…do tej notki, to taki będzie sobie tenże tytuł.
Utkwił mi chłop w robocie, zatem spaceru wspólnego nie było. Poszłam więc sama, nieco wcześniej, niż kiedy razem. Zjadłam nawet coś w miejscowej restauracyjce, w ramach obiadu, bo z lenistwa dla mnie samej nie chciałoby mi się nic robić, skoro, jak wyszło, do tej pory obiadu wspólnie byśmy nie zjedli… Nie jest fajnie jeść samemu, oj nie…Poszłam potem obejść lokalne księgarnie, i tak na pierwszy rzut poszedł Empik w Tesco, gdzie nabyłam coś dla P. na Imieniny się zbliżające (nie napiszę, co, bo a nuż przeczyta? wprawdzie sądzę, że nie czyta mojego bloga, ale gdyby, nie chcę psuć niespodzianki), a sobie kupiłam opowiadanka Woody’ego Allena, tak chwalili, że sama się chcę zapoznać.
Potem skierowałam swe kroki w kierunku księgarni "Świata Książki", która to nieopodal nas jest. Nie mam tam karty stałego klienta, bowiem irytuje mnie świadomość tego, że jakieś książki muszę zamówić. Tak obligatoryjnie. Niby, kiedy się tam rozglądam, zawsze coś dla siebie znajdę, ale…nie lubię czuć takiej presji na sobie. Jednak dwie kobiety przede mną wyciągnęły karty członkowskie, czyli jednak to popularne. Tu nabyłam (nawet nie wiedziałam, że już jest coś nowego jednej z moich ulubionych autorek!) "Zabójcze piękno" Joy Fielding (oj, jak się na nią cieszę!), a także, w ciemno, "Pomaluj to na czarno", autorki "Białego Oleandra", Janet Fitch.
Miałam wielką ochotę na najnowszą książkę Montefiore, Judytto, widziałam, że u Ciebie na blogu ktoś o niej wspomniał, ale stwierdziłam, że co za dużo, to niezdrowo, więc kupiłam jeszcze książkę na prezent dla P.;)
Wracałam z poczuciem , że wydaję stanowczo za dużo kasy na książki, ale pocieszył mnie dialog, ktory przeprowadziła koło mnie dziewczyna z chłopakiem. On coś wspomniał o karcie kredytowej, a ona, że owszem, używa i że musi właśnie spłacić. Osiem setek. "Na co ty tyle wydajesz?" spytał się jej z przerażeniem. "Na ciuchy" odpowiedziała z lekkim uśmiechem;) no więc poczułam się rozgrzeszona. Niech każdy wydaje na to, co mu najbliższe;0)
