zaczęłam książkę, którą…

…przysłała mi wraz z ładną pocztówką z miasta P. Padma. Jest to "Wspomnienia przychodzą z deszczem" Mary Lawson. Już wypisałam sobie kilka cytatów. Po lekturze na pewno się nimi z Wami podzielę. Zaczyna się naprawdę interesująco i czuję, że ta książka mnie wciągnie.

Za to dziś, akurat tak się złożyło, że przy tym święcie sympatycznym, otrzymałam przemiłą przesyłkę od Malej_mi. Jak Wiecie, albo i nie, nasza dzielna Mala_mi przeżyła swoje "wielkie peruwiańskie wesele" i podróż poślubną w przeuroczych zakątkach Peru. I ja właśnie otrzymałam od niej fajny magnez na lodówkę a także coś, o co poprosiłam (ale po pytaniu samej zainteresowanej, co bym chciała z Peru otrzymać). Ponieważ poprosiłam o amulet, przedmiot przynoszący szczęście, Mala_mi przysłała mi "łapacza snów". Hehe, sądząc po tym, że pilnie wywiązała się z szukania tegoż i wypytywała zarówno Męża, jak i sprzedawców, wygląda na to, że już na drugiej półkuli wiedzą, że mam kłopoty ze snem;) a raczej snami…
Zaraz (bo na razie chcę się nim nacieszyć) umieszczę go w rogu okna, tak, jak Mala_mi na kartce z Limy mi przykazała. Może pomoże. Howgh;)

„Brudnopis”, Siergiej Łukjanienko.

Czyli jak się Chiara pomyliła;))
NA Forum Kryminały i Sensacje ktoś wkleił ostatnio dwa link z rosyjskimi książkami. Po przeczytaniu zdawało mi się, że może będzie to kryminał i kiedy w księgarni zobaczyłam na półce, niewiele myśląc sięgnęłam po książkę…I tak oto zaczyna się faktycznie, jak w kryminale, albowiem młody pracujący w firmie informatycznej Kirył Maksymow razu pewnego wraca z pracy do domu i orientuje się, że w jego mieszkaniu mieszka ktoś zupełnie inny. Jego mieszkanie też jakby nie jego. Podczas ośmiu godzin pracy został bowiem przeprowadzony praktycznie niemożliwy do wykonania w tak krótkim czasie remont. I oto Kirył staje w progu swego własnego mieszkania patrząc na nie zupełnie innymi oczami. W owej kawalerce zaś znajduje obcą dziewczynę, utrzymującą, że mieszka tam ona od dobrych trzech lat, a jego pies go nie poznaje i zaczyna na niego warczeć. To tylko początek niepoznawania Kiryła. Bohater bowiem orientuje się, że coraz mniej osób w ogóle go kojarzy, włącznie z przełożonymi w pracy i jego własnymi rodzicami. Jego dane osobowe znikają i zostaje właściwie tylko jego samego pewność, że kiedyś ktoś taki, jak on sam istniał. Zostaje też jeden przyjaciel, który też miewa "czasową" niepamięć na temat istnienia Kiryła.
Od tej pory jednak kończy się element kryminału a zaczyna fantasy. Jak Wiecie, niby nie jestem fanką tegoż gatunku. Jednak kiedy ostatnio zaczęłam się zastanawiać, wyszło mi, że parę książek z tego gatunku czytałam. Ot, chociażby cykl o Harrym.
Tak więc nie zraziła mnie ta pomyłka i czytałam dalej książkę, która okazała się przyzwoitym kawałkiem fantasy właśnie (uff, bez żadnych tam zakochanych w wojownikach dobych wiedźm, czy spełniających marzenia lub warzących eliksiry dobrych czarowników). Nie chcę za dużo zdradzać, bo może ktoś zechce sięgnąć po książkę, więc nie chcę zdradzać akcji i sytuacji, które mieć będą miejsce. Dość, że będzie się działo!
Myślę, że ja , jako nie znająca kompletnie tego gatunku, nie jestem zbyt wiarygodnym arbitrem do wydawania sądów, ale chyba mogę polecić. Miłośnicy nie powinni czuć się rozczarowani.

dziś był dzień…

…tygodniowego dostarczenia poczty;)
Doszedł więc list od Monoli, kalendarz National Geographic (hmm…nie wiemy, z jakiej okazji, ale miło, bo bardzo ładny), i trzy pocztówki od Engi. Dwie z Budapesztu. Jedna z nich szczególnie poruszająca, przedstawia bowiem upamiętnienie osób rozstrzelanych nad brzegiem Dunaju w czasie II WŚ…wyobraźcie sobie rzędy starych butów, z lat wojny właśnie, damskich, męskich, dziecięcych…stojących na kamiennym wybrzeżu przy rzece. Ot, buty, ale właśnie samotne buty, bez właścicieli, o których wiemy, że nigdy ich już nie włożyli i nie włożą…bardzo przejmujące.

