torbę wybierałam…

…we śnie, oczywiście. To pewnie dlatego, że od dłuższego czasu zaczynam odczuwać potrzebę nabycia nowej. A to jeden z najtrudniejszych wyborów, bowiem, szczerze mówiąc, tak naprawdę rzadko kiedy widzę w sklepie coś, co spełnia moje oczekiwania. Są określone kryteria, które torba musi spełniać. Mieć najlepiej dwie wewnętrzne kieszonki (na klucze, dokumenty itd), odkąd się przyzwyczaiłam do kieszeni zewnętrznych powinna być przynajmniej jedna zewnętrzna (bardzo praktycznie, kiedy chce się sięgnąć na przykład po chusteczkę do nosa i nie otwierać przy innych torby z okazaniem zawartości), powinna mieć dwa ucha, nie za długie, nie za krótkie, i powinna mieć odpowiednią pojemność. No i kolor. Nie każdy mi się podoba. Teraz ganiam z moją pomarańczową, co to ją sobie nabyłam lat temu trzy w Wiedniu, ale trochę się już zniszczyła. I pewnie dalej będę z nią ganiać, bo nic fajnego nie widzę. Bo, to , co bym chciała, to pewnie z cyklu "takie rzeczy, to tylko w Erze":)
Ta ze snu, była, o mamo, z wzorkiem Hello Kitty;) lubię na to popatrzeć, ale torby w tym wieku z tym nadrukiem z pewnością bym nie nabyła.
Ja tu sobie żartuję, ale problem powstał…
A Wy? Co jest Wam trudno dla siebie kupić, bo macie co do tego tak spore wymagania, że zwyczajnie rzadko kiedy są one spełnione?