Niemka opisująca angielską prowincję i jej mentalność. Czy to się da?
Ależ oczywiście! Już w "Domie sióstr", który również polecam, udało się
Link oddać klimat angielskiej posiadłości, a w "Echo winy" żadnych
zgrzytów również nie odczułam.
"Echo winy" to książka o wątku kryminalnym z obyczajowo-psychologicznym tłem.
Oto bowiem poznajemy w tym samym czasie parę osób, najpierw niemieckie
małżeństwo, które ma zamiar podróżować jachcikiem (łódeczką raczej)
dookoła świata, zarabiając dorywczo w portach, jednak okazuje się, że
ich plany biorą w łeb, jako, że ich łódeczka zostaje dosłownie
zmieciona. Poznajemy też Virginię i jej rodzinę,męża-Fryderyka,
kandydującego do Izby Gmin, i córeczkę Kim. To oni zaproponują
rozbitkom gościnę w swoim letnim domu na wyspie Skye, podczas, kiedy
sami powrócą do dziwnego trybu życia, jaki prowadzą na co dzień, a
mianowicie Virginia spędza czas z córką w domu na prowincji gdzieś w
Norfolk, zaś jej mąż prowadzi ożywione politycznie życie w Londynie.
Takie, to właśnie małżeństwo, którego poznanie bliżej zaczyna
sugerować, że nie do końca wszystko w nim "gra". Może jest więcej
niedograń, niż nam się wydaje. Może są jakieś zadawnione wydarzenia z
przeszłości kładące się cieniem na jego kondycji.
Tak, czy inaczej, podczas, kiedy rodzina Virginii powraca do Norfolk, w
najbliższej okolicy zaczynają mieć miejsce zbrodnie. Ktoś zaczyna
porywać małe dziewczynki , które zostają potem znalezione nieżywe, za
to niestety, jak się okazuje, były ofiarami przestępstwa na tle
seksualnym…Mimo, że zbrodniarz zdaje się jakby "polować" na konkretne
ofiary, zdaje się wybierać te dziewczynki, które są otoczone mniejszą
opieką, to jednak na wszystkich w okolicy pada blady strach. Do tej
pory okolica ta przecież była sielska i spokojna, a tu nagle takie
wydarzenia.
Podczas kiedy okoliczne matki trwożą się o swoje córki, Virginia zdaje
się ulegać coraz bardziej urokowi i wpływowi tajemniczego rozbitka,
który dziwnym trafem okoliczności, nagle opuszcza domek na wyspie i
zjawia się za nią w Norfolk.
Każdy ma swojego kościotrupa w szafie, zdaje się nam mówić autorka
książki, która powoli odsłania przed nami pewne wydarzenia z
przeszłości Virginii. Każdy ma za sobą coś, czego się wstydzi, czy
czego żałuje. Niektóre wydarzenia są rozwiązane, jednak część z nich
nie, zostały gdzieś przez nas zasypane w podświadomości, nie chcieliśmy
dać im wyjść na powierzchnię. Jak się okazuje, do czasu. Potem ,
pewnego dnia, jakieś słowo, jakiś impuls, i wszystko się wraca, wraca
ze zdwojoną siłą co powoduje często konsekwencje nie do odwrócenia…
Książka "Echo winy",to kryminał, znakomity, z zaskakującym zakończeniem
(przyznaję się, że autorka mnie osobiście zwiodła, przez pewien czas
jako sprawcę zbrodni typowałam nie tę osobę, która się przestępcą
okazała), ale również z ciekawym psychologicznym tłem i rozmaitymi
ludzkimi słabostkami i grzeszkami opisanymi w niej. Jedno, co mnie
drażniło,i to bardzo, to postać głównej bohaterki, Virginii.
Podejrzewam jednak, że jest to całkiem możliwa do zaistnienia postać.
Dziewczyny, które czytały książkę przede mną "ostrzegały" mnie, że jest
to książka z rodzaju tych, które, kiedy zaczniesz czytać, nie możesz
się od nich oderwać. Trochę nie dowierzałam i mam za swoje;))
przekonałam się na sobie, że właśnie tak jest z tą książką.
Jednym słowem, jeśli chcesz ją przeczytać, a ma ona porządną objętość,
polecam zabrać się za nią w któryś z weekendowych dni, kiedy nikt i nic
gonić cię nie będzie, a ty będziesz się mogła oddać dobrej lekturze.
Cóż mogę dodać, poza tym, że polecam?!