Enga, podziękuj też Rodzicom za bajeczną kolekcjonerską pocztówkę z San Francisco. Czy wspominałam, że podobnie, jak Ciebie, nie ciągnie mnie specjalnie do Stanów, ale jeśli miałabym tam jechać, to chciałabym zobaczyć Nowy York, San Francisco właśnie i zadupie amerykańskie z dwiema ulicami na krzyż?:)

nie przerabiam;(

jak nie urok, to sraczka, jak nie sraczka, to przemarsz wojska, jak mawiała znajoma. Wiedziałam, że sen dzisiejszy nic dobrego nie zapowiada i oto voila, kolejne kłopoty zdrowotne, a raczej ciąg dalszy pewnych kłopotów P. Kolejna rzecz, która być może została zapoczątkowana podczas tej naszej najbardziej w życiu pechowej podróży , poślubnej o ironio losu, do Tunezji…
Teraz po prostu pewne sprawy się ciągną, mało tego okazuje się, że lekarze, którzy na pewne oczywiste sprawy zwrócić uwagę powinni, nie zwrócili, i suma sumarum okazuje się, że może być nieciekawie…
Może po prostu ktoś rzucił na nas klątwę, zaczynam wierzyć w takie rzeczy…
Chyba powinnam pójść z bloga, bowiem nie jestem w stanie ostatnio napisać słowa pozytywnego…

sobota…

…zakończyła się nerwami. Niby wiedzieliśmy, niby podejrzewaliśmy, ale pewne sprawy, sytuacje rodzinne wyglądają mniej ciekawie, niz byśmy chcieli. Czeka nas nieprzyjemna rozmowa z kimś z familii i ćwiczenie naszej asertywności, po której to rozmowie nie będzie nam lekko. Niestety, czasem trzeba jednak narazić się na obrażenie całej rodziny, niż zrobić coś wbrew sobie, coś, na co nie ma się najmniejszej ochoty. Po raz kolejny przekonałam się, że moje nocne koszmary uprzedzały mnie o tym, sny pokazywały wyraźnie, że co ma się spieprzyć, to się spieprzy i gdzie ma być źle, to będzie źle. Ogólnie mówiąc, potwornie się na koniec dnia zdenerwowałam, a najgorsze, że wiem, że dalej lekko nie będzie. Fatalna sprawa. 

„Weź moją duszę”. Yrsa Sigurdardottir.

To drugi kryminał tej islandzkiej autorki o nie do spamiętania (dla mnie:) nazwisku, jaki ukazał się na naszym rynku. Pierwszym był "Trzeci znak", w którym poznaliśmy prawniczkę, Thorę, która jest również kimś w rodzaju prywatnego detektywa (chcąc, niechcąc). Tym razem przyjdzie jej rozwiązać zagadkę tajemniczych morderstw, które miały miejsce w ośrodku spa. Jako, że Thora pomagała właścicielowi nabyć ziemię, na której powstał ośrodek, więc do niej zwrócił się z prośbą o pomoc Jonas, ów właściciel, przekonany, iż jego ośrodek jest nawiedzony przez duchy.
Literatura skandynawska nacechowana jest między innymi przez sagi, powroty do przeszłości, w której mają miejsce zdarzenia wpływające na teraźniejszość, to literatura, w której również obecne są właśnie duchy. I tu również to mamy. Niby kryminał, a jednak z mocnym rysem psychologicznym, z rozplątywaniem skomplikowanych nici powiązanych ze sobą, splecionych ze sobą wydarzeń, niektórych sprzed parudziesięciu lat, niektórych sprzed paru, ale w rezultacie dających efekt tajemniczości i niepokoju.
Thora zmaga się w tej książce nie tylko z demonami przeszłości, jakie królują w owym ośrodku wypoczynkowym, zmaga się też z własną przeszłością, z własnym życiem, z nowymi sytuacjami, w których nagle się znajduje.

