„Czym sobie na to wszystko zasłużyłam?”. Reż. Pedro Almodovar.

Almodovar staje się z filmu na film (zrobiłam sobie taki osobisty przegląd paru jego filmów w ostatnim czasie) jednym z moich ulubionych reżyserów.
Film "Czym sobie na to wszystko zasłużyłam" zdecydowanie to wrażenie utwierdza.
Wspaniale grająca rolę Glorii- Carmen Maura, która, jak wyczytałam w monografii twórczości Almodovara skreślonej piórem Ewy Mazierskiej, pod koniec grania sama wpadła w stany depresyjne , tak utożsamiła się z graną przez siebie postacią, stworzyła tu jedną z najbardziej przekonujących kinowych bohaterek. Jest tak prawdziwa, że aż do bólu i tak przekonująca, że ma się wrażenie, że zaraz wyjdzie z ekranu i stanie koło nas, a raczej zmęczonym ruchem siądzie na krześle obok i ukryje twarz w dłoniach z ciężkim westchnieniem…
Życie głównej bohaterki, Glorii nie jest lekkie. Pieniądze, to coś, co rzadko widuje dłużej, niż na chwilę, kiedy trzeba pospłacać długi i rachunki. Zarabia na życie sprzątając, jej mąż jest taksówkarzem. Jeden z nieletnich synów handluje narkotykami a drugi bywa z konkretnymi wizytami u starszych panów. W dodatku w niewielkim mieszkanku mieszka wzięta ze wsi rodzinnej teściowa, która nie darzy Glorii najcieplejszymi uczuciami, z wzajemnością zresztą. Grająca babcię, czyli teściową Chus Lampreave też jest rewelacyjna nawiasem mówiąc.
Życie Glorii polega na pracy, po pracy staniu przy garach w ciasnawej kuchence w ciasnawym mieszkanku w biednej dzielnicy, w której za oknami domów przechodzi ruchliwa autostrada. Czasemi na pogawędce z sąsiadkami z bloku, które też stanowią ciekawą galerię postaci drugoplanowych, prostytutka Cristal czy apodyktyczna i okrutnawa dla swojej mającej nadludzką moc córki inna sąsiadka. Czasem Gloria zostaje przeleciana w biegu przez spieszącego się na wieczorne kursy nie pomagającego jej specjalnie i nie chcącego dawać zarobionych pieniędzy męża taksówkarza. Synowie także są dość daleko od niej, jeden wyraźnie trzyma sztamę z babcią, drugi mało bywa w domu.
Dni Glorii są jak ze sztancy, z kiepskiej sztancy w dodatku, w której nie ma mowy o złocie a jeśli o czymś błyszczącym, to o tombaku raczej.
Carmen Maura , jak wspomniałam gra autentycznie i przekonująco. Nie ma w niej ani grama przesady, sztuczności. Jest biedną, niewykształconą kobietą, która zmaga się z codziennością doskonale zdając sobie sprawę z tego, że tak naprawdę nikt jej nie wspiera i nie kibicuje…
A jednak na końcu filmu zajaśni dla niej jasny promyczek…

Film bardzo mi się podobał i tym, którzy go nie widzieli, polecam.

poczta…

…poczta nie przestaje mnie zaskakiwać. Od dwóch tygodni czekałam na przesyłkę od angielskiej znajomej. Wiedziałam, że powinna nadejść, tymczasem awizo w skrzynce nie było i nie było. Wczoraj się pojawiło. Z ciekawą datą. Nie, nie 2 kwietnia, jak powinna, a …26 marca. I tak oto cofnęliśmy się w czasie. Nie omieszkaliśmy się spytać pani na poczcie, dlaczego antydatują przesyłki, to poinformowała nas, że listonosz wystawił to jako powtórne awizowanie. Co? ja się pytam, jakie powtórne, skoro pierwszego nigdy nie było? No, ale ona nie wiedziała, dlaczego listonosz tak zrobił. Oj, jak ja narzekam, że ten nasz "stary" (stażem, nie wiekiem) odszedł i przyszedł rok temu nowy listonosz. Tamten stary, to i polecone nosił do domu i przy nim najmniej kłopotów jakichkolwiek było. Teraz ktoś inny cieszy się z dobrej jego pracy. Awizo jednak okazało się nie na to, na co czekałam, a na list z dalekiego kraju z życzeniami Świątecznymi. Podpytałam o drugą przesyłkę , tę od angielskiej znajomej, i ona właśnie była, więc od razu odebraliśmy. Też, wyobraźcie sobie jako powtórne awizowanie. Mało mnie przy tym okienku nie rozniosło, ale na babkę co się mam wściekać, jak ona tam najmniej winna a wszyscy pewnie na niej frustracje na listonosza wyładowują?
Paranoja z tą pocztą polską, a jeszcze, jak Finetka ostatnio napisała, podobno od 21 kwietnia mają zamiar strajkować?