i wolność raz na zawsze…..

Nina więc stara się, jak może prowadzić postępowania, aby jak największa ilość sprawców zostało skazanych i osądzonych, mimo to wciąż zdaje sobie sprawę z faktu, jak "marne" są owe kary w stosunku do wagi przestępstwa, jakie owi sprawcy popełniają. Jednak Nina ma przynajmniej nadzieję,że komuś się przydaje i stara się wykonywać swoją pracę jak może najlepiej.

Do czasu. Do czasu, kiedy pewnego dnia jej synek przestaje mówić. A powód jego niemoty okazuje się jak z najbardziej koszmarnego snu pani zastępcy prokuratora. Oto bowiem okazuje się, że jej własny pięcioletni ukochany synek Nathaniel, padł ofiarą molestowania seksualnego.

I w dniu, kiedy Nina i jej mąż dowiadują się o tym pęka ich budowany latami świat i poczucie ulotnego szczęścia, jakie ich rodzinie do tej pory towarzyszyło. Oto stało się coś, czego nie podejrzewali, co nie śniło im się w najgorszych koszmarach. A Nina, z racji zawodu zdaje sobie sprawę jeszcze z czegoś innego. Sam proces może stać się kolejnym koszmarem dla jej ukochanego synka, który i tak doświadczył piekła na ziemi. I to w dodatku ona o niczym pojęcia nie miała!!! Nina wie też jeszcze jedno, przecież tyle lat pracowała przy takich przypadkach. Proces stać się może koszmarem dla dziecka, któremu przyjdzie publicznie opowiadać o najgorszej rzeczy, jaka je dotąd spotkała, a przy odrobinie szczęścia i sprytu obrony, sprawca łatwo się wywinie, natomiast dziecko zostanie z traumą do końca życia i poczuciem, że kiedy walił mu się świat niewinności dzieciństwa, nikt z dorosłych nie był w stanie mu pomóc.

Nina ma więc jedną jasną myśl w głowie. Musi zrobić wszystko, aby nie dopuścić do tego, by Nathaniel przechodził przez kolejne piekło. Już i tak, jako matka, ma wystarczające poczucie winy, że coś jej umknęło,że pracując zawodowo , coś w opiece nad dzieckiem zaniedbała…

Cytat z książki:
"A może zalążek nieprawości drzemie nawet w najszlachetniejszych ludziach (…) i pod wpływem określonych okoliczności kiełkuje i rozkwita. Naturalnie w większości z nas pozostaje uśpiony raz na zawsze. Ale niekiedy trafia na pożywną glebęi wówczas niczym tojeść-rozrasta się tak gwałtownie, że dławi wszelkie racjonalne myśli, zabija zdolność do litości czy współczucia".

Książka mi się bardzo podobała, nie mogłam się od niej oderwać zaciekawiona, jak wszystko się skończy. Mnie się podobała i polecam!