…przyniosły wczoraj informację, która wydaje się niemal, jak wymysł chorego pisarza, któremu umysł plata figle i który popełnia thriller zdający się nie móc zrealizować w rzeczywistości. Niestety, tak nie jest. Sytuacja miała miejsce naprawdę, a mówię tu o tym, co działo się w Austrii , przez 24 lata.
Wklejam dwa linki z gazety na ten temat:
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,5163644.html
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,5162769.html
Sama informacja jest wprost przerażająca. Oto w mieszczańskim domu żyje sobie ojciec zboczeniec i sadysta, który własnej córce gotuje ni mniej ni więcej, ale piekło na ziemi, przetrzymując ją w więzieniu stworzonym przez niego samego w domowej piwnicy. Ten ojciec, czy tak można nazwać kogoś, kto tak traktuje własne dziecko? przez 24 lata przetrzymuje ją siłą w owym zamknięciu, wykorzystując seksualnie i siłą rzeczy stając się ojcem i dziadkiem dla kolejnych dzieci. Sami przyznajcie, że kiedy się to pisze, zdaje się to brzmieć niewiarygodnie. A mimo to jest to prawdą. Rzecz nie dzieje się w wymyślonym przez pisarza miejscu a w mieścinie Austrii. Tej samej, w której przypominam niedawno miało miejsce spektakularne uwolnienie się więzionej przez oprawcę Nataschy Kampusch.
Nie wiem, czy to prawda co usłyszałam w TV (ale czemu by nie? w chorym umyśle rodzi się tyle zła),ale podobno jedynie ojciec zboczeniec znał kod elektroniczny pozwalajacy otworzyć drzwi do więzienia swojej córki i jego nowych dzieci. Wyobraźmy więc sobie sytuację, kiedy faceta trafia przysłowiowy szlag, dostaje zawału, albo zostaje potrącony na ulicy przez samochód i ginie na miejscu. Ginie, zabiera ze sobą kod dostępu a jego ofiary nigdy nie wydostają się na zewnątrz, umierając śmiercią głodową.
Chyba, żeby mamusia się zlitowała i uwolniła towarzystwo. Ale być może nie znała szyfru…
Rozbraja mnie szczerze mówiąc, twierdzenie żony owego faceta, jakoby nie wiedziała ona nic o tym, co się dzieje pod dachem jej domu. Tiaaa…już wierzę, że mieszkała w domu, w którym nigdy ale to przenigdy nie zeszła do piwnicy. Acha, na pewno!……..
W całej tej sprawie jak również w sprawie nasuwającej się od razu na myśl, porwania Nataschy Kampusch przeraża mnie jedno. Nie, dwie sprawy, dwa aspekty. Po pierwsze, nieudolność austriackiej policji. Po drugie (napiszę teraz, bo zapomnę) obojętność ludzi.
Najpierw o policji. Jak możliwe jest, że w obu przypadkach nikomu z prowadzących śledztwo nie wydało się nic podejrzanego w zachowaniu przesłuchiwanych? Przecież zgłaszający zaginięcie córki ojciec powinien zostać przesłuchany. Jest w pierwszym rzędzie podejrzanych. Niestety, brzmi to brutalnie, ale tak jest, że w przypadku zaginięcia bada się okoliczności i motywy osób najbliższych.
Po drugie, czy policja austriacka wszystkim tak wierzy na słowo? czy nie zainteresowała się chociażby domem, w którym mieszkała osoba, która zaginęła? Być może ktoś tam nie dopilnował obowiązków, ale jakoś cieniem się to kładzie na mojej opinii o policji austriackiej…
Druga sprawa, o której pisałam. Obojętność ludzi. Dawno, dawno temu, pamiętam, jak dziś , znajoma mojej przyjaciółki, która w Wiedniu spędziła kilka lat, powiedziałą mi tak "W Wiedniu możesz wejść do wagonika metra goła, a nikt, absolutnie nikt się tym nie przejmie, nie zwróci na to uwagi"……coś w tym jest. Nie chcę stawiać tezy, że w Austrii jest jakoś specjalnie inaczej niż gdzieś indziej. Ja sądzę, że po prostu zwiększyła się znieczulica ogólnie, zwiększyła się obojętność ludzi wobec siebie nawzajem. Wszyscy coraz bardziej zajęci są sobą, niz drugim człowiekiem…z osób, które zdają się obserwować innych, niezależnie od motywów, czasem się wyśmiwamy, a kto wie, czy czujny sąsiad, czy sąsiadka, nie byłaby w stanie dostrzec czegoś, czego zabiegani inni nie widzieliby…..nie wiem…
Wiem wiem, świat zawsze był dziwny, zło istnieje w nim od początku, anomalie i okrutność również, ale po prostu tego typu informacje słyszane w TV czy czytane przeze mnie w gazecie wydają mi się aż niemożliwe…potworność…
UPDATE:
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,5166746.html
tatuńcio dostanie najwyżej 15 latek, bo tyle przewiduje austriackie prawo. Może to dobry czas dla austriackich władz ustawodawczych aby oprócz okrzyków oburzenia, które zapewne wydają z siebie, postanowić coś konkretniejszego w sprawie zmiany owego kuriozalnego prawa?
A w ogóle, to tu się też coś niecoś wyjaśnia, a mianowicie,na ślad w piwnicy trafiono dzięki kartce podrzuconej przez ową więzioną. Tak więc nie jest tak, że nic kompletnie nie robiła w sprawie uwolnienia siebie i dzieci.
nie chcąc…

…się powtarzać z kwitnącymi magnoliami (kwitną jak oszalałe, pachną
jeszcze bardziej i wyglądają bajecznie), tym razem dokumentacja wyprawy
do Ogrodu Botanicznego pod postacią szafirków w kontraście z tulipanem.
