„Bomnon, El Perro”. Reż. Carlos Sorin.

To jeden z ładniejszych filmów, jakie ostatnio widziałam ( i znowu potwierdza się moje zdanie, że do serii "Plus dla koneserów" faktycznie trafiają perełki! takie kino, jak lubię, raczej pozaamerykańskie, pewnie mało popularne, bo bez burzliwej akcji, spokojne, ciche, takie jak pewnie ktoś by nazwał nawet czasem "nudnawe"…a dla mnie akurat).
Czytałam o tym filmie na blogu Malej_mi, i ona zachęciła mnie swoją recenzją do sięgnięcia po niego. Mala_mi, dziękuję!

"Bombon, El Perro" to ładny, spokojny film, taki ciepły kawałek kina, który opowiada o około 50 letnim mechaniku samochodowym, Juanie "Coco" Villegasie, który z dnia na dzień traci pracę na stanowisku mechanika samochodowego, kiedy stacja benzynowa, na której przepracował kawał życia, gdzieś na bezdrożach Patagonii, zostaje sprzedana.
I tak oto staje się on bezrobotnym człowiekiem mieszkającym kątem u zmęczonej rodziną córki.
Mężczyzna stara się jakoś zarobić parę groszy, zaczyna wyrabiać noże, a raczej rękojeści do nich, jednak , co tu dużo kryć, podczas kryzysu w Argentynie ,mało kto ma ochotę na wydawanie pieniędzy na ozdobne aczkolwiek naprawdę ładne, noże.
Jednak pewnego dnia zdarzy się coś, co na zawsze odmieni życie bohatera. Oto pomaga on na drodze młodej dziewczynie, której popsuło się auto a która w ramach podzięki zaprasza go do domu, w którym jej matka obdarowywuje go niezwykłym, przyznajcie, prezentem, jakim jest ni mniej ni więcej a piękny Dog Argentyński , o proszę taki
http://pl.wikipedia.org/wiki/Dog_argenty%C5%84ski

Obdarowany owym niezwykłym prezentem Juan nie bardzo wie, co z tym fantem zrobić, jednak niezwykłym zbiegiem okoliczności napotyka on na ludzi, którzy zajmują się wystawianiem tych psów na psich wystawach. I tak oto "Coco" i jego nowy przyjaciel zaczną swego rodzaju karierę, bowiem pies faktycznie okaże się pięknym okazem, który zdobywać zacznie uznanie i nagrody. Życie "Coco" zacznie toczyć się innym torem, zmieni się. Jednak chyba najbardziej, co okaże się na końcu, zmieni się nie ze względu na wygrane a na fakt, że pomiędzy nimi dwoma wywiąże się więź przyjaźni. Oto już Juan nie czuje się samotny a i pies zdaje się być szczęśliwym mając nowego pana, który poświęca mu uwagę.

To takie kino niespieszne, z mało wartką akcją, ale jest to kino zagrane rewelacyjnie.  Rola Coco, w postać którego wcielił się Juan Villegas zagrana rewelacyjnie, prawdziwie, bez cienia zakłamania, nieszczerości, no, super jednym słowem.
Muszę również pochwalić psiaka, który również wywiązał się ze swojej roli super;))
Napiszę tak, mnie to kino urzekło, i wiem, że osobom, które mają gust filmowy zbliżony do mojego, też się z pewnością spodoba.
Polecam!