Myślę,że Chihiro nie będzie miała mi za złe, że wkleję ten film w osobnym wpisie. Ale uważam, że zasługuje on na odrębny wpis.
Polecam, a Chihiro dziękuję za podesłanie linku do niego! Film trwa 16 minut.
http://poznajmysie.bzzz.net/
„Lęk i odraza w Las Vegas”. Hunter S.Thompson.
Od razu uprzedzam, na freakowych książkach się nie znam, raczej to nie moje klimaty, ale przeczytałam ją dzielnie, bo jak tu nie przeczytać, skoro tłumaczył ją jeden z odwiedzających mnie gości? Byłoby co najmniej niegrzeczne;) a na serio, cieszą mnie cudze sukcesy a książką to tak się tłumacz cieszył, że aż chciałam sama zobaczyć, co to za kąsek i jak to się je.
Od razu uprzedzam, co wrażliwsze jednostki w ogóle za tę książkę nie powinny się łapać. Chociaż, jakby nie było, ja się złapałam i mało tego, podobała mi się;)
Od razu uprzedzam jeszcze jedno, ja wiem, że ta książka ma za sobą nieść jakieś większe przesłanie, że to tylko taka przykrywka dla głębszych refleksji, cóż z tego, kiedy dla mnie pozostanie ona przede wszystkim w kategorii "najbardziej zwariowane książki, które czytałaś"…
Oto poznajemy bohaterów książki, dziennikarza Raoula Duke’a i jego adwokata (cytat "jako twój adwokat doradzam ci…" przechodzi do mojego prywatnego języka;) z Samoa, niejakiego doktora Gonzo, jak rozpoczynają swoją wielką podróż do jądra "amerykańskiego snu" (nawiasem mówiąc, scena, kiedy w pewnym barze otrzymują na niego namiar jest rozwalająca, chyba jedna z moich ulubionych, nie ma bowiem nic bardziej śmiesznego, jak nieporozumienie, w którym jedna ze stron jest śmiertelnie poważna a druga stara się nie wypaść z przypadkowo dopasowanej roli).
Duke i Gonzo ruszają więc w podróż do Las Vegas, która to szaleńcza podróż, w której z wszelakich używek, narkotyków i wspomagaczy panowie nie próbują jedynie ludzkiej szyszynki, dzieli się na dwie części. Pierwsza z nich, to próba stworzenia przez nich opisu słynnego wyścigu motocyklowego Mint 400, druga część opowiada o zderzeniu dwóch postaci bohaterów z konferencją antynarkotykową organizowaną w Las Vegas. Nie ma doprawdy bardziej "odpowiednich" gości takowej konferencji, jak ci dwaj nieusatnnie będący na zupełnie innym poziomie świadomości , szaleńcy.
I właściwie można by było faktycznie tę książkę potraktować jako opis "szaleńczej podróży do serca "amerykańskiego snu", jak traktuje podtytuł, gdyby nie fakt, że niesie ona istotnie wiele gdzieś starannie poukrywanych obserwacji Stanów, które właśnie odkryły, że ów "amerykański sen" a raczej jego realizacja, gdziesik im się zagubiła po drodze. Że nie jest być może tak wspaniale, jakby sobie chciano wymarzyć.
Rozczarowanie jest bardzo widoczne. Z drugiej strony, według mnie samej, naiwnością było by oczekiwanie, że którekolwiek państwo na świecie jest w stanie stać się krajem idyllicznym, bez żadnych problemów społecznych. Może rozczarowanie autora, który szukając ucieczki od tego, co widzi w realu, w używkach, potęguje fakt zakłamania polityków, którzy w tym czasie usilnie starali się wmówić społeczeństwu, że jest super, jest dobrze i właściwie problemy są znikome. Jak bardzo jest świetnie i bajkowo ukazała Amerykanom słynna afera Watergate…
Książka jak wspomniałam, jest bardzo specyficzna, ale cieszę się, że po nią sięgnęłam.
I na zakończenie, kilka cudownych cytatów z owej książki:
"Mentalność Vegas jest tak obrzydliwie prymitywna, że najgorsze przestępstwa często przechodzą tu niezauważone".
Po szaleńczej i udanej akcji pędzenia po pasie startowym , aby na czas wsadzić do samolotu doktora Gonzo:
"Na razie mieliśmy szczęście. Żadnych oznak alarmu ani pościgu. Zastanawiałem się, czy przypadkiem w VEgas takie akcje nie są codziennością-szybkie wozy wjeżdżają z piskiem opon na pas startowy, wioząc spóźnionych pasażerów, z których wyskakują Samoańczycy z obłąkanym wzrokiem i tajemniczymi płóciennymi torbami pod pachą, w ostatniej chwili wsiadają do samolotu i odlatują w stronę wschodzącego słońca.
Pewnie tak, pomyślałem. Na pewno to nic niezwykłego w tym mieście…".
I gorzka prawda, jakaż współczesna a propos dzisiejszych mediów wszelkiej maści:
"Dziennikarstwo to nie zawód ani branża. To tylko mizerna szansa na zaistnienie dla popaprańców i odmieńców -fałszywe drzwi na zaplecze prawdziwego życia, obrzydliwa, zaszczana nora zabita dechami przez inspektorów budowlanych, ale dość głęboka, by każdy pijaczek mógł się stoczyć do niej z chodnika, żeby tam walić gruchę jak małpa w zoo".
Nie polecam każdemu, domyślam się, że nie wszystkim ta książka się spodoba. Mnie się podobała, ale mówię, niech każdy przekona się sam, jak odbierze tę książkę. Być może niektórzy podczas jej lektury odczują jedynie tytułowy "lęk i odrazę"…
a gdybyś musiał/ła…
…z chwili na chwilę zostawić to, co masz najdroższego, swój dom, swoje miejsce na ziemi, swój cały dobytek (nawet nie wiadomo, jak skromny), swój kraj i udać się na tułaczkę i poniewierkę? Gdzieś, gdzie wiadomo, że nigdy nie będziesz "swój", gdzie zawsze będziesz obcy, gdzie nie zawsze trafiasz bo tam chcesz, ale tylko tam chcą ciebie przyjąć? Gdzie musisz a nie chcesz, a to wielka różnica?
Tak, dzisiaj obchodzimy Międzynarodowy Dzień Uchodźcy. Współczesny świat zna ich wielu, coraz większą ilość…
I w takim dniu, jak ten przychodzą do głowy może truizmy, ale jakby nie było, nikt z nas nie jest zagrożony we własnym domu, nie musi kłaść się spać z obawą, że nie doczeka rana. Nikt z nas nie jest prześladowany z tego, czy innego powodu i na tułaczkę nie jest skazany…doceńmy to.
