„Morderstwo w Madingley Grange”. Caroline Graham.

Kolejny "niemidsomerkowy" kryminał Caroline Graham, który dosłownie pochłonęłam. Nie mogłam się od niego oderwać! Baaardzo mi się podobał. Mam nadzieję w takim razie na więcej jej kryminałów nie w Midsomer i okolicach, bo te mnie zdecydowanie bardziej urzekają.

Ten jak "złapał", tak nie chciał puścić, ale jak mógł, skoro cechował się wszystkim tym, co lubię w kryminalnych powieściach, czyli ciekawą intrygą, wspaniale odmalowanymi prawdziwymi postaciami z ich grzeszkami i dobrocią serduszka, a wszystko to w scenerii wielkiej i pięknej wiejskiej posiadłości angielskiej prowincji, gdzie wciąż do kolacji podaje służba, a do samego posiłku wypada się odświeżyć i zmienić strój.

Akcja książki zaczyna się w chwili, kiedy rodzeństwo, Laurie i Simon, dywagują nad możliwością zorganizowania w posiadłości ciotki, którą przez jakiś czas jest im dane się opiekować, imprezy niezwykłej. Właściwie to Simon jest pomysłodawcą owej imprezy, jaką ma być , zupełnie, jak z książki Agathy Christie, gra w morderstwo. Otóż Simon, mający finansowe problemy, wymyśla aby dać ogłoszenie do gazety, że w wiejskiej posiadłości można za odpowiednią oczywiście opłatą, zabawić się w nietypową grę. Wylosowane zostaną role, stworzony wachlarz postaci a wśród nich oczywiście ktoś, kto odegra rolę mordercy i ktoś, kto zagra ofiarę, a pozostali będą musieli przeprowadzić śledztwo. Oczywiście gra ma być jak najbardziej bezpieczna i niewinna, bez żadnej prawdziwej krwi i zbrodni a jedyne emocje jakie mają jej towarzyszyć, to ekscytacja śledczych. Simon wymyślił całą zabawę starannie, zadbał o każdy szczegół, jak wynajęcie specjalnej służby na ten dzień , kostiumy w stylu lat trzydziestych itd… Laurie niezbyt podoba się owa idea brata, ale jak to zazwyczaj w ich relacjach bywa, daje mu się jednak na ten pomysł namówić i oto pewnego piątkowego popołudnia do posiadłości dociera grupa ludzi, z których wydaje się, że każdy stanowi swoisty oryginał. To galeria postaci, jak z książek Agathy Christie, zdecydowanie. A jeden z biorących w zabawie udział mężczyzn, jest jej i nie tylko, wielkim wielbicielem. To Derek, który jest maniakiem wręcz kryminałów, cytuje książki kryminalne, zna je na pamięć wręcz, a jego ideałem jest Sherlock Holmes. To Derek, szczerze mówiąc, wydaje się najbardziej przejęty całą zabawą i to on upatruje dla siebie roli detektywa w całej tej historii.
Goście wydają się być szczerze zadowoleni z możliwości zabawy i podekscytowani pobytem w naprawdę bajecznym otoczeniu, w którym pawie przechadzają się po alejkach a łabędzie, jak w kiczowatym landszafcie, przepływają parami po stawie…

Trwa przygotowanie do wieczornego posiłku, wreszcie prawdziwa uczta, podczas której usługuje niezwyczajna służba, na końcu wieczoru odbywa się losowanie, podcza którego zostają wylosowane "role" dla poszczególnych bawiących się, w tym, jak wspomniałam morsercy i ofiary. Jak bardzo zaskoczony i zły okazuje się Derek, który wylosował akurat rolę ofiary, a przecież wiązał z zabawą tak wielkie nadzieje.

Jest zły, poirytowany, i nieco nawet obrażony. W takim nastroju kładzie się spać, podczas kiedy nocą mają miejsca rozmaite zdarzenia, które sprawiają, że zmienia on jednak zdanie.

Zabawa rozpoczyna się, chociaż nie można doprawdy powiedzieć, że wszystko pójdzie w niej zgodnie z planem, mało tego, okaże się nawet, że sytuacja zdecydowanie wymknie się spod kontroli…

Książkę czyta się szybko i dobrze, trzyma zdecydowanie w napięciu do ostatnich jej stron, kiedy to okazuje się, że nasze pewne przeczucia miały słuszną podstawę…

Oprócz warstwy typowo kryminalej mamy tu rewelacyjną galerię postaci, które "czyta się" z zaciekawieniem, wydają się być może nieco przerysowane, a przez to niezwykle prawdziwe jednak, książka posiada ów niezwykły klimat kryminału Agathy Christie, a jednak jest zdecydowanie odrębną. Do tego owa wspaniała wypełniona antykami stara posiadłość, w piwniczce której składowane są stareńkie i smakowite wina, a każdy z pokoi gości urządzony jest w innym stylu.

Autorka zadbała o każdy szczegół kryminału, prawie tak samo, jak jej bohater, Simon, zadbał o szczegóły organizowanej przez siebie i siostrę zabawy. I to się czuje i dlatego czyta się ją tak dobrze.

Miłośnikom kryminałów zdecydowanie polecam!