Powiem tak, podobnie, jak poprzedni jej kryminał, nie czyta się go lekko. Panuje w nim mroczna, ciemna aura, klimat czegoś groźnego, złego czai się i włada książką, jednak sama intryga kryminalna podoba mi się, i uważam, że i ten kryminał jest bardzo dobry. Mogę go więc polecić, i miłośnikom kryminałów i miłośnikom literatury z Północy Europy.

moja teoria na temat instytucji …

się sprawdza. W tygodniu na ogół polecone (PIT, z banku po fuzji itd), raz  w tygodniu łaskawcy "rzucają" to, co inni ludzie dostawaliby po prostu w poszczególne dni tygodnia. W tym tygodniu ów łaskawy dzień przypadł na dziś. W związku z tym doczekałam się wreszcie pięknej pocztówki z Peru od Malej_mi. Och, jaki śliczny kondor na tle Andów! I te widoki zapierające dech w piersiach. Faktycznie robi to niezwykłe wrażenie…przeniosłam się tam na chwilkę podziwiając widoki Peru…
Otrzymałam też obiecaną książkę od Judytty, a mianowicie"Czarownice z Salem Falls", Jodi Picoult. Tak się złożyło, że obie z Judyttą "zapadłyśmy" na książki Picoult w ostatnim czasie, więc możemy się wymieniać wrażeniami po lekturze tychże.
A propos poczty, znowu mają strajkować. Słyszałam o tym od pewnego czasu, a dziś słuchałam w Radiowej Jedynce krótkiego reportażu na ten temat. Rok temu strajk wypadł im jakiś czas po nieudanych negocjacjach. W tym roku jestem przekonana, że wiem, kiedy wypadnie (bo , że zastrajkują, to nie mam złudzeń, że coś ich od tego odwiedzie). Wspomnicie moje słowa. Będzie to miało miejsce na początku marca. Dlaczego? Ano dlatego, że wtedy wypadają moje Urodziny i będę miała takiego "farta inaczej", że nawet te parę kartek, jakie mogłabym otrzymać od znajomych i przyjaciół, które rozjaśniły by mi ten dzień (z roku na rok bardziej nie lubię własnych Urodzin) nie będzie pewnie pisane do mnie dotrzeć.
Tak, mam jakiś pesymistyczny nastrój od dni kilku…
Za to to, co OK, to wynik badania usg piersi, na które dziś się wybrałam. Chodzę co roku, a że mam też tego niefarta być w grupie podwyższonego ryzyka, więc nie powiem, każda ta wizyta jest jednak okraszona moim niepokojem i nerwami…Tak więc ostatnio odbyłam pewien nazwijmy to lekarski przegląd. Wisi nade mną jeszcze kontrola u okulistki. No, ale to za jakiś czas…

starych forografii i wspomnień czar…

..tych całkiem leciwych i tych mniej……Niemniej jednak , co
tu dużo kryć, sprzed parudziesięciu lat. Bardzo lubię fotografie. To będzie
długi wpis z gatunku "musiała z siebie wyrzucić", od razu lojalnie
uprzedzam;)…
Zauważyłam, że chyba bardziej sepię lub czarno-białą, ale nie
tylko. Krajobrazy bowiem jednak najpiękniej wychodzą na zdjęciach, kiedy są
ukazane kolory.
Jednak, kiedy chodzi o portretowe zdjęcia, sepia "robi"
klimat…
Mam kilka takich fotografii, które coś dla mnie znaczą, z tych, czy
innych przyczyn.

