Edith Piaf, 1.
…pozostając w klimacie po filmie Edith Piaf, wklejam Wam jej jedną z piękniejszych piosenek, Hymne a l’Amour.
„Niczego nie żałuję-Edith Piaf”. Reż. Olivier Dahan.
Coś mi się wydaje, że film , kiedy wszedł w zeszłym roku na ekrany nie miał jakichś super recenzji? A może z innym go mylę. Dość, że ja i tak recenzjami się nie kieruję a tym, czy mnie dany obraz zainteresuje, czy nie. Ten film nabyłam mojej Mamie na Święta, jako, że ona uwielbia Edith Piaf i wreszcie sama postanowiłam się z nim zmierzyć. Piszę "wreszcie", jako, że czułam, wiedziałam, przeczuwałam, że nie będzie to optymistyczny obraz. I niestety, miałam poniekąd rację. Jako, że generalnie można stwierdzić, że życie Edith Piaf, to była taka nieco straszniejsza bajka, ale zdecydowanie bez happy endu…Oto porzucona praktycznie przez matkę dziewczynka, która najpierw wychowywana przez babcię burdel-mamę a potem ojca cyrkowca, zostaje dnia pewnego odkryta przez znawcę muzyki i wprowadzona poniekąd w wielki świat.
Tylko, czy to się udaje?
Powiem, a raczej napiszę tak, film mi się baaaardzo podobał. Mimo, że wiedziałam, że biografia Edith nie będzie super optymistyczna…W rolę Edith wcieliła się wspaniała w tym filmie Marion Cottilard. Rewelacyjna i Oskar dla niej zasłużonym mi się wydał w pełni.
Podobało mi się to, że autorzy filmu nie starali się na siłę "wybielić" życia piosenkarki. Kiedy trzeba , pokazali, że w swoim życiu miała wiele nieciekawych momentów. Popełniała wiele błędów. Ale to przecież, jak każdy człowiek. Dlatego wydaje mi się, że Edith w tym filmie jest bardzo prawdziwa, taka ludzka. Gra Cotillard rewelacyjna, co już napisałam, odnosiłam wrażenie, jakbyśmy nie aktorkę odgrywającą rolę na ekranie oglądali a nagle jakimś niesamowitym zbiegiem okoliczności, przenieśli się w przeszłość i mogli śledzić losy samej Piaf……….
I mimo, że pod koniec łzy kapały mi z oczu, to zdecydowanie jestem zadowolona, że ten film obejrzałam. Jej postać będzie od tej pory dla mnie jeszcze bardziej "znajoma".
Podobno, tak mawiają mądrzy ludzie, człowiek nie umiera wraz z odejściem z tego świata. Podobno umiera dopiero wtedy, kiedy umiera pamięć o nim…….Edith Piaf żyje więc wciąż, w swoich wciąż sprzedawanych na płytach piosenkach, we wspomnieniach tych, którzy ją znali.
Na cmentarzu Pere Lachaise, gdzie znajduje się jej grób, o tym, że Edith żyje świadczy najlepiej fakt, że na grobie owym wciąż są kwiaty , świeże, prawdziwe kwiaty……
Zresztą, sami sprawdźcie…wklejam Wam zdjęcie jej grobu.
Na mnie owa biografia zrobiła wielkie wrażenie, podobała mi się i polecam ją nie tylko tym, którzy piosenek Edith Piaf słuchają na codzień……..

