…jest czytana w "Lecie z Radiem" jako lektura. Słucham z sentymentem, jako,że oczywiście w dzieciństwie czytałam. I oczywiście czuję, że tak samo popłaczę się jak bóbr, kiedy dojdą do śmierci Mateusza.
Dzisiaj zastanowiło mnie jednak coś. Doszliśmy do chwili, kiedy wizytująca Marylę pani Małgorzata mówi Ani wprost, jaka to z niej brzydka, bardzo brzydka dziewczynka, nie przejmując się , że rani uczucia małej. Mało tego, pani Małgorzata kompletnie nie uważa, że takiej małej osobie, dziecku po prostu, należy się szacunek. Jak się sobie przypomni, jak ogólnie w książkach z tamtego czasu przedstawiane jest życie dziecka, to zauważyć można, jak się zmieniło przez lata podejście do dziecka, dzieciństwa, do autonomii dziecka, jako odrębnego człowieka zasługującego na szacunek. Kary cielesne wtenczas były na porządku dziennym, zresztą, nie oszukujmy się, bicie dziecka jako karę dalej stosuje niestety! zbyt wielu rodziców…ale ogólne podejście do dzieci jednak się zmieniło. Nie mam tu na myśli przesadne pozwalanie dzieciakom na wszystko, owo źle przez tak wielu rozumiane "bezstresowe wychowanie", ale po prostu o podejście do tych małych, ale przecież ludzi, którzy mają tak samo prawa, jak osoby dorosłe…
Podejrzewam, że wiele dalej takich pań Małgorzat funkcjonuje wśród nas, ale sądzę, że przynajmniej owe Maryle nie mają poczucia , że źle robią zwracając im na tego typu zachowanie uwagę. Maryla bowiem sama nie do końca rozumiała, czemu wtedy stanęła w obronie Ani. Ot, taka refleksja pod wpływem lektury;)