Jedna, to zdjęcie mojej Mamy z jej wczesnej
młodości. Uwielbiam je. Jest przesiąknięte niesamowitym nastrojem. Nie wiem,
czemu, ale zawsze, kiedy na nie patrzę, mam natychmiastowe skojarzenie z
dekadentyzmem…Na owej fotografii moja Mama została uchwycona podczas rozmowy z
kimś. Jest ona w centrum zdjęcia, ma fajne krótkie ciemne włosy, widać, że ze
starannie ułożoną fryzurą, koszulę w kratkę i na to blezer, siedzi przy okragłym
stole przykrytym obrusem w pasy, na stole znajduje się książka, (jest to
"Zielone piekło" Maufrais’a) obok książki popielniczka wypełniona niedopałkami,
w dodatku moja Mama właśnie gasi lewą dłonią w owej popielniczce papierosa…na
stole są jeszcze inne przedmioty, których nie umiem rozszyfrować. Na pewno
zapałki. Moja Mama siedzi przy stole w pozie dość niedbałej lekko od stołu
odsunięta, opiera prawą rękę o poręcz fotela, lewą, jak wspomniałam, gasi
papierosa (tak, to były czasy, kiedy wszyscy palili a o szkodliwości nałogu nikt
nie wspominał;). Jej twarz zwrócona jest w kierunku rozmówcy, a który znajduje
się po prawej stronie zdjęcia. Została uchwycona
podczas jakiejś burzliwej chyba dyskusji, o czym świadczy fakt, że widać, że do
tego kogoś spoza kadru się zwraca, a także jej spojrzenie, fantastyczne, nieco
gniewne nawet, które rzuca temu komuś a ciemna oprawa oczu tylko podkreśla jej
temperament. W tle widać regały zastawione książkami i płytami. Długi czas byłam
przekonana, że zdjęcie zostało zrobione w domu rodziców, jednak moja Mama
wyprowadziła mnie niedawno z błędu, okazuje się bowiem, że zostało zrobione u
znajomych rodziców…Tak naprawdę to po prostu zdjęcie, jakie ktoś zrobił
dwudziestoparolatce ileśdziesiąt lat temu, a ja tę fotografię bardzo lubię. Ma
ona dla mnie urok, i stoi sobie w ramce u mnie na półce.
Drugie takie
zdjęcie, to z zupełnie innego klimatu. Chociaż również w sepii. Portretowe,
pozowane, widać , że u fotografa. To jest zdjęcie mojej Babci. Babci, która
nigdy tak naprawdę babcią okazji stać się nie miała, zmarła bowiem jako sporo
młodsza, niż ja teraz, dziewczyna…Na zdjęciu ma lat pewnie dwadzieścia. Jest
skromnie uczesana, włosy niedługie, spięte ma na karku, ubrana w białą schludną
bluzkę, zapiętą pod szyję. Jedyna widoczna na zdjęciu ozdoba, to złote kolczyki.
To zdjęcie, na którym widzę też moje podobieństwo do niej. Moja
Babciajest usadowiona do patrzących nieco bokiem, widzimy ją tylko do pasa, Jej
ciemna oprawa oczu podkreśla wesołe spojrzenie jakie kieruje w lewą stronę
fotografii, nie wiem, na fotografa, który prosi o uśmiech? Być może. Ma nieco
półotwarte usta w uśmiechu i , co widać, nieco krzywy ząb, dwójkę konkretnie,
prawą górną. Gdzie tu klimat, spytacie? Dla mnie jest. Bowiem ja, jej wnuczka,
mam dokładnie tak samo skrzywioną dwójkę. też górną  i też po prawej stronie.
Kiedy pierwszy raz miałam w ręku to zdjęcie, wzięło mnie uczucie czułości. Do
tej nieznajomej mi przecież kompletnie kobiety, na zdjęciu dziewczyny przecież,
z którą wiążą mnie właśnie więzy krwi…Która będąc moją przodkinią, zostawiła
mi w spadku taki może fizyczny znak. Pytałam się kiedyś mojego dentysty, czy
jest możliwa taka dziedziczność w uzębieniu, potwierdził…i to zdjęcie stoi u
mnie na półce, obok mojej "dekadenckiej" Mamy…

Trzecia fotografia, to moja własna, już kolorowa. Jej
nie mam w domu, wisi na ścianie u mojej Mamy. To zdjęcie, które zrobiono mi
dobre 17 lat temu? Zrobił mi je wujek, podczas naszego wspólnego odprowadzania
na samolot kogoś bardzo mi bliskiego. Był to czerwiec chyba, i jakiś przedziwny,
bowiem mam na sobie czarny sweterek, więc chyba nieciepły. Ale wiem, że było to
raczej lato. Zdjęcie zostało zrobione, kiedy poszliśmy razem na taras widokowy
aby jeszcze w ten sposób zobaczyć osobę, którą odprowadzaliśmy. Podczas
pożegnania polały się łzy z obu stron…U mnie bardzo, co widać nieco na
zdjęciu, mam bowiem zaczerwienione oczy i trochę nos, co cechuje płaczka:) i
kogoś, kto wie, że z drogą jej osobą, która leci za Ocean, szybko się nie
zobaczy.  Stoję przodem do wujka, moje włosy do ramion rozwiewa lotniskowy
wiatr,  a tle pyszni się samolot z napisem LOT……Lubię to zdjęcie. Lubię je
dlatego, że widać na nim emocje, a także, że traktuję je jako w tamtym czasie
zapowiedź moich późniejszych wyjazdów. A przecież zdjęcie miało miejsce w
czasach, kiedy na samą myśl, że odwiedzę kraje, które odwiedziłam, zrobiłabym
wielkie oczy.
 
Tych, którzy
dobrnęli do końca wpisu, dziękuję za uwagę. Wiem, że to był taki wpis o niczym,
ale czasem człowiek musi…ja przynajmniej lubię sięgnąć do szufadek
wspomnień…