Laleczki Kokeshi.

Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że je kolekcjonuję. Podczas wyjazdu do Paryża nabyłam aż dwie sztuki! Jedną w Muzeum Sztuki Azjatyckiej, a drugą w super sklepiku,który odkryłam niedaleko naszego hotelu, czyli w tym:
http://www.magna-carta.fr/

Ostatnio Regina w emailu spytała się o te laleczki i stwierdziłam, że wkleję zdjęcie mojej kolekcji.
Nowe sztuki, to pierwsza z lewej i ta w białym kimonie.

rotacja sąsiedzka…

…tak się składa, że jak się wprowadzaliśmy do nowego mieszkania, to byliśmy jedyni na piętrze, a i chyba dwie rodziny jedynie mieszkały wtedy na klatce schodowej. My stare mieszkanie chcieliśmy opuścić jak najszybciej, zresztą, problem mieszkania w samotności dla nas był żaden. Z czasem zaczęło się zaludniać. Najpierw poznaliśmy sąsiadkę obok,z którą wymieniliśmy się numerami telefonów i raz się to zdecydowanie przydało, kiedy okazało się, że jej ekipa remontowa zostawiła jej drzwi otwarte, a w środku już stały wanna, kibelek, umywalka itd. Wprost marzenie, coby wynieść. Drugich "stałych", sąsiadów poznaliśmy w sposób, który u mnie rzutował potem na stosunek do nich, a mianowicie siedzieliśmy kiedyś czekając na wizytę Teściów, kiedy do drzwi zabrzmiał dzwonek i okazało się, że to właśnie sąsiedzi z góry, przyprowadzeni przez kobietę z boku, bo "państwo mają tak ładnie zrobione mieszkanie i czy możemy obejrzeć"…Mogli. Babka zlustrowała podłogi i zdjęła buty (co mnie zawsze wkurza, bo czego nie cierpię, to jak ludzie gościom każą zdejmować buty), usiłowałam ją powstrzymać, ale się nie dała. Nie wyjaśniłam jej więc , że mieszkanie świeci się jak psu przysłowiowe klejnoty z racji wizytacji Teściów;) niech myśli, że tak mam na codzień, a co tam!;) Mieszkanie oblecieli, pewne rozwiązania im się spodobały, a na moje pytanie (bo zdążyłam się zorientować, że mają też takie, jak nasze, tylko wyżej, ale nie nad nami), czy mieszkają na trzecim piętrze usłyszałam wówczas bardzo zaskakującą jak na takie pytanie odpowiedź, która, nie przeczę, właśnie wtedy mnie do nich zraziła , a mianowicie , kobieta, zamiast potwierdzić, po prostu powiedziała "Ale my szukamy znajomych z dziećmi, żeby nasze się mogły z kim bawić"…Nie przeczę, że trafiła wtedy w naprawdę kiepski moment z takimi stwierdzeniami, zresztą, do dziś dnia twierdzę, że była to taka odpowiedź ni przypiął, ni przyłatał, dość, że zniechęciłam się do nich na dłuższy czas wtedy. Zdążyłam tylko pani grzecznie wyjaśnić, że "No, tu to takich towarzyszy nie znajdą" i tyle.
W tak zwanym międzyczasie nastąpiły rotacje. Sąsiadka obok zdążyła wyjść za mąż za obcokrajowca i obecnie urodziwszy mu bliźnięta płci przeciwnej zamieszkuje jego kraj, a do mieszkania trafia jedynie w okresie wakacyjnym. Sąsiedzi z góry, ci od poszukiwania towarzyszy zabaw dla własnych pociech zdążyli postarać się o trzecią córkę, i właśnie w maju opuścili mieszkanie nabywając sobie dom. Jako, że odnoszę wrażenia, że celują w syna, kto wie, czy większy metraż naprawdę im się nie przyda. W międzyczasie zdążyli jeszcze nas nawiedzić z zapytaniem o namiary na naszego architekta wnętrz i stolarzy od mebli, których im jednak nie podaliśmy, jako, że zapomnieliśmy kompletnie, jak się facet nazywał. Nie zraziwszy się tym jednak najwyraźniej podali na nas namiary kolejnej osobie, bowiem wczoraj mieliśmy (złe określenie) okazję poznać nową sąsiadkę, jaka zamieszkuje teraz ich mieszkanie. Sąsiadka zamężona i zadzieciona, z tym, że dziecię sporo już podrośnięte, wiem, bo widzieliśmy, ich natomiast do tej pory nie, ale to logiczne, bowiem musieli się przenieść, jak nas nie było.
Niestety, jak napisałam, trudno mi coś stwierdzić, bowiem w momencie, kiedy pani się zjawiła, brałam właśnie relaksujący prysznic, a moja Druga Połowa właśnie się pod takowy wybierała. Sąsiedzi najwyraźniej stwierdzili, że może my ze złośliwości nie chcieliśmy im namiarów podać, bowiem kobieta po przedstawieniu się P. spytała o namiary na stolarzy. P. rozwiał jej nadzieje, mówiąc, że po pierwsze, współpracowali oni z tym naszym architektem, którego dane zapadły w mroki niepamięci, a po drugie, byli spod Białegostoku. Po trzecie zaś, dodał, odwalili niezłą fuszerę i ponownie z pewnością nie skorzystalibyśmy z ich usług, nawet mimo tego, że cena porównywalna do w-wskich była iście korzystna. Dał kobiecie namiar na lokalną stolarnię.
Ot, mamy więc nowych sąsiadów, którzy wydają się być raczej OK, więc przynajmniej to dobre, jak się ma takie, jak my towarzystwo niefajne nad sobą.

Wpis właściwie o niczym, ale czasem trzeba z siebie wywalić takie tam rozmaitości;)

Muzeum Sztuki Azjatyckiej Guimet.

To drugie "obowiązkowe" jak dla mnie muzeum, które po prostu trzeba zobaczyć, szczególnie, kiedy ktoś interesuje się sztuką z tamtych stron. Poza tym , mają rewelacyjne zbiory i naprawdę stare! U nas nie do pomyślenia. No, ale też nasze galerie sztuki azjatyckiej nie mają takiej kasy i takich sponsorów, jak owo muzeum (czytałam listę sponosrów, są tam wielkie firmy, także domy projektantów).

Narodowe Muzeum Sztuki Średniowiecznej…

…w Paryżu , zwane inaczej Muzeum Cluny (mieszczące się częściowo na terenie rzymskich term) mieści w sobie prawdziwe skarby. Jednym z nich jest cykl tapiserii, pochodzących z 15 wieku. Miłośnicy książek wiedzą już o czym mówię, tak, to te tapiserie, które w swojej książce "Dama z jednorożcem" opisała Tracy Chevalier. Pisałam o niej nawet tu:
http://chiara76.blox.pl/2006/11/Dama-z-Jednorozcem-Tracy-Chevalier.html
Wracając do dzieła sztuki, ow cykl tapiserii przedstawia świat zmysłów, a mamy na nim damę, której towarzyszy jednorożec i lew.
Od razu uprzedzam, zdjęcia robiłam całkowicie "legalnie", tam wszędzie można robić fotki, tylko bez flesza, a owe tapiserie są w półcieniu, więc i jakość taka sobie, ale coś niecoś ze wspaniałości owego dzieła możecie sobie wyobrazić.
Samo muzeum dla mnie jest punktem obowiązkowym, ale ja uwielbiam średniowieczną sztukę.