„Wszystko o mojej matce”. Reż. Pedro Almodovar.

UWAGA! Wpis zawiera (nie, nie orzeszki:), ale opis tego, co się dzieje w filmie. Jeśli więc chcesz obejrzeć go na zasadzie "białej karty", nie czytaj dalej…lub czytaj, ale -na własną odpowiedzialność…

W moim osobistym przeglądzie kina Pedro Almodovara, jaki sobie od pewnego czasu uskuteczniam, przyszedł czas na przypomnienie sobie "Wszystko o mojej matce". Ten film przy ponownym przeze mnie obejrzeniu zyskał zdecydowanie. Już za pierwszym razem podobał mi się, ale teraz odebrałam go jeszcze lepiej. W przeciwieństwie do "Porozmawiaj z nią", które ponownie obejrzane, owszem, podobało się, ale nie tak, jak za pierwszym razem. Ciekawe, widać zwracam teraz uwagę na inne aspekty ujęte w filmach Almodovara. Tym razem chyba , po "Volver" tak mam, na współpracę kobiet, ich siłę i wzajemną sobie pomoc w sytuacjach skrajnych…

W tym filmie mamy sportretowanych kilka kobiet, w tym parę matek. I tak, główną bohaterką jest pielęgniarka, Manuela, matka sama wychowująca siedemnastoletniego syna, Estebana. Manuela, to ważne, pracuje w szpitalu również przy programie rozpowszechniającym i promującym oddawanie narządów po śmierci do przeszczepów. To już, nawiasem mówiąc, drugi raz, kiedy w filmie Almodovara pojawia się motyw propagowania przeszczepów, czyżby Hiszpanie mieli jakąś kampanię społeczną mającą na celu zasygnalizowanie, jak ważne jest oddawanie narządów do przeszczepu?

Wracając jednak do filmu, Manuela przeżyje największą z możliwych dla niej dotąd tragedii. Mianowicie, w dniu siedemnastych urodzin Estebana, ona i syn wybierają się na przedstawienie "Tramwaju zwanego porządniem", w którym to zresztą, jak Manuela wyzna synowi, dwadzieścia lat temu sama grała w teatrze amatorskim i również tam poznała ojca Estebana, o którym syn praktycznie nic nie wie, poza tym, że ojciec zmarł przed jego narodzinami. Esteban życzy sobie jako prezent urodzinowy dowiedzenie się prawdy o swoim ojcu, nawet jeśli owa prawda niełatwa by była. Niestety, nie dojdzie do katharsis Manueli i Estebana, bowiem tego samego wieczoru, kiedy syn Manueli chce uzyskać autograf od ulubionej aktorki, goni jej taksówkę i wpada pod inny samochód, ginąc na miejscu na oczach zrozpaczonej matki…..
Matki, która godząc się na to, by stał się dawcą organów po śmierci, nielegalnie zdobywa akta biorcy i wystaje pod szpitalem tylko po to aby dowiedzieć się, w czyjej teraz piersi bić będzie serce jej ukochanego syna.

Manuela nie może poradzić sobie z tragedią i wyrusza w swego rodzaju oczyszczającą podróż tam, skąd przed siedemnastoma laty uciekała nosząc pod sercem nowe życie. Wraca z Madrytu do Barcelony. To tam jak się okazuje, toczyło się dość barwne życie Manueli, tam w końcu doszło do rozpadu jej związku z ojcem Estebana, Estebanem również, który, czego dowiadujemy się dość szybko, jest teraz transwestytą, prostytuującym się…To Estebana a raczej Loli, pod imieniem którym teraz występuje były mąż Manueli poszukuje kobieta, aby powiedzieć mu o tym, czego on nie wie, a mianowicie, iż mieli oni coś wspólnego , dziecko, syna, który zginął.

Manuela podczas powrotu odnowi stare znajomości, jak chociażby ze swoją znajomą, transwestytą, Agrado, ale pozna nowe osoby, jak siostra Rosa, nietypowa zakonnica będąca w ciąży, z kimś, z kim raczej nie powinna, a także zupełnie dla niej niespodziewanie jej losy splotą się z losami aktorki, która to nie dała autografu Estebanowi…….

Znowu, jak to u Almodovara, barwna galeria zwykłych, niezwykłych kobiet, czyli coś, co u niego lubię. Bo i Manuela, cierpiąca wciąż po stracie ukochanego syna, ale i Rosa, młodziutkie dziewczę, które nawet nie zdążyło poznać dobrze świata, które za to nosi w sobie owoc przedziwnego spotkania. Matka Rosy, która jak sama wyzna Manueli, gdzieś w relacjach z córką popełniła błąd, jednak nie wie dokładnie, w którym momencie ich życia. Mamy tu i niezwykłą aktorkę, Humę i jej uzależnioną od kokainy partnerkę i humorzastą aktorkę, która boi się, że ktoś będzie chciał odebrać jej rolę. Jest też sama Agrado, postać kolorowa i na pewno nie można powiedzieć, że zwykła czy nudna.

Wszystkie te kobiety w ten czy inny sposób związane są z główną bohaterką, Manuelą, co tylko powoduje, że ich losy stają się bardziej interesujące…

W filmie są nazwałabym, połowiczne happy endy. Bo Manuela w rezultacie stanie się matką po raz drugi, ale w jakiś sposób jej szczęście zostanie okupione śmiercią młodziutkiej Rosy granej przez Penelope Cruz. Manuela odnajdzie też ojca swego syna, Lolę,  aby dowiedzieć się, że praktycznie zaraz znowu odejdzie on z jej życia, tym razem definitywnie.

Jednak Manuela odnajdzie spokój i jej życie znowu będzie rozświetlało spojrzenie oczu Estebana. Już nie jej pierwszego syna. Jednak ten trzeci Esteban w jej życiu, pozostanie z nią zapewne najdłużej……..

Ogromnie mi się ten film podobał, co zapewne wywnioskować można na podstawie długości notki……
Ci, którzy oglądali mają zapewne swoje zdanie na temat filmu, ci, którzy nie, pewnie po obejrzeniu będą mieć własne. Być może zwrócą uwagę na coś, na co ja nie zwróciłam, co mi umknęło.

Mnie się podobał i polecam.